11. Solanin za nami!

Kolejna odsłona Solanin Film Festiwal dobiegła końca. Moc offowych wrażeń, wiara w siłę kina, mnóstwo miłośników i pasjonatów przekazu z dużego ekranu. Stowarzyszenie Solanizatorzy ze wsparciem licznych instytucji po raz kolejny zapewniło uczestnikom bezkompromisowe przeżycie

Solanin Film Festiwal to offowy festiwal filmowy, który wyrósł z pasji, zaangażowania i wiary w moc kina. Od 11 lat Stowarzyszenie Solanizatorzy i wszyscy przyjaciele Solanina wspólnie tworzą wydarzenie niezwykle istotne dla Nowej Soli. Ideą festiwalu jest zaprezentowanie wybitnych przykładów filmów offowych w wykonaniu zarówno nowatorskich amatorów, jak i doświadczonych profesjonalistów.

– Inicjatywa zaczęła się nie 11 lat temu, kiedy Solanin pojawił się po raz pierwszy, ale już kilka lat wcześniej podczas pokazów w ramach Cinema Off w nieistniejącym już kinie Odra. Tym samym promowane było kino niezależne, offowe i ruch amatorski. Takich filmów nigdzie indziej nie można było zobaczyć – wspomina nowy dyrektor festiwalu Eliasz Gramont. Solanin ma swoją bogatą historię, autentyczną atmosferę i cel, który nieustannie wzbogaca lokalną kulturę.

Off to moc

W tym roku twórcy filmowi przysłali na nasz festiwal prawie 200 produkcji. W ciągu pięciu dni trwania festiwalu (21-25 sierpnia) zostało wyświetlonych 97 filmów. 55 projekcji zostało wyemitowanych w sali widowiskowej Nowosolskiego Domu Kultury, który był główną siedzibą wydarzenia, 15 emisji było prezentowanych w formie bloków filmowych w sali konferencyjnej w tym samym budynku. Poza tym 12 projekcji odbyło się w Terminusie, a jeden w Klubokawiarni Doppio Cafe.

Jury

Solanin to nie tylko filmy, ale również ludzie związani z kinem i sztuką. W tym roku jak zawsze skład jury obsadziło pięcioro ludzi zasłużonych w świecie kina i sztuki. Przewodniczącym jury został Artur Barciś, polski aktor teatralny, filmowy, telewizyjny i dubbingowy oraz reżyser teatralny. Towarzyszyli mu:

– Ryszard Jaźwiński – ceniony dziennikarz, juror, moderator spotkań i znawca kina. Znany jest z prezentowania licznych audycji na antenie Radiowej Trójki. Czwartego dnia festiwalu odbyło się również spotkanie z Jaźwińskim, na którym opowiadał o swojej karierze;

– Marta Prus – reżyserka, scenarzystka, montażystka. Trzykrotna laureatka Grand Prix Solanin Film Festiwal, a poza tym licznie nagradzana na innych prestiżowych konkursach. Marta Prus została wpisana na prestiżową listę 10 europejskich talentów, których karierę warto śledzić;

– Rafał Mohr – aktor filmowy, telewizyjny i teatralny, znany z udziału w takich produkcjach, jak „Kler”, „Pitbull”, „Pianista”, „Wiedźmin” i wiele, wiele innych. Wielokrotnie nagradzany i ceniony przez szerokie grono odbiorców;

– Katarzyna Zawadzka – również znana aktorka filmowa, teatralna i telewizyjna. Od najmłodszych lat sukcesywnie wspinała się po szczeblach kariery. Można zobaczyć ją w filmach: m.in. „Polski film”, „Listy do M. 3” oraz „PolandJa”.

Po długich naradach jurorom udało się wybrać zwycięzców. Artur Barciś podsumowuje pracę całego składu jury jako trudną, ale owocną i sprawiedliwą, co widać po wynikach konkursów.
Gala rozdania nagród

Przy okazji wydarzenia co roku podkreślane są idee konkursowe. W ramach festiwalu odbyły się dwa konkursy, w których przedstawione były fabuły i dokumenty oraz osobny konkurs dla filmów animowanych. Ze wszystkich filmów, które brały udział we wszystkich konkurencjach, jury wybiera Grand Prix Festiwalu. Tegoroczne konkursy zostały podsumowane wynikami przedstawionymi na gali rozdania nagród w sobotni wieczór.

Za najlepszy film w kategorii kino niezależne nagrodę otrzymał humorystyczny mockument pt. „Wzium” (reżyseria: Karolina Cybulska, Anastasiya Dokish i Dominika Nowicka).

Kino offowe: tutaj nagrodę otrzymała Ewa Kochańska za film „Jazda obowiązkowa”.

Za film offowy z najlepszą fabułą jury uznało „Zgniłe uszy” w reżyserii Piotra Dylewskiego.

„III” to tytuł najlepszej tegorocznej animacji w reżyserii Marty Pajek, za który autorka otrzymała nagrodę.

Jury postanowiło wyróżnić film pt. „Target Earth” w reżyserii Kamila Janko, zaś organizatorzy festiwalu wyróżnienia przyznali Wojciechowi Klimali za film „Elizabeth” oraz Urszuli Taraszce za „Match”.

Poza nagrodzeniem autorów organizatorzy tradycyjnie wyróżnili przyjaciół Solanina. W tym roku taką nagrodę otrzymali: Kinga Kowalewska-Koziarska i Robert Koziarski (Winnica Kinga), Filip Kudela i Anna Krzyżanowska.

Na gali obecni byli goście specjalni: przedstawiciele urzędu marszałkowskiego z Joanną Malon na czele, prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz, Andrzej Petreczko, przewodniczący rady miasta i Mariusz Stokłosa, członek zarządu powiatu nowosolskiego.

Galę rozdania nagród poprowadził na żywo lektor filmowy Maciej Gudowski.

Nie tylko filmy

Solanin to też oczywiście spotkania z twórcami, reżyserami, aktorami, dziennikarzami i innymi znanymi osobistościami związanymi z kinem polskim i zagranicznym. Gośćmi tegorocznego wydarzenia byli:

– Olga Bieniek – producentka i reżyserka filmowa. Spotkanie z nią miało miejsce przy okazji prezentacji fragmentów powstającego obrazu „Kult film” jej autorstwa. Bieniek zapowiada produkcję słowami „pokażę wprost”, które najlepiej oddają zamysł ukazania historii zespołu Kult. Premiera filmu już w listopadzie;

– Maciej Gudowski – lektor filmowy i telewizyjny. Ma na swoim koncie setki przeczytanych list dialogowych, m.in. do takich filmów jak „Władca Pierścieni”, „Z archiwum X”, „Dynastia” czy cykl filmów o Jamesie Bondzie. Lektor poprowadził galę zamknięcia Solanin Film Festiwal;

– Kalina Alabrudzińska – reżyserka i scenarzystka. Podczas festiwalu został zaprezentowany film w jej reżyserii pt. „Nic nie ginie”, który jest pełnometrażowym debiutem reżyserki i jednocześnie dowodem na to, że z kina można wynieść życiowe doświadczenie. Alabrudzińska była wielokrotnie nagradzana za swoje produkcje, m.in.. na koszalińskim festiwalu Młodzi i Film;

– Jakub Radej – reżyser, scenarzysta i montażysta. Wielokrotnie nagradzany na festiwalach krajowych i światowych. Laureat Grand Prix i wielu wyróżnień na przestrzeni lat na Solaninie. W tym roku mieliśmy okazję zobaczyć jego najnowszy film „Rykoszety”;

– Robert Więckiewicz – aktor filmowy i teatralny. Znany m.in. z „Kleru”, „Ślepnąc od świateł” czy „Pod Mocnym Aniołem”. W swojej karierze otrzymał liczne nagrody na wysokim szczeblu. Jako film rozpoczęcia Solanina zobaczyliśmy „Jak pies z kotem” w reż. Janusza Kondratiuka, w którym Więckiewicz gra główną rolę, o czym opowiadał na spotkaniu z publicznością po projekcji;

– Philippe Tłokiński – aktor filmowy i teatralny, który zagrał główną rolę w filmie „Kurier” w reż. Władysława Pasikowskiego. „Kurier” został wyemitowany tuż przed galą zamknięcia Solanina; w tzw. międzyczasie odbyło się spotkanie z Tłokińskim, na którym mógł podzielić się swoją historią bogatej kariery zawodowej;

– Artur Zaborski – znany krytyk filmowy, były redaktor naczelny portalu Stopklatka.pl, obecnie redaktor wielu cenionych portali filmowych. Z Solanin Film Festiwal związany od 2011 roku, co roku prowadząc spotkania i dyskusje z gośćmi festiwalu.

Galeria Bezdomna

Galeria kontynuowana jest od siedmiu lat w wielu ciekawych miejscach Nowej Soli, tym razem po raz drugi w starym areszcie przy ul. Żeromskiego. Wernisaż jest niepowtarzalną okazją do poznania twórczości lokalnych artystów.

– Zapełniliśmy przestrzeń ciągiem sztuki, w którym każdy widzi coś innego i może zaskoczyć się każdym z elementów – podsumowuje Jakub Orliński, jeden z organizatorów Galerii Bezdomnej i członek Stowarzyszenia PARK. – Przyznaję, że była to trudna do zagospodarowania przestrzeń. Po pierwsze, to jest miejsce ze smutną historią, od której trudno odwrócić uwagę, a po drugie, zawsze w nowym miejscu lepiej się pracuje, łatwiej jest zaskoczyć.

– Samo miejsce ma duży ładunek emocjonalny. Nie byłam jeszcze nigdy oglądać obrazów w areszcie. Nie jest to miła przestrzeń, a jednak sztuka trochę to odmienia, przełamuje – opowiada jedna z uczestniczek wydarzenia Magda Szymen. Wrażenia uczestników były bardzo pozytywne. Widać było zaskoczenie i ciekawość na twarzach zarówno debiutantów, jak i tych, którzy mieli okazję oglądać galerię w poprzednich latach.

Cele zostały zaaranżowane przez różnych artystów w różnym wieku i o innym doświadczeniu. Do samego otwarcia nikt nie wiedział, czego można się spodziewać. Przed wpuszczeniem uczestników do samego budynku na placu przed aresztem miało miejsce przedstawienie. Edward Gramont wraz z lokalnymi aktorami wprowadzili nas w przestrzeń sztuki i dowolności interpretacji. Dzieła wywoływały różne emocje, ale jedno jest pewne – galeria zaskakuje i przyciąga.

Było słono!

– Na Solanina chodzę, od kiedy powstał. Zawsze – kiedy tylko mogę – biorę udział we wszystkich spotkaniach i wydarzeniach, bo myślę, że warto. Można się dzięki temu dowiedzieć wielu rzeczy, których nie dowiemy się z innych źródeł. Same spotkania są zawsze bardzo ciekawe, bo są dobrze prowadzone – mówi Edyta Bielska, jedna z najaktywniejszych uczestniczek festiwalu. – Fajne jest też to, że my możemy się wypowiedzieć, dopytać, dowiedzieć się czegoś i dać jakąś informację zwrotną jednemu z autorów. Jest pokazana druga strona filmu. Moja córeczka też chce zostać aktorką, więc staram się ją wspierać zagłębiając się w temat filmów, chociaż nie ukrywam, że robię to też dlatego, że Solanin daje mi przyjemność.

Takich pozytywnych wypowiedzi pojawiały się niezliczone ilości podczas i po festiwalu. Uczestnicy, wolontariusze, organizatorzy, patroni, sponsorzy i przyjaciele festiwalu – wszyscy czują, że Solanin to krok w dobrą stronę kulturalnego życia Nowej Soli.

– Teraz, po Solaninie, czuję na pewno ulgę i dużą satysfakcję. Ten Solanin uważam za bardzo udany, co widać szczególnie po reakcjach publiczności. Chcielibyśmy, żeby impreza dalej trwała i funkcjonowała w takiej samej formule: pięć dni festiwalowych, a w tym filmy z mocnymi akcentami, spotkania z gośćmi i niepowtarzalna atmosfera – podsumowuje festiwal Eliasz Gramont. – Ja osobiście życzyłbym sobie, żeby poziom konkursowy był z roku na rok coraz wyższy, bo miło jest patrzeć, jak młodzi autorzy wzbogacają kinematografię coraz ambitniejszymi produkcjami.

Wielokrotnie pojawiały się podziękowania dla publiczności, sponsorów, patronów medialnych, wolontariuszy, mecenasów, partnerów i przyjaciół Solanina. Eliasz Gramont ze wzruszeniem mówił o osobach, które zaangażowały się w tegoroczną edycję: – Chciałbym powiedzieć to jeszcze raz: bez was Solanina by nie było. Dla mnie osobiście festiwal to taki specjalny czas prawie świątecznego nastroju. Chciałbym, żeby wpisał się już na stałe w ryzy nowosolskiego życia kulturalnego. W przyszłym roku zapraszam wszystkich bardzo serdecznie na 12. edycję festiwalu, a za tę minioną jeszcze raz z całego serca dziękuję.

Paulina Muszyńska

 

Więckiewicz o intymnym wyznaniu Kondratiuka

– Zawsze mogę o ten centymetr wyżej skoczyć. Jestem nasycony, ale nie przesycony – mówił o swojej karierze aktor Robert Więckiewicz podczas 11. Solanin Film Festiwal

Po oficjalnym otwarciu festiwalu wisienką na torcie było spotkanie z Robertem Więckiewiczem. Aktor zagrał niedawno w filmie „Jak pies z kotem” Janusza Kondratiuka. Reżyser przedstawia w nim nieszablonową relację braterską. Inspiracją dla Kondratiuka była jego prawdziwa historia. Fabuła? W skrócie: starszy brat Andrzej nagle zaczyna chorować. Młodszy – mimo różnic i nieporozumień, jakie przez lata między nimi wyrosły – opiekuje się nim.

Po projekcji filmu na Solaninie festiwalowicze mogli porozmawiać z Więckiewiczem. – Film jest na pewno bardzo osobisty. To jest relacja brata z bratem, bardzo intymna, która odsłania mnóstwo szczegółów – podkreślał Więckiewicz. – My wiedzieliśmy, kim byli Andrzej i Janusz Kondratiukowie. Było mi na początku trudno oddzielić to, co widzę, od tego, co zostało napisane w scenariuszu. To jest film oparty na faktach, ale trzeba odróżnić rzeczywistość od elementów filmu fabularnego. Tam się jednak toczy jakaś historia, to nie jest dokument. Musiałem te dwa światy oddzielić.

Aktor zaznaczał, że decyzja o wzięciu udziału w tym projekcie była trudna: – Ten film jest rodzajem bardzo intymnego wyznania. Miałem w sobie taki opór, czy ta prywatność nie powinna być bardziej chroniona. I z tego względu też mam ogromny szacunek dla tych ludzi. To, co mnie ośmieliło do tego projektu, to fakt, że sam Janusz napisał scenariusz, więc miał największe prawa do tego wszystkiego. To on był decyzyjny, co chce pokazać, a co nie. To była jego historia.

Ekipa kręciła film w ciągu kilku pór roku. – U każdego z nas można było obserwować różne etapy emocjonalne – wspominał Więckiewicz. I dodał, że Kondratiuk „jest specyficznym reżyserem, który bardzo mocno przeżywa to, co dzieje się na plenie”. – Jest też bardzo wybuchowy, ale natychmiast się uspokaja i staje się liryczny. Mamy do czynienia z sytuacją, w której brat opowiada historię swojego umierającego brata. To było szalenie trudne dla Janusza. Ja starałem się mu jakoś z tym pomóc. Pierwszą myślą, jaka mi wpadła do głowy, było to, żeby w żaden sposób tej postaci nie upiększać. Zwykle mamy do czynienia z postaciami fikcyjnymi, które w realnym świecie nie żyją. W polskiej kinematografii chyba tylko raz zdarzyło się coś podobnego, że reżyser reżyserował aktora, który grał tego reżysera – i to było w przypadku filmu Andrzeja Wajdy „Wszystko na sprzedaż”. Poza tym chyba nigdy się coś takiego nie trafiło. To jest w ogóle bardzo dziwne, aż trudno to opisać. Taka świadomość, że facet, który siedzi w drugim pokoju przed monitorem, to postać, którą mam grać.

Każdy widzi inny film

Więckiewicz nie ma wątpliwości: „Jak pies z kotem” to ważny film. Zwrócił się do widzów: – Co więcej, każdy z was oglądał inny film. To, jaki film oglądacie, zależy od wrażliwości, wspomnień, empatii i wielu innych czynników. Więc to nie jest jeden film: jest tyle filmów, ile jest widzów. To chyba w ogóle najcenniejsze w kontakcie ze sztuką. Ona na nas działa albo nie działa. Jak działa – to fajnie. Cel spełniony.

Aktor zdradził kulisy powstawania najnowszego filmu Kondratiuka. Czasem na planie trzeba było rozładować atmosferę: – Np. jedna scena, niezwykle wzruszająca, została przełamana tym, że Janusz, żeby się odstresować, podchodzi do lodówki i wyjada kiełbasę. Nie może być w tym wszystkim za dużo emocji, to nie mogą być katusze dla oglądającego.

Czy Więckiewicz ma czasem niedosyt po skończeniu filmu? – Raczej nie. To chyba dość oczywiste, że jeśli lubi się robić to, co się robi, to chce się więcej. Jeśli zrobiło się raz coś dobrego, to chce się to zrobić następnym razem tak samo dobrze albo i lepiej. Zawsze mogę o ten centymetr wyżej skoczyć. Jestem nasycony, ale nie przesycony. Za każdym razem jestem trochę bardziej przerażony, bo im więcej tych produkcji, to muszę się bardziej nagimnastykować, żeby nie wchodzić w utarte szlaki.

Mariusz Pojnar

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *