Z zamiłowaniem do roweru

Piękna pogoda sprzyja aktywności fizycznej. Świetnym sposobem, aby czynnie spędzać czas, jest rower. Doskonale wie o tym Janusz Płoski, który przemierza na dwukołowcu długie trasy i zachęca do tego także kolegów i koleżanki z pracy

Nowa Sól dzięki rozwijającym się ścieżkom rowerowym to idealne miejsce dla miłośników kolarstwa. Jednym z nich jest Janusz Płoski, który już od kilkunastu lat wyruszał na samotne wycieczki rowerowe. Żadna z nich nie była tak długa jak ta trasa, którą pokonał w czerwcu.

– Pierwszą próbę takiej wycieczki podjąłem w zeszłym roku w lipcu, ale po przejechaniu stu kilometrów doznałem kontuzji zewnętrznej strony kolana – wspomina rowerzysta. Przez nieszczęśliwy wypadek J. Płoski zmuszony był przerwać dalszą drogę, rozbił namiot w Pszczewie i tam spędził noc, a na drugi dzień wrócił do domu.

– W drugą wyprawę wyruszyłem w tym roku już bogatszy o różne doświadczenia, wyznaczyłem nowe trasy i wyruszyłem pod koniec czerwca o 3.30 w nocy – mówi nowosolanin.
Tę wycieczkę planował parę miesięcy. J. Płoski starał się, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik. – Dobierałem ekwipunek tak, żeby nie ważył dużo, chociaż cały bagaż wyniósł aż 21 kilogramów – zdradza. Cyklista miał ze sobą namiot, materac, śpiwór, trochę żywności i zapas wody.

Na trasie do Niechorza

Do pierwszego przystanku miał 182 kilometry, które przemierzył w 15 i pół godziny, oczywiście z przerwami. Jechał m.in. przez Stany, Lipiny i Kolsko. Droga pana Janusza nad morze była pełna ciekawych ścieżek. Mijał różne trasy, m.in. polne, leśne i asfaltowe. Podczas postoju przenocował na polu namiotowym. Następnego ranka ruszył dalej w stronę morza. – Około 30 kilometrów od celu pękła mi szprycha w tylnym kole, pewnie przez za ciężki bagaż – mówi rowerzysta.

W Niechorzu próbował zdobyć zepsutą część, jednak w całej miejscowości nie było odpowiedniego sklepu, a najbliższy oddalony był o ponad 20 kilometrów. – Podpowiedziano mi wtedy, żebym pojechał do Pobierowa. Ruszyłem tam rowerem. Na miejscu pracownik użyczył mi szprychę, a gdy jechałem przez Niechorze, pan, który obsługuje wycieczki rowerowe, pomógł mi wymienić  koło je i wycentrować – opowiada pan Janusz.

W nadmorskiej miejscowości nowosolanin odpoczywał dwa dni. Podczas drogi powrotnej nastąpiło załamanie pogody. – Po przejechaniu paru kilometrów zaczął mocno padać deszcz, musiałem chować się na przystankach w mniejszych miejscowościach, aż przestało lać i ruszałem dalej. To mnie trochę opóźniło, ale szczęśliwie dobrnąłem do miejscowości, w której nocowałem wcześniej. Na drugi dzień wyjechałem stamtąd o 4.30 nad ranem i o 17.30 dojechałem do Nowej Soli – opowiada nam cyklista.

Ważne są przygotowania

Samotna wyprawa rowerem nad morze to nie lada wyzwanie. Pan Janusz musiał odpowiednio się do tego przygotować. Studiował mapy miast, powiatów i gmin, dobierał odpowiednie szlaki turystyczne, sprawdził rower i wybierał ekwipunek.

– Już miesiąc wcześniej musiałem zacząć intensywne treningi, jeździłem codziennie na rowerze – mówi nowosolanin.

Pan Janusz zapowiada, że to nie była jego ostatnia wyprawa, ma plany na kolejną, jednak nie są jeszcze do końca sprecyzowane.

Inter Relax

Janusz Płoski na swoje wycieczki ruszał sam, dopóki nie dogadał się ze swoimi współpracownikami. W kwietniu ubiegłego roku dzięki niemu powstał mały klub amatorów jazdy na rowerze.

Inter Relax to grupa założona przy sklepie Intermarche, a należeć mogą do niej wszyscy ci, którzy mają chęci i wolną chwilę.

– Koło rowerowe jest też dla osób pragnących spędzić czas na świeżym powietrzu, odpocząć od pracy na łonie natury, w towarzystwie kolegów i koleżanek z pracy – dodaje organizator.Pan Janusz obiecuje, że podczas wspólnych przejażdżek uczestnicy mogą liczyć na pełen relaks i odprężenie.

Inter Relax gwarantuje też korzyści zdrowotne, rowerzyści mogą poprawić swoją kondycję, a nawet zrzucić parę kilogramów. W klubie jednak przede wszystkim chodzi o integrację pracowników marketu. – Będziemy organizować głównie wycieczki o charakterze turystyczno-krajoznawczym w dni wolne od pracy, przeważnie są to niedziele – zdradza J. Płoski.

Trasy nie są długie, bo nie każdy uczestnik przejażdżek ma aż taką kondycję. Założyciel klubu dba o to, aby każda wyprawa była inna i żeby nie przebiegała na drogach o dużym natężeniu ruchu. – Zabieramy ze sobą picie i jedzenie. W połowie drogi rozpalamy jednorazowe grille, mamy kiełbaski i pieczywo – zachęca nowosolanin.

Aleksandra Gembiak

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *