Ktoś spalił mobilny pawilon pszczelarski

– Nie potrafię sobie w ogóle wyobrazić, że ktoś mógłby spalić pszczoły. Na samą myśl o tym serce mi się kraje. Moja teoria jest taka, że najpierw zostałem okradziony, potem zostały wyniesione ule, a następnie dla zatarcia śladów ktoś to spalił – mówi pszczelarz Marek Goraj. W środku mogło być blisko milion pszczół. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi policja

W poniedziałek 15 kwietnia Marek Goraj, pszczelarz z Bytomia Odrzańskiego, pojechał w okolicę Wierzbnicy do swoich uli. Zatrzymał się pod jabłonką, skąd często doglądał mobilnego pawilonu pszczelarskiego, który stał przy polu z gryką.

Pawilon kupił w 2015 roku. Pszczelarstwem zaczął się zajmować trochę wcześniej za namową kolegi, któremu pomagał przy jego ulach. I tak się wciągnął. W końcu kupił wędrowną pasiekę, którą woził po różnych polach na terenie gmin Nowe Miasteczko i Bytom Odrzański.

Pod Wierzbnicą ul postawił w czerwcu 2018 roku. Dogadał się z rolnikiem, zakupił nasiona gryki, którą rolnik dla niego posiał, żeby pozyskać miód gryczany. Miejsce dogodne, dokoła dużo drzew owocowych, wiśnie, czereśnie, śliwki, wierzba, leszczyna, a więc drzewa, które na wiosnę kwitną bardzo szybko.

W pasiece było 26 rodzin pszczelarskich, każda mogła liczyć nawet do 40 tysięcy pszczółek.

W feralny poniedziałek M. Goraj chciał dokończyć prace przy ulach. – Akurat miałem dołożyć ramki z węzą i z suszem, w których pszczoły mogą składać jajka i gromadzić miód. Zaglądałem z drogi w kierunku pawilonu, ale coś mi nie grało. W duchu zapytałem samego siebie: co jest, taka ładna pogoda, a pszczółki nie latają? – relacjonuje M. Goraj.

Kiedy dojechał na miejsce, wszystko stało się jasne. Zobaczył, że pawilon pszczelarski został spalony. – Nogi mi się ugięły… – przyznaje.

Sprawę zgłosił policji. Na miejsce przyjechała grupa śledcza, która zabezpieczyła ślady.

– Są prowadzone czynności mające na celu ustalenie sprawców tego przestępstwa – informuje sierż. szt. Renata Dąbrowicz-Kozłowska z Komendy Powiatowej Policji w Nowej Soli.

Od miejsca, w którym stał pawilon, do najbliższych domów jest ok. 700, 800 metrów. Najpewniej został podpalony w nocy, dlatego nikt nic nie widział.

– Ma pan jakiekolwiek podejrzenia, kto byłby tak podły, żeby podpalić pszczoły, jakże ważne przecież dla naszego ekosystemu? – zapytałem pszczelarza.

– Nie potrafię sobie w ogóle wyobrazić, że ktoś mógłby spalić pszczoły. Na samą myśl o tym serce mi się kraje. Moja teoria jest taka, że najpierw zostałem okradziony, potem zostały wyniesione ule, a następnie dla zatarcia śladów ktoś to spalił – odpowiedział M. Goraj.

Czy to była kradzież branżowa?

– Laik na pewno tego nie zrobił. Według mnie za tym stoi pszczelarz albo pseudopszczelarz, który robi to dla zysku. Te rodziny pszczele były przezimowane, dobrze rozwinięte, w bardzo dobrej kondycji. Jeżeli zostały skradzione, to właśnie przed okresem głównego pożytku, czyli czasem kwitnienia rzepaku, a potem akacji, bo z tych dwóch pożytków w naszym województwie pozyskujemy najwięcej miodu. Dlatego uważam, że to był ktoś z branży – uważa bytomianin.

To może być dobry trop. Wiadomo na pewno, że zanim ktoś podłożył ogień, wcześniej sforsował drzwi. Po tym, w którym miejscu leżą wyważone zamki, widać, że barakowóz spłonął z otwartymi drzwiami.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *