Gdzie są ich pieniądze?

– Na wszystko mamy podbite pieczątką kwity, a teraz okazuje się, że nasze pieniądze nie trafiały na wskazane konta. To gdzie są? – pytają klienci punktu Grant, którzy odkryli, że są dłużni różnym podmiotom od kilkuset do nawet kilku tysięcy. – Wszystko zostanie zwrócone – deklaruje prowadząca punkt

Od tym, że nie wszystkie pieniądze zostawione w punkcie rachunkowym Grant przy ul. Witosa trafiają na wskazane konta odbiorców, można było już usłyszeć kilka miesięcy temu. Krążyły informacje, że ktoś przypadkiem odkrywał swoje zadłużenie, ale po rozmowie z prowadzącą punkt sytuacje były wyjaśniane, a rachunki regulowane. Poszkodowani nie sądzili, że skala zjawiska jest znacznie większa i temat nie był szerzej nagłaśniany. I tak trwało to do zeszłego tygodnia…
Najpierw do redakcji zgłosiła się pani Lidia. – Dostałam pismo od operatora komórki, że zalegam opłatę za dwa rachunki, a przecież co miesiąc płaciłam za wszystko w Grancie. Gdy poszłam to wyjaśnić, kobieta tłumaczyła się, że to musi być wina banku, ale ona ureguluje to przelewem ze swojego prywatnego konta – opowiadała Czytelniczka.

– Mimo to sprawa nie dawała mi spokoju. Postanowiłam sprawdzić, jak wygląda moja sytuacja w Energetyce i w Zakładzie Usług Mieszkaniowych. Okazało się, że w Enei już groziło mi odcięcie prądu, bo moje rachunki nie były regulowane od kwietnia, a jeśli chodzi o mieszkanie, to zalegam w ZUM prawie tysiąc złotych – mówiła pani Lidia, która ze wszystkimi dowodami wpłat w punkcie przy ul. Witosa poszła na policję.

Tego samego dnia do redakcji przyszły kolejne dwie osoby i poprosiły, żeby podejść z nimi pod drzwi punktu. Tam w pewnym momencie zebrało się już kilkanaście osób, które bezskutecznie czekały na spotkanie z kobietą pracującą w tym miejscu. Atmosfera była bardzo nerwowa, a ludzie mówili o tym, że choć wszyscy z nich płacili na czas, to teraz już wiedzą, że mają zaległości – od kilkuset złotych do nawet kilku tysięcy!

– Umówiliśmy się z nią, zresztą nie po raz pierwszy, że się z nami spotka i porozmawia, że zwróci pieniądze, ale jest już ponad pół godziny po czasie i jej dalej nie ma – usłyszeliśmy.

– Napisała mi esemesa, że moje pieniądze w Orange zostały 21 czerwca zaksięgowane, sprawdziła – w ogóle ich tam nie ma – mówiła jedna z klientek. – Ona mówi, że wpłaca na konta banków, ale tłumaczy się, że może coś jest pomylone w numerach kont, bo dalej już nie płyną tam, gdzie trzeba. Łącznie z mieszkaniowymi i gazem mam około tysiąc złotych zaległości. I to nie jest pierwszy raz, bo pod koniec poprzedniego roku podobne historie zdarzyły się dwa razy. Myślałem, że po tamtych interwencjach to już się nie powtórzy – dodawał jeden z mężczyzn.

Starsza pani wspierająca się na balkoniku mówiła o największym długu spośród zgromadzonych osób: – Mam 5,7 tys. zł zaległości w ZUM i gazowni, więc to musiało się gromadzić od 2018 roku. A przecież mam wszystkie kwity za wykonane opłaty…

Klienci zwracali uwagę, że do czasu, kiedy punkt prowadziła matka z córką, to wszystko było w porządku, a problemy zaczęły się, jak młodsza z nich została sama.

– Kłamie, że to wina systemu i banków, a nie jej. Jak miałam pretensje, to oddała mi pieniądze prosto z kasy, co już jest dziwne – mówiła kolejna osoba.
– U mnie prąd odcięli, więc nie tylko musiałam spłacić dług, ale jeszcze dodatkowo zapłacić za ponowne podłączenie – usłyszeliśmy od następnej osoby. – Prąd 250 zł i łącznie 264 zł za dwie raty na zakup piły, a potwierdzenia na dokonanie wpłaty mamy na wszystko. Pieczątkę przybija, a pieniądze gdzie idą? Do jej kieszeni? – pytała jedna z kobiet.

Policja jeszcze w piątek potwierdziła, że zajmuje się podobnymi zgłoszeniami. – Mogę potwierdzić, że w ostatnim czasie wpływa do nas coraz więcej zawiadomień od ludzi pokrzywdzonych w tym punkcie. Będziemy sprawdzać, czy doszło do przestępstwa – mówiła rzecznik prasowa policji Renata Dąbrowicz-Kozłowska.

Z prowadzącą punkt Grant udało nam się porozmawiać w poniedziałek przed wydaniem gazety. – Kseruję dokumentację i sprawdzam, gdzie i jakie są zadłużenia klientów. Jak najszybciej będzie to regulowane. W piątek wezwano mnie na komendę, dziś również tam będę. Sama nie wiem, jaka jest skala długów, po kolei dochodzę do tego sama i z policją – powiedziała.

-Co się stało, że pieniądze klientów nie trafiały na wskazane rachunki? – zapytaliśmy. – Nie będę tego komentować. Byłam za bardzo ufna… Pieniądze zwrócę jak najszybciej. Tyle mogę powiedzieć – odpowiedziała kobieta.

Do tematu wrócimy.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Artur Lawrenc

Aktualności, oświata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *