Świat chłopca z autyzmem [WYBÓR TEKSTÓW Z 2019]

Pierwsze słowa powiedział, jak miał 7 lat. Pięć lat wcześniej u Patryka zdiagnozowano autyzm. – Później zaczęła się walka terapeutyczna. I tak walczysz. Cały czas walczysz. Trzeba po prostu żyć dalej. To jest walka, ale z drugiej strony zabawa, bo nieustannie próbujesz go zrozumieć, przeniknąć w jego świat – mówi Marek Jankowiak, tata Patryka

Chłopiec ma 12 lat. Do sali crossfitowej wchodzi razem z tatą. Wygląda na energiczne dziecko. Od razu rzuca się do kolejnych przyrządów: jeździ na rowerze stacjonarnym, podnosi ciężarki, podskakuje, podciąga się.

– Też interesuje się sportem jak ty?

– Motoryzacją – uśmiecha się Marek Jankowiak, tata Patryka – silny, dobrze zbudowany mężczyzna. Na co dzień trenuje crossfit. – Patryk jest nakręcony bardzo mocno na Formułę 1, motory, tego typu historie. Jak jedziemy razem samochodem, zawsze do mnie mówi: tata, ogień!

Kiedy chłopiec miał 2 lata, lekarze zdiagnozowali u niego autyzm. – Wydaje mi się, że zablokowały go szczepionki skojarzone, czyli te trzy w jednym – zastanawia się Marek. – W Stanach jest dużo procesów w sprawie tych szczepionek, żadnego z nich jeszcze nikt nie wygrał z koncernami farmaceutycznymi. A udowodniono wielokrotnie, że te szczepionki są najczęściej przyczyną zaburzenia u dziecka.

Pierwsza reakcja ojca na diagnozę? – Wielki szok. Wiesz, jak to jest. Żyjesz nadzieją i szczęściem, że masz potomka…

Marek zaczyna płakać. Chwilę milczymy.

Przeniknąć w jego świat

– Do dzisiaj trudno ci o tym mówić?

– Bardzo trudno. Miesiąc potrzebowałem, żeby po diagnozie dojść do siebie. Później zaczęła się walka terapeutyczna. I tak walczysz. Cały czas walczysz. Trzeba po prostu żyć dalej. To jest walka, ale z drugiej strony zabawa, bo nieustannie próbujesz go zrozumieć, przeniknąć w jego świat.

Marek i mama Patryka musieli mocno zmienić swój dotychczasowy tryb życia. Pojawiły się ograniczenia czasowe: cztery-pięć godzin w pracy, później do domu. Przez te 12 lat tylko raz byli na wczasach bez Patryka. Wtedy zajmowali się nim dziadkowie. – Ale zaraz miałem wyrzuty sumienia, że on siedzi w domu, a my się bawimy. I po dwóch dniach wróciliśmy. Już nigdy nie pojadę nigdzie bez niego – zarzeka się Marek.

Do siódmego roku życia Patryk nie mówił nic, miał blokadę. Niektórzy lekarze nie dawali mu już szans na to, że kiedykolwiek coś powie. W końcu powiedział. – Powiem ci tak: jak mamy milion autystyków, to jest milion różnych przypadków – tłumaczy Marek. – Patryk czasami się otwiera, zaczyna z tobą logicznie współpracować, a czasami masz wrażenie, jakbyś rozmawiał z kimś – jak ja to mówię – przez zamknięte okno w samochodzie i się bawił: raz je otwierał, raz zamykał. Ten, kto stoi na zewnątrz, mówi do ciebie, a ty jak chcesz go zrozumieć, uchylasz szybę. Jak nie, to ją zamykasz.

Autycy inaczej słyszą dźwięki. Kiedy Patryk wchodzi do jakiegoś miejsca, gdzie jest dużo ludzi, leci głośna muzyka – to zatyka uszy, bo słyszy wszystko na raz. – Jak autyk śpi – dajmy na to – na pierwszym piętrze w pięciokondygnacyjnym bloku, to słyszy, jak przelewa się woda na czwartym piętrze. Ma tak wyczulony słuch. Dlatego ma np. specjalne słuchawki, które mu pomagają. Inaczej to jest nie do wytrzymania, po prostu w głowie robi się mętlik – wyjaśnia tata autyka.

Kiedyś Patryk dostał na urodziny książkę o 260 zwierzętach świata. Jeszcze podczas imprezy urodzinowej przewertował ją. Dzień później zaczął z pamięci mówić wszystkie zwierzęta alfabetycznie, bez zatrzymywania się. Nie pomylił się ani razu. Później powiedział wszystko znowu po kolei, tyle że od tyłu. – Jak przyjdziesz na Milion Swingów, pokażemy ci to – zapewnia mnie Marek.

Patryk uczy Marka

Tata 12-latka podkreśla, że do dziecka autystycznego potrzeba więcej cierpliwości. – Jej potrzeba naprawdę bardzo dużo. Patryk ma daleko idące zaburzenia snu. Był okres, że praktycznie trzy miesiące pod rząd nie spał w nocy. Budził się co do sekundy o 2.15 i nie zmrużył oka do rana. I człowiek musiał rano pójść do pracy, a ze zmęczenia czuliśmy się jak pijani. Później to wszystko ustało. Takie są wahadła. Na pewno Patryk nauczył mnie w życiu cierpliwości, bo to jest naprawdę ważne.

– A czego jeszcze?

– Może takiej jednej absolutnie podstawowej rzeczy: że nie najważniejsze w życiu są pieniądze, tylko rodzina. Dużo osób zapomina o tym. Takiemu dziecku trzeba poświęcić mnóstwo uwagi. W dzisiejszych czasach każdy jest zabiegany za mamoną. Ten, kto wymyślił banknoty, powinien do końca życia pracować w kamieniołomach. A z drugiej strony jak ktoś nie ma tych pieniędzy, to wychowanie autyka, dobra terapia, żeby w przyszłości sobie radził – to wszystko staje się nierealne.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media