O dzieciach, chorobach, życiu, śmierci. „Marzenia? Mam jedno” [NAD KUBKIEM HERBATY]

– Jeżeli nie mogłabym mu pomóc, chciałabym, żeby Oskar umarł minutę przede mną. I uwierz, to jest marzenie wielu rodziców niskofunkcjonujących autystów – o dzieciach, chorobach, życiu i śmierci opowiada Beata Barczyszyn

Wyszłam za mąż, gdy miałam 21 lat, byłam w ciąży. Myślisz, że miałam czas na marzenia? Urodziłam syna. Gdy miał miesiąc, zachorował na zapalenie płuc. Trafiliśmy do szpitala. Kazali mi przy nim zostać i karmić piersią, chociaż też byłam chora i miałam gorączkę. Prosiłam, żeby przejść na butelkę. Nie wyrazili zgody. Miałam karmić, a moja choroba miała dziecku nie zaszkodzić. Kiedy już było z synem bardzo źle, to lekarz stwierdził, że mam jednak iść do domu, bo tym moim mlekiem go infekuję.

Później synek trafił na intensywną terapię.

Był wtorek. Gotowałam właśnie obiad. Dom był cichy i tylko tykanie zegara było słychać. I w tej ciszy garnek spadł i huknął o ziemię. Podnosząc go, spojrzałam na zegarek. Była godz. 16.15. Nie umiem ci tego wytłumaczyć, ale w tamtej chwili poczułam, że stało się coś złego. Chwilę później odebrałam telefon ze szpitala, że moje dziecko zmarło. O 16.15.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media