Zwierzęta, ciało i uśmiechnięci umarli [NAD KUBKIEM HERBATY]

– Do wolontariatu popchnęły mnie dwie rzeczy: przypadek i problemy osobiste – o pracy dla innych opowiada Roksana Wołodkowicz. Ale również o fascynacji ciałem czy tanatokosmetologii

Dwie sąsiadki z mojego bloku udzielają się w Nowosolskich Adopcjach Zwierząt. Postanowiłam, że też tak chcę pomagać i będę te psiaki niczyje wyprowadzać weekendowo na spacery. To był okres, gdy właśnie urodziłam swoje drugie dziecko. Nie pracowałam, więc miałam trochę czasu. Spacery z psiakami to była moja odskocznia, ale i terapia depresji, która mnie dopadła.
Przy okazji wolontariatu skumplowałam się z resztą ludzi pracujących w adopcjach. Wzięli mnie pod swoje skrzydła.
Praca tutaj polega na przeprowadzaniu wizyt przedadopcyjnych, wyprowadzaniu zwierząt na spacery, przeprowadzaniu licytacji na ich utrzymanie. No i na wożeniu.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media