Chcę pomagać, tak po prostu

– Jest w tym cel i jest nadzieja. Nie trzeba daleko szukać, żeby zobaczyć, że ludzie tego potrzebują – mówi o Dniu Dawcy Szpiku nowosolan Łukasz Hednel. Po sobotniej akcji lista potencjalnych dawców wzrosła o 20 osób. A kolejna już w niedzielę!

To był kolejny raz, kiedy w Nowej Soli Dzień Dawcy Szpiku zorganizowali wolontariusze, którym przewodził Marcin Dutkiewicz. Historię jego syna Eliasz nagłośniliśmy kilka lat temu.

W jego życie wszedł rak. Dzięki bazie DKMS udało się znaleźć dla Eliasza dawcę i ostatecznie przeszczep szpiku uratował chłopcu życie. Co ciekawe, jego genetyczny bliźniak znalazł się w Izraelu.

Od tamtej pory jego ojciec próbuje rozkręcać akcje dawców szpiku Zachodzie Polski. W sobotę wolontariusze usytuowali się w Wodnym Świecie.

Jedną z osób, która odwiedziła namiot DKMS, był Łukasz Hendel. Motywację do tego, żeby przyjść, miał bardzo prostą.

– Mój kolega z Nowej Soli, może nie z najbliższego otoczenia, ale jednak kumpel, który ma 22 lata, jakiś miesiąc temu dowiedział się, że ma białaczkę. I to jest cała moja motywacja, innej nie potrzebuję. Jestem tu, by pomóc – mówił po zarejestrowaniu się nowosolanin. Docenia to, że w Nowej Soli są osoby, które poprzez wolontariat działają przy powiększaniu bazy DKMS.

– Dlatego warto te akcje wspierać. Jest w tym cel i jest nadzieja. Jak już wspomniałem, nie trzeba daleko szukać, żeby zobaczyć, że ludzie tego potrzebują. Trudniej jest samemu szukać miejsca, gdzie trzeba pojechać i się zarejestrować. Dlatego trzeba korzystać z możliwości, które dają organizatorzy takich akcji w miejscu zamieszkania – dodał Ł. Hendel, który do Wodnego Świata zajechał wracając z pracy.

W sobotę, w ten jakże słoneczny, a wręcz parny dzień, gdzie wielu zwyczajnie pozostało w domach, udało się wciągnąć na listę 20 nowych potencjalnych dawców szpiku. – Spodziewaliśmy się więcej osób, ale tak naprawdę każda liczba jest sukcesem – podsumowuje M. Dutkiewicz.

W drużynie jego wolontariuszy była m.in. Agnieszka Weiss. Dwa lata temu pomagała szukać bliźniaka genetycznego dla Eliasza.

– Lubię się angażować w takie pomocowe akcje, tym bardziej jak widzę, że Eliasz jest zdrowy. On jest dowodem na to, że takie akcje mają sens, że są potrzebne.

Każdy może się znaleźć w takiej sytuacji, może potrzebować kiedyś szpiku. Im ta lista potencjalnyuch dawców będzie dłuższa, tym lepiej – mówi A. Weiss.

Joanna Rasińska ma swoje osobiste doświadczenie związane z długimi pobytami w szpitalach.

– Mam chore dziecko i widziałam na własne oczy, jak walczą z cierpieniem najmłodsi i ich rodzice. Doskonale to rozumiem i chcę pomagać, tak po prostu – mówi J. Rasińska.

Brawo!

Kolejna akcja-rejestracja już w najbliższą sobotę podczas I Turnieju Charytatywnego o Złote Serce (szerzej o wydarzeniu czytaj na str. 31).

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *