Puste półki w aptekach

W nowosolskich aptekach brakuje leków m.in. na tarczycę, cukrzycę i astmę. To jest zawsze duży problem dla pacjentów. – W skrajnych sytuacjach konieczna jest modyfikacja leczenia, która może być kłopotliwa i wymagać np. hospitalizacji – mówi Paweł Klimkowicz, kierownik Apteki Stylowej

Ogólnopolskie media od jakiegoś czasu donoszą, że wszystkie apteki w Polsce mają ten sam problem. Lista brakujących leków z dnia na dzień jest dłuższa. Pomimo zapewnień Ministerstwa Zdrowia, że leki są dostępne, apteczne szuflady nadal świecą pustkami. Farmaceuci wobec tej sytuacji są bezsilni.

– Staramy się odpowiadać na potrzeby naszych pacjentów, ale niestety lekarstwa nie są dostępne nawet w hurtowniach – usłyszałyśmy od Krzysztofa Łozowickiego, właściciela apteki Pod Orłem.

Oficjalnie mówi się, że brakuje około 500 środków farmaceutycznych. Problem trwa już od paru miesięcy, jednak ostatnio niepokojąco nabiera na sile. Sprawdzałyśmy w nowosolskich aptekach, co jest trudno dostępne.

Nie ma zamienników

– Brakuje wielu leków m.in. na tarczycę, na cukrzycę, na chorobę parkinsona. Leków nie ma w hurtowniach, nie ma także u producenta. Szukamy ich po naszych innych aptekach w innych miastach, ewentualnie pomagamy pacjentom znaleźć dany lek w innej aptece, bo mamy dostęp do takich danych w internecie przez stronę ktomalek.pl. Albo odsyłamy pacjentów po zmianę preparatów do lekarzy. Na razie nic nie wiemy, kiedy można liczyć na poprawę tego stanu rzeczy – mówi Anna Lutkiewicz, kierowniczka Apteki Lubuskiej.

W innych punktach jest tak samo. – My zaopatrujemy się w jednych z największych hurtowni w Polsce. Proszę mi wierzyć, że jeżeli tam nie ma tych leków, to znaczy, że naprawdę na rynku nie są dostępne – rozkłada ręce Łozowicki. Niekiedy hurtownie przydzielają po jednym opakowaniu danego leku na aptekę.
Farmaceuci robią, co mogą, żeby te leki mieć w aptece. Niestety, jeśli w hurtowniach lub kanałach producenckich ich nie ma, nic nie mogą zrobić.

– Pracuję w zawodzie kilkanaście lat. Okresowe braki niektórych leków zdarzały się zawsze. Do ograniczonej dostępności niektórych już się przyzwyczailiśmy – zarówno my, farmaceuci, jak i pacjenci. Staramy się tak kształtować zamówienia, żeby móc zapewnić te leki choćby dla stałych pacjentów. Problem pojawia się wtedy, gdy brakuje preparatów, które nie mają odpowiedników, a do tego bardzo często są stosowane w określonych przypadkach. Tak było kilka lat temu z heparynami, insulinami czy mlekiem dla niemowląt. Tak jest obecnie z lekami na cukrzycę i schorzenia tarczycy. To jest zawsze duży problem dla pacjentów. W skrajnych sytuacjach konieczna jest modyfikacja leczenia, która może być kłopotliwa i wymagać np. hospitalizacji – mówi Paweł Klimkowicz, kierownik Apteki Stylowej.

Najbardziej cierpią seniorzy

Za chwilę pacjenci mogą mieć jeszcze większy problem, bo na horyzoncie nie widać poprawy.

– Co z tymi ludźmi, którzy przyszli z receptą od lekarza, zwiedzili wszystkie apteki, a leku i tak nie dostali? – zastanawia się właściciel apteki Pod Orłem. – Mówimy im wtedy, że muszą wrócić do lekarza, a ten powinien przepisać coś innego, bo my nie możemy sami zamienić leku – dodaje.

Problem najbardziej dotyka ludzi starszych, którzy mają kłopot z poruszaniem się, bo przecież w przychodni też trzeba swoje odczekać. – Są też tacy, którzy przestali brać leki… – rozkładają ręce aptekarki.

Właściciel zdradza, że każda apteka w Polsce dostała pismo z Ministerstwa Zdrowia informujące o tym, że nie ma zagrożenia niedostępności leków: – My walczymy z Euthyroxem. Nie możemy go dostać, a z pisma wynika, że jest prawie 2,5 miliona opakowań tego leku w Polsce. To dlaczego nie można go kupić?
Ceny tych farmaceutyków sukcesywnie idą w górę, co dwa miesiące następuje zmiana.
– Ludzie za tym nie nadążają. Co dwa miesiące apteka na tym traci. Dochodzi do tego, że musimy sprzedać lek taniej, niż kupiliśmy, bo ludziom trzeba pomóc – wyjaśnia K. Łozowicki.

Farmaceuci zapewniają, że robią wszystko, co w ich mocy. Nie przestają dzwonić do hurtowni i pytać o dostępność danych leków. Ile ten kryzys jeszcze potrwa? Tego nie wiadomo.

Aleksandra Gembiak
Paulina Szala

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *