„Tato, dostałem pracę”, czyli chłopak z zespołem Downa w Mafii

Najpierw długo był klientem nowosolskiej pizzerii. Nagle padło pytanie, czy nie chciałby zostać jej pracownikiem. – Fajnie byłoby zarazić innych, żeby ta młodzież mogła zacząć pracę zawodową. Trzeba się otwierać na osoby z zespołem Downa, nie bójmy się ich, bądźmy bardziej empatyczni. W zatrudnianiu tych osób są naprawdę same plusy – przekonuje Andrzej Dziewulski z Pizzerii Mafia, który ściągnął Mateusza do pracy

Mateusz Budny do Pizzerii Mafia przez wiele lat przychodził jako klient. Mieszka niedaleko, więc chętnie zaglądał tam, by skosztować tamtejszych przysmaków. Na początku lipca poszedł do lokalu z kolegą. Zamówili, zjedli, ale zanim wyszli, wydarzyło się coś, co odmieniło życie Mateusza. – Przeglądałem jakieś papiery za barem i zwróciłem uwagę na to, co on robi. Urzekło mnie to, jak dokładnie posprzątał po sobie stolik. Pozbierał naczynia, odniósł je i bardzo dokładnie pościerał stolik. To nie jest normą, nikt tak nie robi. Wtedy wpadła mi pierwsza myśl, że może ten chłopak szuka pracy? Podszedłem do niego i o to zapytałem. Odpowiedział twierdząco. Widać było, że z tej propozycji szczerze się ucieszył – opowiada Andrzej Dziewulski, dyrektor sieciowy Pizzerii Mafia.

Zostawił Mateuszowi swój numer telefonu. On propozycję miał przedyskutować w domu. Ale Mati nie czekał na powrót taty z pracy. Z tej ekscytacji od razu do niego zadzwonił. – Kiedy odebrałem telefon, usłyszałem: „Tata, mam pracę”. Powiedział, że będzie pracował w… Mafii. Dużo rozmawiamy, ale jakoś nie mogłem w to uwierzyć, że z dnia na dzień podejmie zajęcie.

Raczej pomyślałem, że może przeczytał jakieś ogłoszenie, w którym ktoś szukał pracy – wspomina Sebastian Budny, tata Mateusza. Szybko chwycił za telefon i skontaktował się z A. Dziewulskim. Okazało się, że to prawda.

Wzorowa współpraca

– Słychać było, że ojciec Mateusza był zaskoczony. Zapytał: „Ale jak to, do pracy?”. Odpowiedziałem, że jest taka możliwość. I kolejnego dnia do nas przyszli pozmawiać – mówi Dziewulski.
Współpraca zaczęła się niemal od razu. Mateusz startował jako pracownik utrzymania porządku na sali. Dziś pomaga na kuchni, a także jeździ z kierowcą na dowozy pizzy. – Nie będę ukrywał, że początki były trudne. Mój personel bał się. Ja już miałem do czynienia z takim osobami na Śląsku. Pracowałem tam w restauracji i przyjmowaliśmy osoby z zespołem Downa.

Wiem, że do dziś one tam pracują, chyba już szósty rok – opowiada Dziewulski, który pochodzi z Tarnowskich Gór. Zaznacza, że tam jest więcej takich miejsc, gdzie pracują osoby z zespołem Downa. Przekonuje, że nie słyszał, żeby ktoś z ich pracy nie był zadowolony. Wręcz przeciwnie.

– Proszę mi wierzyć, ta współpraca szła jak po maśle. Tu nie spodziewałem się, że aż tak gładko pójdzie. Miałem wątpliwości, czy Mateusz się zaaklimatyzuje, czy będzie mu się podobało? Kolejna rzecz: moi pracownicy na kuchni, im dłużej trwa dzień, czasem dostają lekkiej głupawki. Śmieją się z czego tylko się da. Bałem się, że w tym kontekście jakiś żart czy jakąś sytuację Mateusz źle zrozumie. Trochę też obawiałem się reakcji klientów, czy ktoś coś głupiego nie powie. Okazało się, że martwiłem się niepotrzebnie, bo współpraca od samego początku układała się bardzo dobrze – opowiada człowiek, który wypatrzył Mateusza.

– A samą pizzę już robi? – zapytałem.

– Jeszcze nie. Staraliśmy się go wprowadzać go do wszystkiego stopniowo. On jest taki, że jak skończy jedną rzecz, to od razu dopytuje o kolejne zajęcie. Nie oszukujmy się, trafiają się osoby, które do pracy przychodzą za karę. Traktują ją jako mus, bo np. rodzice mówili, że warto popracować w wakacje. Ale tak nie jest w przypadku Mateusza, który pali się do kolejnych wyzwań. Wszystko szybko chwycił – odpowiada przedstawiciel pizzerii.

Terapia dla personelu

Dla Mateusza każdy dzień w pracy to było nowe doświadczenie. – Przychodził tak potwornie nakręcony, z tak potworną adrenaliną, że trudno to opisać. Wiedziałem, że on sobie poradzi. Bardziej bałem się o akceptację personelu. Okazało się, że Mateusza przyjęto świetnie. Pytałem go, co robił, kogo poznał. Im dalej w las, tym miał więcej do opowiedzenia, bo więcej robił.

A to opowiadał, że kroił pieczarki, innego dnia – warzywa. Któregoś razu rzucił do mnie: „Zobacz, jak mi ręce pachną czosnkiem”. Autentycznie to przeżywał, to zajęcie go pochłaniało.

Innego razu przyszedł i powiedział, że dostał 5 zł napiwku – mówi S. Budny.

A. Dziewulski: – A jakoś ostatnio dostał dychę. Ten napiwek zostawiła mu jedna pani. A że zdążył już pójść do domu, to dziewczyny przekazały mu go na drugi dzień.

Z jego ust płyną bardzo mocne słowa w kontekście wpływu obecności Mateusza na cały personel. – Dla nas to była terapia. Zespół przy Mateuszu mi się uspokoił, wyciszył. Zaczęli mieć do siebie więcej szacunku, na pewno mniej się kłócą, nie narzekają tyle. Jak Mateusz się z nimi wita i żegna, to się przytula. I oni też zaczęli się do siebie przytulać na dzień dobry i na do widzenia. Myślę, że nikt z personelu się na mnie nie obrazi, jeśli powiem, że Mateusz nas wszystkich nauczył większej kultury osobistej i większego szacunku do siebie. Z perspektywy czasu uważam, że jego zatrudnienie miało same plusy – przyznaje dyrektor sieciowy Pizzerii Mafia.

Apel do przedsiębiorców

Mateusz, który z pizzerią współpracuje od początku wakacji, jest wciąż mocno nakręcony. – Mnie się tutaj strasznie podoba. Personel jest mega. Wszędzie dobrze się czuję – i na sali, i w kuchni. Po prostu cieszę się, że tu jestem. Lubię ludzi, lubię sprzątać, lubię swoją pracę – uśmiecha się M. Budny.

Z koleżankami i kolegami z pracy nawiązał głębsze więzi. – Teraz, jak Mateusza nie ma, dziewczyny pytają, gdzie się podziewa. Wiem, że z niektórymi koresponduje, czyli mają kontakt pozazawodowy. A to znaczy, że złapali wspólny język – mówi przedstawiciel Mafii.

Mati, nawet nie ma wolne… jest w pracy. – Mieszkamy niedaleko. Któregoś razu, jakoś ok. 23.15, wyszliśmy na balkon. Nagle Mateusz się zerwał, bo zobaczył zapalone światło w pizzerii. Dość głośno powiedział, że musi zadzwonić, bo chyba ktoś nie zgasił światła… – uśmiecha się S. Budny.

Mafia chce otworzyć się na osoby z zespołem Downa. Już myśli o zatrudnieniu kolejnej osoby w Żaganiu.

Warto wziąć z nich przykład.

– Gorąco zachęcam przedsiębiorców, żeby dali szansę osobom niepełnosprawnym. My jako pizzeria także zapraszamy przedsiębiorców, którzy chcą zobaczyć, jak wygląda dzień pracy Mateusza lub mają pytania w tej kwestii – do kontaktu z nami. Chętnie wymienimy się doświadczeniami, tak żeby było nas coraz więcej. Trzeba się otwierać na osoby z zespołem Downa, nie bójmy się ich, bądźmy bardziej empatyczni – zaznacza A. Dziewulski.

Mariusz Pojnar

Tel. 502 433 019 at m.pojnar@tygodnikkrag.pl
Aktualności, kronika
Mariusz Pojnar
Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *