Taki rower ma tylko pan Ryszard

Na nowosolskich ulicach można zobaczyć prawdopodobnie najbardziej nieszablonowego cyklistę. Ryszard Wermiński sam skonstruował swój pojazd, z dumą się nim porusza. I na swojej drodze spotyka rzeszę zachwyconych i zdziwionych ludzi

Historia roweru Ryszarda Wermińskiego sięga aż końca lat 60. Wtedy pomyślał: stworzę coś nietypowego. – Taki pomysł wpadł, żeby zrobić rower na rowerze. Tak to się zaczęło i ten rower już jest od tylu lat – uśmiecha się pan Ryszard.

Oryginalna konstrukcja

Pojazd składa się z dwóch ram złożonych jedna na drugą. Projekt jest całkowicie autorski. – Nigdy takiego nie było i nie ma. To jest jedyny egzemplarz – zdradza nam R. Wermiński. Konstrukcja jednośladu nie była zmieniana od prawie 50 lat. Wszystkie elementy są oryginalne i w idealnym stanie. Niektórzy nawet błędnie myślą, że elementy pojazdu były odświeżane. Konstruktor wymienił jedynie koła, żarówki i dodał licznik. Kiedyś na ramie było jeszcze radio, ale pan Ryszard je wymontował. Jazda na tych dwóch kółkach zdaje się być niebezpieczna – rower jest wysoki. Pan Ryszard zapewnia jednak, że jeździ się nim lżej niż standardowymi rowerami…

Popularność

Już w latach 70. było głośno o Ryszardzie Wermińskim i jego rowerze. W 1977 r. wspominał o nim „Przegląd Sportowy”. „Zapalony miłośnik kolarstwa” – pisali dziennikarze.
Pojazd stał też na wystawie „Cyklomobil” w Warszawskim Muzeum Nauk i Techniki. Zainteresowani mogli go podziwiać przez dwa miesiące. Podczas pobytu w stolicy, gdy właściciel przywiózł jednoślad do Pałacu Kultury, wszyscy chcieli zobaczyć, jak on działa. – Wsiadłem w pałacu na rower i im to zaprezentowałem – wspomina nowosolanin.
Rowerzysta otrzymał również zezwolenie na udział w Wyścigu Pokoju. – Zainteresowanie rowerem było. Najpierw wjechałem na stadion, zrobiłem trzy okrążenia, pokazałem, jak się wchodzi i schodzi, a jak była runda honorowa, jechałem za nią – wspomina R. Wermiński.
Ze wszystkich tych wydarzeń pan Ryszard utworzył prywatną kolekcję wycinków z gazet. Zawsze kupował po dwa egzemplarze. By mieć pewność, że zostanie pamiątka.

Zainteresowanie nie słabnie

Pan Ryszard z synem testował rower po dłuższej przerwie w jeździe. Próbę zrobili sobie w Zielonej Górze, niedaleko pomnika Bohaterów, a stamtąd przenieśli się w okolice kościoła Najświętszego Zbawiciela. Od razu zobaczyli ich dziennikarze z pobliskiej redakcji i prosili pana Ryszarda o numer telefonu. – Nie minęło pięć minut, przylecieli z kamerami, mikrofonem i zrobili wywiad – opowiada R. Wermiński.
Podobną sytuację miał także w Nowej Soli. Jechał akurat w stronę przejazdu kolejowego przy ul. 1 Maja. Zobaczył, że szlabany są zamknięte, cofnął się i jeździł po okolicy. – Jak przejazd jest zamknięty, robię kółeczko, bo nie zejdę – podkreśla nowosolanin.
Podczas przejażdżki zaczepił go zaciekawiony kierowca, który zadawał mnóstwo pytań. – Obok siedziała pani, która – jak się później okazało – jest z telewizji. Była zainteresowana tematem, więc podałem jej mój numer telefonu i czekałem na kontakt – opowiada kolarz. Jakiś czas później odezwała się do niego i nakręcili materiał. – Poszło to w TVP Gorzów, a potem dostałem esemesa, że będę w Teleexpresie – wspomina pan Ryszard. Nie krył zdziwienia, bo nie spodziewał się aż takiego zainteresowania swoim pojazdem.

Najlepsze reakcje przechodniów

Kiedy ruszy na przejażdżkę, nie ma minuty, żeby ktoś nie zwrócił na niego uwagi. Ludzie nie kryją szoku – to wcale nie dziwi, bo rower jest rzeczywiście jedyny w swoim rodzaju. Zaczepiają go piesi i kierowcy, chcą z nim pamiątkowe zdjęcia. Z reguły reakcje gapiów są pozytywne, zasypują go pytaniami: jak na ten pojazd się wchodzi, jak się schodzi itd.
Odpowiadamy na najbardziej nurtujące: pan Ryszard, by wejść na rower, korzysta z murka lub lekkiego podwyższenia.

Przygody z mundurowymi

Rowerzysta zadziwia nie tylko przechodniów, ale i służby mundurowe. Niejednokrotnie był zatrzymywany przez policję, bo miał trudności z poruszaniem się po ścieżce rowerowej. – Jechałem raz ul. Piłsudskiego, podjechał do mnie radiowóz i policjantka z okna pyta, czy mógłbym zjechać na ścieżkę rowerową. Pochyliłem głowę, bo siedziałem na górze, a ona na dole. I mówię: nie bardzo, bo haczę o gałęzie – śmieje się rowerzysta. Kolejne historie były bardzo podobne. Na szczęście w każdym przypadku skończyło się na upomnieniu i obyło się bez mandatu.
Ryszard Wermiński bije własne rekordy. Długie trasy to dla niego żaden problem, bo jazda sprawia mu ogromną frajdę. Jednorazowo może pokonać nawet stukilometrowy odcinek. Przemierza drogi do Zielonej Góry, Lipin, Siedliska, Kożuchowa czy Przyborowa, a przerwy robi tylko na jedzenie. Od Biegu do Pustego Grobu nabił na liczniku aż 1,5 tys. km, a na siodełku spędził 104 godziny. Swoje wyniki skrupulatnie zapisuje i prowadzi statystyki.
Pan Ryszard nie zamierza spocząć na laurach. Rower to jego pasja. Trzymamy kciuki za pomysłowego cyklistę. Mamy nadzieję, że liczba kilometrów na jego liczniku będzie wciąż rosła.

Aleksandra Gembiak

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *