Wielkie serce i jeszcze większe utrudnienia

Ostatnio coraz bardziej widoczny jest brak empatii wobec zwierząt. Doskonałym przykładem znieczulicy jest sytuacja potrącenia psa na stacji benzynowej lub na strefie ekonomicznej. Są jednak tacy ludzie, którym los czworonogów nie jest obojętny

Karmicielka kotów (wolała pozostać anonimowa), z którą rozmawialiśmy, od lat dokłada wszelkich starań, by pomóc zwierzętom. Gdy napotka na swojej drodze głodnego czworonoga, zawsze go nakarmi. Jak sama mówi, w swoim domu ma mały szpital – są tam dwa psy, trzy koty i jeden w ramach domu tymczasowego. Nie wszyscy doceniają jej wielkie serce, są ludzie, którzy starają się utrudnić jej działania i zmuszają, by przestała pomagać zwierzętom.

Aleksandra Gembiak: Wiem, że w miejscach, w których pomaga pani zwierzętom są ludzie, którym się to nie podoba. Opowie pani o tym?

Karmicielka: W miejscu wejścia do miasteczka handlowego Manhattan są ustawione budy dla kotów i tam wywieszana jest kartka z zakazem ich dokarmiania. Zrobili to mieszkańcy ul. Św. Barbary. Jeden lokator używał wobec mnie wulgaryzmów, groził mi. Powiadomiłam wtedy służby i został ukarany mandatem. Oni mi tam ciągle ubliżają i przeganiają, wtedy muszę dzwonić na straż miejską. Mam bardzo duże utrudnienia, ale przecież zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt trzeba je dokarmiać. Za każdym razem, kiedy tam jadę, to się denerwuję, czy dzisiaj czegoś nie zrobią, czy wyrzucą mi to jedzenie. Lokatorzy ustawiają celowo samochody tak, żebym nie mogła tam dojść. Koty siedzą pod samochodami i ja muszę czekać, aż zjedzą, bo mieszkańcy wyrzucają im karmę. Zgłaszałam to do urzędu miasta, ale nic z tym nie zrobili, bo to teren prywatny. Zwierzęta nie potrafią czytać i nie wiedzą, że to teren prywatny, nie wiedzą, gdzie mogą chodzić.

I taka sytuacja trwa od dawna?

To się nie dzieje od 10 lat, a zaczęło się w tym roku, jak jednemu panu zaczęło to przeszkadzać. Ten człowiek sam zaśmieca teren, bo notorycznie siedzi w oknie i rzuca niedopałki po papierosach na chodnik. Doszło między nami do spięcia, on mi zwrócił uwagę, żebym tu nie przyjeżdżała, bo sobie tego nie życzy, bo jego zdaniem przeze mnie są tam szczury. To nieprawda, a gdy są koty, to nie będzie szczurów.

Jedna z tamtejszych kotek rodziła co roku, ale kocięta ginęły. Przypuszczam, że były trute. Ludzie wycinają krzaki i zostawiają ścięte gałęzie w miejscu, gdzie stawiam tacki. Rozumiem jakbym pozostawiała po sobie jakiś nieporządek, ale ja zostawiam góra dwie tacki i potem je zabieram. Różne inne świństwa robili, np. celowo zostawiali tam ludzkie odchody. Pan, z którym mam konflikt, powiedział, że skoro mi na tych kotach tak zależy, to mam je zabrać. Ale to są wolno żyjące koty i nie dają się złapać. Najlepiej by było je wziąć i wykastrować, ale nie wejdą nawet do klatki. One tak się boją, że chodzą płasko na ziemi. Jedna kotka parę lat temu miała jeszcze ogon, ktoś musiał jej go odciąć. To jest znęcanie się. Ludzie płoszą i straszą koty. Powinno być przychylne nastawienie do karmicieli, a jesteśmy ciągle zastraszani.

Mówi pani „jesteśmy”. Wie pani, czy inni karmiciele także spotykają się z takimi utrudnieniami?

Takich ludzi jak ja jest wielu. Wiem, że na działkach są ludzie dokarmiający i też mają pod górkę. Koty są trute. Ludzie, którzy to robią, nie zdają sobie sprawy, że te zwierzęta są pożyteczne, że to one tępią gryzonie jak myszy i szczury.

Macie jakieś wsparcie?

Obowiązkiem gminy jest dokarmianie bezdomnych zwierząt, a tacy karmiciele powinni być wspomagani. Miasto daje jedynie karmę, która wydawana jest od jesieni do kwietnia, później zwierzęta dokarmiane są na własny koszt. Jest źle. Nie wiem, co mam już robić. Może włodarze powinni wyjść z akcją uświadamiania ludzi, że te koty są pożyteczne? Skoro dają karmę i są odciążeni, bo jesteśmy my, karmiciele, to powinni reagować na zgłaszane przez nas problemy.

Większość ludzi żyje w przekonaniu, że zwierzęta mogą im zniszczyć np. ogródek. Jak to jest?

Dokarmiam zwierzęta też w domu, przychodzą do mnie cztery koty, jeże, przylatują ptaki i wszystko to ze sobą świetnie funkcjonuje, niczego nie niszczą. Koty nie atakują ptaków ani jeży, bo są najedzone. Jak ktoś nie chce dokarmiać, to chociaż niech nie przeszkadza.

Nie rozumiem ludzi, którzy nie mają żadnej empatii, drobnego zrozumienia. Ale jeśli ktoś nie darzy uczuciem zwierząt, to i człowiekowi nie pomoże. Pracuję z ludźmi, załatwiam karmę, uświadamiam. Podobne sytuacje nie dzieją się tylko w miastach. Stereotyp panujący na wioskach jest przerażający. Zwierzęta trzymane są na łańcuchach lub w kojcu. Gdy człowiek spokojnie relaksuje się pijąc kawę, zwierzęta się męczą. Zło zawsze wygrywa, nie wiadomo, co człowiek robił by, jest szykanowany.

To wszystko panią zniechęca?

Nie, nie przestanę pomagać czworonogom. Dalej będę dokładać wszelkich starań, żeby choć trochę polepszyć im byt.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *