Mamy swoje nowosolskie trojaczki

Pola, Kalinka i Matylda – w naszym mieście przyszły na świat trojaczki. Dziewczynki są zdrowe i śliczne. Jeszcze przebywają w szpitalu pod czujnym okiem lekarzy i pielęgniarek, jednak z każdym dniem dziewczynki są silniejsze i już za chwilę dołączą do starszego braciszka

Przyjście na świat trojaczków to zawsze duża niespodzianka. Nie inaczej było tym razem. Na trojaczki Marceliny i Karola Giernackich z zapartym tchem czekała najbliższa rodzina, przyjaciele, współpracownicy, znajomi. Także w nowosolskim szpitalu trwało oczekiwanie na rozwiązanie ciąży pani Marceliny. W powiecie mamy już małe trojaczki w gminie Kolsko i w Otyniu. Teraz są także nowosolskie. W poniedziałek 10 czerwca urodziły się trzy śliczne dziewczynki. Pierwsza na świecie pojawiła się Kalinka – waga 1500 dag (49 cm), druga Pola – 1620 dag (43 cm), ostatnia Matylda, najmniejsza, bo ma 1300 dag (45 cm). – Matylda od początku była najbardziej żywotna. Wyjątkowo fikała w brzuszku, co było też widoczne na KTG – wspomina pani Marcelina.

O tym, że jest to ciąża trojacza, pani Marcelina dowiedziała się w grudniu przed świętami. – Byliśmy u naszego lekarza – doktora Jakuba Pankiewicza. To był szósty tydzień ciąży, zostało zrobione USG. Doktor zaniemówił i zażartował z uśmiechem mówiąc „co państwo narobiliście”. Od razu powiedział, że będziemy mieć trojaczki. Dla nas to był szok, wielki, ogromny szok – opowiada mama dziewczynek.

Dodaje, że doktor od razu uspokajał, że trzeba poczekać. Po wyjściu z gabinetu pani Marcelina pokazała zdjęcie USG swojej położnej Monice Całko. – Stanęła jak wryta i zażartowała do męża, trzymając zdjęcie – żeby liczył – mówi M. Giernacka. Pan Karol był oszołomiony. Po wyjściu z gabinetu małżeństwo długo siedziało w samochodzie usiłując oswoić się z tym, co usłyszeli.

– Nie wiedziałam, co się dzieje, to był śmiech przez łzy. Radość, bo wielkie szczęście, zmartwienie, bo ciąża trudna, podwyższonego ryzyka. Mieszały się nasze emocje, nieprawdopodobne uczucie – relacjonuje pani Marcelina.

– W rodzinie ogłosiliśmy to od razu 21 grudnia, w dzień urodzin mojej siostry – oznajmia mama trojaczków.

Ciąża była książkowa, choć jeden pęcherzyk był mniejszy. Zachodziła obawa, że zostanie wchłonięty przez dwa pozostałe, silne i większe. Na szczęście nic takiego się nie stało. Dziewczynki z każdym miesiącem rosły, a ciąża bez wątpliwości stała się trojaczą. – Od tego momentu staliśmy się spokojniejsi. Musiałam jednak na siebie uważać. Nie mogłam się przemęczać, należało być bardziej ostrożnym niż przy ciąży pojedynczej – przyznaje pani Marcelina.

Pięć dni przed porodem mama trafiła na oddział położniczo-ginekologiczny nowosolskiego szpitala. Personel medyczny, wiedząc o trojaczkach od dłuższego czasu, był przygotowany do przyjęcia tego wyjątkowego porodu zarówno na trakcie porodowym jak i na oddziale noworodków i wcześniaków. Dziewczynki koniecznie chciały na świat i urodziły się ostatecznie w 31. tygodniu ciąży.

Pola i Kalinka są bliźniaczkami jednojajowymi z ciąży jednokosmówkowej, dwuowodniowej czyli na jednym łożysku. Matylda urodziła się z innego jaja i będzie się różniła od sióstr. – To było wiadome od samego początku, bo najbardziej fikała w brzuchu. Była wyjątkowo żywotna, choć wagę urodzeniową ma mniejszą od sióstr – mówi o Matyldzie mama.

Z imionami państwo Giernaccy nie mieli większego problemu. Od początku zakładali, że jak będzie dziewczynka, to otrzyma imię Matylda. Jeśli będą bliźniaczki, to druga dziewczynka miała być Kalinką. Przez chwilę był kłopot przy trzecim imieniu. – Tata zdecydował, że będzie Pola. Imię jest bardzo ładne i pasuje do naszej dziewczynki. Pola też jako jedyna po urodzeniu potrzebowała przez chwilę pomocy lekarzy. Bardzo szybko się jednak ustabilizowała i dzisiaj rośnie równie szybko jak siostry – zauważa pani Marcelina.

Nowosolanka, jak sama zaznacza, nie miała czasu na długi odpoczynek. W domu czekał na nią 2,5-letni synek Stefan. Kiedy przyjechała, zdziwił się, że bez siostrzyczek. – Żona pokazywała mu siostrzyczki na zdjęciach w komórce. Kiedy po trzech fotografiach przestała przesuwać, Stefcio popatrzył zaskoczony i poprosił, żeby przesuwała dalej. Tłumaczyliśmy, że to już koniec, że siostry są trzy. Wyglądało na to, że spodziewał się więcej – mówi ze śmiechem pan Karol.
Syn państwa Giernackich uwielbia liczbę trzy. Wszystko, co jest więcej niż jeden, dla niego zawsze jest trzy. Rodzice mają niewiele ponad 30 lat, ciąża 30 tygodni.

– To musiały być trojaczki – stwierdza pani Marcelina.

Poród odbył się w godzinach wieczornych. – Stawił się cały zespół lekarzy neonatologów wspierany przez zespół pielęgniarski wraz z oddziałową Wiesławą Pruską, jednym słowem: wszystkie ręce na pokład – mówi doktor Anita Bejga, kierownik działu noworodków i wcześniaków. Doktor Bejga zaznacza, że zaraz po porodzie dziewczynki wymagały intensywnej terapii nieinwazyjnej wentylacji, bez której nie potrafiły oddychać. Zostało także wdrożone dożylne żywienie, bez którego nie byłyby w stanie prawidłowo się rozwijać i przybierać na wadze.

Po porodzie dziewczynki zamieszkały w najnowocześniejszych inkubatorach, w których dochodziły do siebie już w pojedynkę. Dla dzieci i ich rodziców zarezerwowano całą salę. Mamie zapewniono możliwość stałego przebywania z dziećmi oraz dostęp do laktatorów. Dziewczynki rosną z każdym dniem i są coraz silniejsze. Personel oddziału zapewnia dziewczynkom profesjonalną opiekę. – Jesteśmy bardzo wdzięczni lekarzom i pielęgniarkom za opiekę i wsparcie. Mamy zagwarantowane bardzo dobre warunki, a nasze córeczki są w najlepszych rękach. Dziewczynki są już kangurowane, mogę je karmić, są malutkie, kruche, ale zdrowe i z każdym dniem przybierają na wadze – cieszą się rodzice.

Z racji że siostrzyczki są wcześniakami, muszą pozostać pod opieką szpitala tak długo, aż wyjście będzie dla nich bezpieczne. Są tak malutkie, że trzeba je chronić przed infekcjami.

– Opieka i sprzęt medyczny są na najwyższym poziomie. Jesteśmy z nimi praktycznie cały czas i przygotowujemy się do zabrania dziewczynek do domu. Cieszymy się i jesteśmy wdzięczni za opiekę. Najważniejsze, żeby opuściły szpital silne – mówi pani Marcelina.

Po kobiecie nie widać, że przeszła ciążę z trojaczkami. Wygląda kwitnąco i jest pełna energii. Jak zaznacza, zbiera w sobie wszystkie siły, żeby po powrocie dziewczynek do domu dać z siebie 300 procent normy. W tej chwili poświęca czas synkowi, poszła do fryzjera i uzupełnia dom o rzeczy potrzebne dziewczynkom.
– Mamy teraz chwilę, żeby przygotować dom na przyjęcie córeczek. Robimy im miejsce w sypialni. Łóżeczka już czekają, ubranka, pieluchy, butelki także.

Wszystko potrójne – wylicza pan Karol.

Na wnuczki z zapartym tchem czekają także dziadkowie. Wszyscy są na emeryturach i będą mogli pomóc przy maleństwach. Czeka ich jednak wielki wysiłek, bo jak się okazuje, to nie jedyne dzieci w rodzinie. Z tego samego rocznika są jeszcze dzieci siostry i brata pani Marceliny. – Będą stanowić znaczną część jednej grupy w żłobku – żartuje pan Karol.

Ze wszystkich stron do państwa Giernackich płyną gratulacje. Cieszą się współpracownicy pani Marceliny z firmy Nowavent oraz pana Karola z Josta. Gratulują przedstawiciele miasta.

Wszyscy trzymają kciuki i życzą powodzenia w wielkim wyzwaniu, jakie czeka rodziców.

– Czytamy na stronach internetowych informacje na temat trojaczków. Staramy się dowiedzieć jak najwięcej, żeby być przygotowanym na różne ewentualności i nie wpadać wtedy w panikę. Choć jeszcze nie wiem, jak będziemy sobie radzić logistycznie – zastanawia się pani Marcelina. – W sytuacji, gdy będę sama, chyba będę znosić dwie dziewczynki w fotelikach, a trzecią w nosidełku na sonie. Nie wiem, naprawdę nie wiem, jak to będzie. Życie wszystko zweryfikuje – oznajmia M. Giernacka.

Pani Marcelina przyznaje, że w tej chwili żyje wyobraźnią o tym jak będzie wyglądało życie z gromadką malutkich dzieci. Wierzy, że wspólnie sobie poradzą. Firma, w której pracuje, podarowała mamie w prezencie wielki wózek, specjalnie dla trojaczków. – Myślę, że latem wyjedziemy tą piękną karetą na miasto. Nie mogę się doczekać i równocześnie się boję – zdradza mama.

Jak tylko dzieci wyjdą ze szpitala pan Karol bierze wolne, żeby pomagać żonie. Rodzice mają nadzieję, że jesienią dziewczynki będą już dużymi niemowlakami.

– Natura sprawiła nam wielką niespodziankę i zrobiła niesamowity prezent. Zdajemy sobie sprawę, że nasze dziewczynki będą rozpoznawalne. Najważniejsze dla nas, żeby były zdrowe – podsumowuje pan Karol.

Monika Owczarek

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *