Koronawirus to też trudny czas dla bezdomnych. Jak sobie radzą? [REPORTAŻ]

Od blisko 25 lat 14 kwietnia jest obchodzone nieformalne święto – Dzień Ludzi Bezdomnych. Po naszym wpisie na Facebooku dotyczącym tego dnia w komentarzach internauci zapoczątkowali zbiórkę kołder i słodyczy. Dzięki Waszym otwartym sercom w piątek mogliśmy pospieszyć z pomocą bezdomnym z ul. Topolowej

Wtorek

Zaczęło się od wpisu na naszym FB, w którym wspomniałem pewien tekst. „Kiedyś, jakoś w 2009 roku chyba, przy okazji zbierania materiału do reportażu, który siedzi zresztą we mnie do dziś, poznałem Pana Zbyszka, który swoje życie wyciągnął mi z reklamówki. Z wyciągniętej z niej karty leczenia szpitalnego można było wyczytać, że Pan Zbyszek miał raka tarczycy, niewydolność krążenia, utrwalone migotanie przedsionków, chorobę niedokrwienną serca, ZZA i miał też resztki sałatki na wąsach, którą jadł wtedy na kolację. Ale nie miał domu”.

Od 1996 r. 14 kwietnia jest obchodzony jako Dzień Ludzi Bezdomnych. We wspomnianym reportażu Aleksander Tomaszewski, szef nowosolskiego koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta, mówił o nich tak: – Mają taki swój świat: biedniejszy, uboższy, trudniejszy. Życie też może mają gorsze, ale nie są gorszymi ludźmi.

Nasz wtorkowy wpis skomentowała Bogumiła Brykalska, organizatorka różnych przedsięwzięć pomocowych, która w przeszłości przeprowadzała z naszą redakcją zbiórkę termosów dla bezdomnych. „Czy my, zwykli ludzie, którzy różnią od nich tym, że mają dom, możemy w jakiś sposób pomóc? Nie wiem, w jaki sposób mogłabym być potrzebna. Aleksander Tomaszewski, jakaś podpowiedź? Czy możemy coś zrobić?” – zapytała szefa Towarzystwa Brata Alberta.

„Jakaś kołdra, koc zawsze się przydają. Może też jakieś słodycze” – odpowiedział Tomaszewski.

Środa

Tego dnia ruszyła zupełnie oddolna machina pomocy dla osób w kryzysie bezdomności. Jako jedna z pierwszych zareagowała Edyta Dąbrowska, działaczka Trójki Nowa Sól, która zapewniła bezdomnym słodycze, pierwsze kołdry i koce.

– Ta pomoc celowana, a z taką mamy do czynienia teraz, jest naprawdę bardzo potrzebna – ocenia Barbara Olek, streetworkerka, która pracuje z nowosolskimi bezdomnymi. Zimą prowadziła ogrzewalnię przy ul. Topolowej, a kiedy zaczęła się epidemia koronawirusa, została opiekunką namiotu wojskowego, który stanął przy noclegowni. Tam śpią i przebywają ci, którzy nie mogą wejść do środka ze względu na wypity w ciągu dnia alkohol.

– Ta praca ma specyficzny charakter, bo do każdego człowieka trzeba dojść trochę inną drogą. Te relacje są złożone. Najpierw trzeba sobie dać czas na rozpoznanie każdego człowieka. Są takie dni, że niektórzy piją na umór i tu nikt żadnym przysłowiowym mieczem niczego nie zwojuje. Ale są też lepsze dni, w których nawet ci najbardziej pijący sprzątają, dbają o siebie, zamiatają. Ostatnio bardzo się postarali, bo obiecałam im słodycze. Czyli zasada kija i marchewki, a więc coś za coś – tłumaczy Olek.

Uzupełnia jej słowa Aleksander Tomaszewski, który przypomina, że jego podopieczni to bardzo schorowani ludzie: – Są tacy, którzy podleczą się z choroby alkoholowej, są na noclegowni, ale ta setka tak za nimi chodzi, że nie mogą wytrzymać. Chodzą i mówią o niej, marzą wręcz, aż wychodzą na miasto, by ukoić ból duszy. A potem trafiają do namiotu.

– Faktycznie, tu pod namiotem wódka płacze często – przytakuje Barbara Olek, która w dobie koronawirusa ma jeszcze więcej pracy: – Bez przerwy ich dezynfekuję, cały czas. Kiedy zranią się, np. w palec, opatruję ich rany. Rozdaję im maseczki, za które dziękujemy pewnej miłej pani, która nam je tu przywiozła.

Miła pani od maseczek to Małgorzata Pitrowska-Osuch, która tego dnia podrzuciła do noclegowni 40 sztuk. Przywiozła też do redakcji słodycze, bo tam je zbieraliśmy dla bezdomnych.

Czwartek

Po rozruchowej środzie do redakcji trafia coraz więcej słodyczy, głównie od Czytelników, którzy przychodzą w maseczkach, przekazują łakocie i ciepło się żegnają.

– Ta dodatkowa pomoc w postaci żywności, ale też tych słodyczy, jest jak najbardziej potrzebna. Mamy osoby schorowane, które potrzebują w pewnych momentach produktów cukrowych, by polepszyć swój stan. Mamy też chore, niepijące osoby, które za swoje małe zasiłki kupują także leki i na cukierka ich nie stać. Więc ta odrobina słodkości też im się należy – zaznacza Tomaszewski.

W noclegowni rozmawiam z panem Franciszkiem, bardzo inteligentnym człowiekiem.

– Jestem osobą myślącą zdroworozsądkowo, dlatego do koronawirusa podchodzę z obiektywnym dystansem. Ale większość u nas jest przejmujących się i dostrzegających ryzyko ewentualnego zachorowania. Z dużo wyższym pewnie prawdopodobieństwem, niż ma to odzwierciedlenie w rzeczywistości. Ja jestem spokojny, czuję się dobrze – mówi pan Franciszek.

– Od dawna pan tu jest? – zapytałem.

– O, dużo za długo.

– Czyli?

– Niedługo będzie półtora roku.

– Jak pan tu trafił?

– Bolesne sprawy, nie chcę rozdzierać starych ran – podkreśla pan Franciszek.

Na przyszłość po pandemii ma konkretne plany: – Jak się uspokoi, trzeba się będzie wziąć za jakąś pracę. Trochę się zgapiłem, bo wybierałem się do pośredniaka już przed pandemią, ale – że tak powiem – mało intensywnie. Teraz się okazuje, że przez tę zarazę rynek pracy się znowu zwęzi i na pracę będą mniejsze szanse. Zapowiadają, że będzie recesja, której przekładnią znowu będzie rosnące bezrobocie. Sam zawaliłem, więc jeśli pretensje, to tylko do autora [śmiech].

Piątek

Zarówno w akcję słodyczową, jak również spontaniczną zbiórkę kołder włączyli się nie tylko mieszkańcy Nowej Soli, ale też choćby zielonogórzanka Agnieszka Wiśniewska, która od 11 lat prowadzi u nas w mieście Specjalistyczny Ośrodek Rehabilitacji Nadzieja. – Jeżeli mogę pomóc, to pomagam. O akcji dowiedziałam się od dr. Sikory, który na FB udostępnił o niej informację. Trochę rzeczy miałam w domu, trochę dorzucili sąsiedzi i udało się uzbierać kilka kołder i koców oraz sporo ubrań – uśmiecha się Wiśniewska.

I dodaje: – Nigdy nie wiadomo, co nas w życiu spotka. Dziś jesteśmy na górze, jutro możemy być na dole. Różnie się w życiu zdarza. Niesprawiedliwe jest ocenianie tych ludzi, że to tylko pijacy z patologicznych miejsc. Sama byłam w sytuacji, że w jednym momencie mogłam stracić ośrodek, pracę, dom – wszystko. Miałam, kiedyś dół finansowy. Mogły przyjść banki i zlicytować ośrodek za śmieszne pieniądze. Na szczęście się odbiliśmy. Ktoś kiedyś powiedział, że od bezdomności dzielą nas dwie niespłacone raty kredytu. W pełni się z tym zgadzam.

W zbiórkę, zresztą nie po raz pierwszy, włączył, się Klub Biegowy Wikon. Słodycze do redakcji podrzuciła Marlena Ratajczak. – 13 marca planowaliśmy turniej kręgli, na którym mieliśmy wykorzystać nagrodę finansową z waszego plebiscytu sportowego. Tydzień wcześniej Iza Kochanowicz, nasza klubowiczka, przystąpiła do konkursu Poczty Polskiej na sprzedaż cukierków. Kupiliśmy ich sporo, żeby je rozdać na wspomnianym turnieju. A że ze względu na pandemię do niego nie doszło i po tym, jak przeczytałam informację o zbiórce słodyczy, podrzuciłam je wam – powiedziała Ratajczak.

Po południu z Bogumiłą Brykalską pojechaliśmy na ul. Topolową. Zawieźliśmy kolejne kołdry, koce, poduszki, słodycze. To wszystko, co Wy, dobrzy ludzie, przynieśliście do redakcji.

„To bardzo ważne, żeby Ci, którzy mają mniej, którzy mają bardziej pod górkę, którym w życiu coś nie wyszło, też mieli ciepło w nocy, też mieli energię do życia” – podsumowała akcję na FB Brykalska.

Pierwsza odsłona akcji już za nami. Ale spontanicznie postanowiliśmy, że zupełnie jej nie kończymy.

„Tam są różni ludzie: zdrowi i chorzy. Potrzeby są duże. Ale to musi być pomoc – tak zwana – celowana. Czyli krótko mówiąc, znów proszę Was o pomoc na miarę waszych możliwości. Potrzebujemy bandaży i środków opatrunkowych, kremów na odparzenia i odleżyny, dresów i podkoszulków męskich, nowej bielizny męskiej. Możesz skontaktować się ze mną, odbiorę. Możesz też przynieść do redakcji” – napisała Bogumiła Brykalska.

Pan Franciszek: – Tę pomoc, która trafiła do nas na Topolową, oceniam jak najlepiej. To dobry, fajny gest tych, którzy nas zauważyli.

Kolejny wtorek, 21 kwietnia

Dziś dziękujemy wszystkim, którzy pomogli w naszej wspólnej akcji. Ten tydzień pokazał, że widzicie potrzeby ludzi z Topolowej. Jak to ujął Aleksander Tomaszewski, bezdomni życie może mają gorsze, ale nie są gorszymi ludźmi.

E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media