„Radni PiS nie mają nic do zaproponowania poza destrukcją”

Ostatnia komisja wspólna rady miejskiej, jak na robocze spotkanie, była wyjątkowo emocjonująca. Radni Wilant i Wieczorek nie chcieli słuchać skarbniczki zapoznającej radnych z wykonaniem budżetu za ubiegły rok. Na wstępie komisji złożony został wniosek o wycofanie tego punktu z programu komisji. W kolejnym ruchu radny Wieczorek poinformował, że Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił uchwałę rady miejskiej w sprawie wygaszenia jego mandatu. Na temat wydarzeń z komisji i mocnych słów, które czasami padają, rozmawiamy z wiceprezydentem Jackiem Milewskim

Justyna Gurban: Wyroków sądów się nie komentuje, jednak co dalej? Czy spotkał się pan w samorządowej pracy z podobnym przypadkiem?

Pracuję w nowosolskim samorządzie od ponad 16 lat i nie spotkałem się z przypadkiem, aby radny zgłosił się do rejestru wyborców w innej gminie celem kandydowania do rady sołeckiej, co jest prawnie niedozwolone. Wprawdzie pan radny Wieczorek tłumaczył się rzekomym swoim błędem, ale jak można zrobić błąd, składając dobrowolne oświadczenie o zamieszkiwaniu w gminie Zabór tylko po to, aby wziąć udział w wyborach członków rady sołeckiej, dobrowolnie wyrazić zgodę na kandydowanie do tej rady podczas wyborów i zostać do niej wybranym. Taki fakt jest równoznaczny z utratą prawa wybieralności w Nowej Soli, co musiało skutkować wygaszeniem mandatu przez radę. Sąd wprawdzie nieprawomocnie uchylił uchwałę, ale w ustnym uzasadnieniu wskazał przede wszystkim na uchybienia proceduralne, a nie merytoryczne. Wskazał przede wszystkim na konieczność powtórzenia procedury wyjaśniającej. Decyzję, co dalej w tej sprawie, czy odwołają się do Naczelnego Sądu Administracyjnego, czy powtórzą procedurę wyjaśniającą, radni podejmą po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem orzeczenia.

Najwyraźniej panowie Wieczorek i Wilant wyjątkowo się pana obawiają, bo to do pana mają najwięcej pretensji. Ma pan opinię konsekwentnego i merytorycznego człowieka, który nie akceptuje populizmu. Czy to, co mówią radni Wilant i Wieczorek, to dochodzenie do ściany pod tym względem?

Po kilku pierwszych miesiącach zasiadania tych panów w radzie miejskiej mogę stwierdzić, że ci panowie nie mają nic do zaproponowania poza destrukcją. Brak podstawowej samorządowej wiedzy i chęci do merytorycznej pracy na rzecz naszych mieszkańców starają się przykryć demagogiczno-populistycznymi hasłami o demokracji, prawach radnych i tłamszeniu opozycji. Usiłują przenieść najbardziej antysamorządowe, partyjne mechanizmy do naszego samorządu: próby kupczenia stanowiskami, nieprzyjmowanie do wiadomości decyzji podejmowanych przez radę, prowokowanie wielominutowych, pozbawionych jakiejkolwiek merytoryki dyskusji w myśl zasady „nieważne, co się mówi, byle mówić”, składanie niemerytorycznych wniosków, podważanie opinii i autorytetu miejskiej radczyni prawnej itp. Absolutnie nie ma i nie będzie na to przyzwolenia. Po prostu szkoda czasu na bezproduktywne bicie piany. Za ciężko pracowaliśmy na wyeliminowanie z nowosolskiego samorządu takiego partyjniactwa, aby dzisiaj godzić się na powrót takich praktyk.

Miał pan powiedzieć poza mikrofonem do R. Wilanta, że jest tępy jak wół. Pan Wieczorek zarzucił panu mowę nienawiści i żądał przeprosin. Pan wtedy przeprosił, ale woła. Czy znany z żelaznej cierpliwości wiceprezydent nie ma już tak mocnych nerwów?

No cóż, pewnie się starzeję, pesel robi swoje (śmiech). A tak poważnie. Od początku mojej samorządowej pracy zostałem oddelegowany przez prezydenta Wadima Tyszkiewicza do codziennej współpracy z radnymi. To już piąta rada, z którą mam przyjemność współdziałać dla naszego miasta i naszych mieszkańców. Dotychczasowa współpraca układała się różnie, ale takiego cyrku jak dzisiaj nie było nigdy.

Absolutnie nie będzie mojej zgody na destrukcję w radzie miejskiej. Razem z radnymi miejskimi z KWW Wadim Tyszkiewicz jesteśmy od systematycznej i konsekwentnej pracy na rzecz naszych mieszkańców. Powiem coś może mało skromnie, ale myślę, że patrząc na nasze miasto widać efekty tych kilkunastu lat naszych wspólnych działań. Nie pozwolę nikomu zniszczyć tego dorobku. Pan Wilant z panem Wieczorkiem nie wnoszą do codziennej pracy rady nic merytorycznego, na każdym kroku usiłują wyłącznie w różny sposób destabilizować naszą codzienną pracę. Jeżeli po raz enty w ciągu kilkunastu minut trzeba tłumaczyć rzeczy dla wszystkich oczywiste i absolutnie nie widać efektu, to nasunęło mi się powiedzenie z wołem. Użycie powiedzenia nie jest żadną mową nienawiści, jak usiłuje to przedstawiać pan Wieczorek, ale zwykłym opisem rzeczywistości. I tak bardzo delikatnym. Bo jak nazwać człowieka z zasady nieprzyjmującego żadnych merytorycznych argumentów, powtarzającego w kółko swoje, niezrozumiałe dla inteligentnych ludzi, „mądrości”. Znam zdecydowanie mocniejsze określenia, ale wrodzona delikatność nie pozwala mi ich używać publicznie. A co do może minimalnej utraty cierpliwości, to przepraszam naszych mieszkańców i solennie obiecuję poprawę w tym zakresie.

Pierwsza kadencja prezydenta Tyszkiewicza i ówczesny opozycyjny skład rady miejskiej też był trudny we współpracy. Gdyby pan miał porównać radnych SLD do tego, co prezentują radni PiS, to kto wypada gorzej?

To są dwa skrajne bieguny. Z radnymi SLD też toczyliśmy wielogodzinne spory, ale poza nielicznymi przypadkami były to spory merytoryczne. Przekonywaliśmy się wzajemnie do dobrych rozwiązań dla naszego miasta i naszych mieszkańców. Mimo braku większości w radzie w tamtym czasie zostało przyjętych 95 procent zaproponowanych przez prezydenta uchwał. Patrząc na działania panów Wilanta i Wieczorka nie mam złudzeń, że gdyby dysponowali większością w radzie, torpedowaliby działania prezydenta na zasadzie „nie, bo nie”. Na całe szczęście, dzięki mądrości naszych mieszkańców, ci dwaj panowie są zdecydowaną mniejszością. Takich ich działań nie akceptują nawet osoby wybrane z tej samej listy, co oni. Nowosolanie oczekują od nas merytorycznej, efektywnej i skutecznej pracy. To im obiecaliśmy kilkanaście lat temu. Konsekwentnie będziemy dotrzymywać słowa i po prostu robić swoje. Wiarygodność i prawdomówność to podstawa samorządowej służby.

Trzeba przyznać, że w ostatnim czasie jest pan wyjątkowo szczery. Były siatkarz Astry i jednocześnie pracownik lokalnego tabloidu z każdym kolejnym tekstem odsłania swoją niechęć do pana, jako człowieka wspierającego Koliberki. Wydrukował nawet pana prywatną esemesową korespondencję z siatkarzami, a w niej niecenzuralne określenie. Jak pan to skomentuje?

Co tu komentować. W zasadzie wystarczyłoby jedno zdanie: jacy „dziennikarze”, takie artykuły. Upublicznianie prywatnej korespondencji nie mieści się w żadnym systemie wartości cywilizowanych ludzi. A przywołując kultowy tekst z „CK Dezerterzy”: „Nie ma w słowniku ludzi kulturalnych dostatecznie obelżywych słów, aby określić takie zachowanie”. Wracając jednak do użycia przeze mnie niecenzuralnego słowa w prywatnym esemesie. Jak każdemu człowiekowi z krwi i kości zdarza mi się w prywatnych rozmowach użyć czasami bardziej mocnego, niecenzuralnego słowa dla określenia rzeczywistości, której nie da się opisać w sposób parlamentarny. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, komu się to nigdy nie zdarzyło. Esemes został wysłany wyłącznie do 18 osób tworzących moją ukochaną drużynę Koliberków i rzeczywiście zawierał mocniejszy niż na moim publicznym profilu tekst o tym, co sądzę o „dziennikarzach” lokalnego tabloidu i bezpodstawnym obrażaniu przez nich trenera oraz siatkarzy Astry. Absolutnie nie wycofuję się z tych słów, gdyż doskonale opisują to, co się wydarzyło, a ocenę zaistniałej sytuacji pozostawiam naszym mieszkańcom.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *