Soaw-jitsu czyli sztuka samoobrony

Tomasz Kuncik wśród miłośników sztuk walki nie jest wyjątkiem. Jak większość zakochał się w tych dyscyplinach jako kilkuletnie dziecko, gdy po raz pierwszy zobaczył film z gatunku tzw. kina kopanego. To był rok 1986 lub jeden później, jak w rodzinnym dla niego Przemkowie stacjonujący tam radzieccy żołnierze, którzy mieli możliwość odbierania telewizji ze swojego kraju, oglądali dubbingowaną na rosyjski wersję „Wściekłych pięści” z legendarnym Bruce’m Lee. – Wyczyny Bruce’a Lee zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Tak zaczęła się moja fascynacja sztukami walki – wspomina T. Kuncik.
W tamtych czasach jedyną odmianą walk, której uczono w Polsce, było karate kyokushin, którego pan Tomasz uczył się w Głogowie pod okiem trenera Edwarda Kozdry. O niej Kuncik mówi „stara, dobra szkoła, która nauczyła mnie wszelkich podstaw i podejścia do treningu”. W czasach szkolnych poznał jeszcze jiu-jitsu, potem wrócił do karate, a następnie znacznie starszy już rozpoczął studia na Akademii Wychowania Fizycznego, gdzie ćwiczył: zapasy, aikido, judo, karate, słowem wszystko, co tylko było możliwe. – W szczególności zachwyciłem się krav magą, której uczył Andrzeja Hajduk, i tak mi zostało do dziś – mówi.

Twórca własnego stylu

W między czasie Kuncik zdobył wiele dodatkowych kwalifikacji. Zaliczył kursy i seminaria m.in. z samoobrony, instruktora fitness siłowego czy też boksu. Jego mentorem jest sensei Ryszard Murat z Warszawy, twórca tzw. karate tsunami. W ostatnim czasie zebrał to wszystko kupy i podobnie jak Bruce Lee wykorzystując całe dotychczasowe doświadczenia i wiedzę o przeróżnych sztukach walki stworzył własny styl, przede wszystkim nakierowany na samoobronę. – Nazywa się to soaw-jitsu-system. To styl skrojony na miarę takich osób jak ja, czyli kurdupli do metra siedemdziesiąt w kapeluszu, jak również dla kobiet. Styl prosty, ale skuteczny, ukierunkowany na uderzenia w czułe punkty jak np.: oczy, nos, gardło, krocze, kolana. Soaw-jitsu-system nie wymaga akrobatycznych umiejętności i robienia szpagatów, bo bazuje na naturalnych odruchach – wyjaśnia.
Kuncik w Nowym Miasteczku jako nauczyciel wychowania fizycznego pracował jeszcze w starym Rolniczaku, przed likwidacją poprzednich struktur placówki. Z ówczesnego składu pedagogicznego dziś w Rolniczaku został tylko on. Prowadzi zajęcia z uczniami mundurówki, która dzięki temu jako jedyna w regionie ma w swojej ofercie zajęcia ze sportów i taktyki walki oraz, podobnie jak przyszli policjanci, z przeprowadzania interwencji. – To ja wprowadziłem im te nowinki. Uczniowie wiedzą jak używać pałki tonfy, kajdanek, noża. Są przygotowani i mają na dowód certyfikaty, które potem pomogą im zyskać dodatkowe punkty w czasie rekrutacji, np. do pracy w policji czy wojsku – mówi twórca soaw-jitsu.
Pochodzący z Przemkowa miłośnik sztuk walki nie narzeka na nudę. Większość dni ma zajętych od rana do wieczora. Poza pracą w szkole prowadzi dwa Stowarzyszenia Aktywnej Młodzieży – LCK „Hałastra” w Przemkowie oraz „Szóstka” w Nowym Miasteczku, uczy samoobrony członków Jednostki Strzeleckiej 3006 w Nowej Soli, dzieci w Przemkowie oraz panie w Radwanicach. Zajmuje się trudną młodzieżą, interesuje się filozofią, psychologią, uczy zdrowego stylu życia, właściwej diety. Pan Tomasz wychodzi z założenia, że to właśnie liczne doświadczenia świadczą o jakości jego nauczania.
Mimo tak wypełnionego harmonogramu na przełomie roku Kuncik, nie pierwszy zresztą raz, reaktywował w Nowym Miasteczku Klub Gladiator. – Chłopcom z pierwszej klasy mundurówki było mało. Chcieli poza szkołą robić coś więcej, rozwijać się i tak namówili mnie na wznowienie działalności Gladiatora. Zaczęło się od dziewięciu osób, ale wieść o popołudniowych lekcjach szybko rozeszła się pocztą pantoflową. W sumie przewinęło się na nich do dziś około 40 osób, część, co jest naturalne, zrezygnowała. Do Gladiatora przychodzą mieszkańcy gminy Nowe Miasteczko, ale są i dwie osoby z Nowej Soli. Dziś łącznie 23 osoby, w tym trzy dziewczyny.
– Treningi u mnie muszą być trudne, trzeba się porządnie zmęczyć. To jest moja wizytówka. A jeśli widzę, że ktoś tak nie potrafi, nie chce, to znaczy, że nie nadaje się na wojownika, że powinien skorzystać z tych sekcji, o których ja osobiście mówię, że to bardziej rekreacja, gdzie przede wszystkim chuchaj na klienta aby przypadkiem nic mu się nie stało, aby się nie zraził i nie przestał płacić. Takie podejście to jest według mnie oszukiwanie samego siebie, w ten sposób niczego się nie nauczymy, nie będziemy gotowi na spotkanie na ulicy łobuza, które mu przyjdzie do głowy nas skrzywdzić. A czasy są trudne, można dostać nożem za 10 zł albo i za darmo za przekonania i dlatego tak ważna jest umiejętność obrony – komentuje.
W Gladiatorze uczą się podstaw boksu (a właściwie streetboxingu), zapasów, judo. Poznają gotowe patenty obronne polegające na zakładaniu dźwigni, stosowaniu bloków, chwytów za ręce, obrony przed duszeniem, itp. – Zajęcia oparte na moim stylu są praktycznie dla każdego. Nie ma barier, które by spowodowały, że ktoś się nie nauczy. Uważam, że im jest prościej, tym lepiej, że setki powtórzeń zawsze dadzą efekt, a dany odruch wejdzie w głowę, a właściwie w ciało – mówi instruktor. – Policjanci uczą się np. wykręcania rąk napastnikom, ale osobie o mojej posturze może być bardzo trudno zastosować takie chwyty na kimś zdecydowanie wyższym i cięższym. Stąd ja uczę samoobrony skupionej na błyskawicznych odruchach, na uderzeniach, które mają obezwładnić przeciwnika. Uderzamy agresora w czuły punkt, zniechęcamy go do dalszej walki, odskakujemy i uciekamy lub wzywamy policję. Członkowie mojej grupy wiedzą, gdzie i jak uderzyć, żeby przeciwnik poczuł ból. A jeśli się nie uda, jeśli te elementy zawiodą, to trzeba przejść do tego, czego uczę w drugiej kolejności, czyli walki wręcz z wykorzystaniem technik boksu, karate i mieszanych sztuk walki z brazylijskim jiu-jitsu na czele – dodaje T. Kuncik.

Silni fizycznie, silni mentalnie

Obok wytrenowania ciała równie ważne jest w soaw-jitsu hartowanie ducha poprzez trening psychomentalny.
– Uczestnicy muszą tak dostać w kość na treningach, żeby po wyjściu z sali bardziej obawiali się do niej wrócić, niż tego, że spotkają na swojej drodze kogoś, kto zmusi ich do zastosowania nauczonych zachowań. Nie trenuję zawodników do walk w ringu. Owszem, jeśli ktoś chce, proszę bardzo, nie będę robił problemów, ale osobiście uważam, że ten sposób wykorzystywania sztuk walki jest trochę jak drążąca je od środka choroba. Za dużo tam ograniczeń przepisami, a na ulicy, w barze czy dyskotece możemy wpaść na kogoś, kto chwyta się wszystkiego i niczego się nie boi – mówi T. Kuncik. – Moi uczniowie muszą wyrobić w sobie umiejętność przełączania się w sytuacji zagrożenia na kilka sekund z grzecznego na bestię i z powrotem na grzecznego. Tylko tak zaskoczymy bandziora. Na ten moment musimy być kimś gorszym od napastnika, zdezorientować go, błyskawicznie pokonać i uciec – dodaje.
Kuncik od wielu lat nie musiał wykorzystywać swoich umiejętności będąc do tego zmuszonym. W przeszłości, szczególnie na studiach, bywało odwrotnie. Pan Tomasz wspomina, że często na różnych imprezach agresorzy, chyba ze względu na niewielki wzrost, właśnie jego brali sobie na cel i walką z nim chcieli się popisywać. Szybko przekonywali się, że to był błąd. – Pamiętam np. jednego gościa, który trenował mieszane sztuki walki. Ponad 190 cm wzrostu, opalony, po siłowni. Musiałem stanąć w obronie kolegi, którego zaatakował. Walka trwała krótko. Zastosowałem na nim kilka chwytów, obezwładniłem go, sprowadziłem do parteru, założyłem dźwignię. Został upokorzony. Po skończeniu studiów na szczęście nie miałem już takich sytuacji, ale trzeba powiedzieć, że też ich unikam. Widzę, że może być niebezpiecznie, że przede mną stoi podejrzana grupka, to przechodzę na drugą stronę ulicy. I tego też uczę moich podopiecznych. Mają być gotowi, ale jeśli mogą, to w pierwszej kolejności mają unikać konfrontacji. Gdy dwóch walczy, ktoś jest przegrany, a jak uda nam się tego uniknąć, zawsze wygrywam swoje zdrowie – poucza Kuncik.
W czasie treningów założyciel Gladiatora pokrzykuje na uczestników zajęć, zwiększając intensywność wywiera na nich presję, przymyka oko, gdy jeden czy drugi przeklnie sam do siebie. – Jest w nas taki mały człowieczek, który jak już jest trudno, jak wydaje nam się, że nie damy rady, podpowiada „odpuść sobie”. A ja chcę, żeby stłumili te podpowiedzi, żeby było odwrotnie, żeby wiedzieli, że to nie jest prawda i że dadzą radę. Wtedy będą nie tylko lepiej przygotowani na obronę w sytuacji konfrontacji, ale i w codziennych sprawach. W szkole, w pracy, będą mieli więcej mentalnej siły do pokonywania przeciwności, będą wiedzieli, że nie trzeba się bać, bo są w stanie przełamać swoje słabości – wyjaśnia swoją filozofię. – Rzeczywistość nie wybiera terminów, nie patrzy czy jesteśmy akurat fizycznie przygotowani na taką czy inną walkę, a moje lekcje mają doprowadzić do tego, żeby bez względu na wszystko dać sobie radę. Zawody o życie mogą się zdarzyć w każdej chwili i dlatego potrzebne jest pozbycie się paraliżującego strachu i wyuczenie automatycznych odruchów, które mogą nam je uratować – podsumowuje T. Kuncik.

Zajęcia dla każdego

Treningi w Gladiatorze są oficjalnie skierowane do osób od 15. roku życia, ale najmłodsi uczestnicy mają po 11 i 12 lat. Tym najmłodszym jest Kacper Gierula. Gdy rodzice chcieli go zapisać na treningi, T. Kuncik postawił warunek – jeśli wytrzyma miesiąc, będzie mógł zostać. Wytrzymał, a jak mówi o nim trener, gdy na zajęciach dobierają się w pary przy sparingach, zawsze bierze sobie za przeciwnika największych.
– Bardzo mi się tu podoba. Koledzy są fajni, a ja mogę się wiele nauczyć. Na początku byłem słabszy, ale teraz jest w porządku, trener mnie chwali. Zawsze najbardziej lubiłem piłkę nożną, ale sporty walki też są fajne. To ważne, żeby potrafić się obronić, jeśli ktoś mnie zaatakuje. Już dziś wiem, że dałbym sobie radę. Znam kroki, bloki, uderzenia – pewnie wylicza 11-letni Kacper.
Z Nowej Soli od pierwszego lutego na treningi dojeżdża małżeństwo: Sławek i Agnieszka. – Pana Tomka znam z zajęć w Jednostce Strzeleckiej. Zaprosił mnie tutaj, żebym popracował nad kondycją i koordynacją. Zajęcia nie są sztampowe. Zawsze wyciągamy z nich coś nowego oraz utrwalamy umiejętności z poprzednich zajęć. To pozwala nam się doskonalić. Dodatkowo dostajemy fajny wycisk, bo to zdecydowanie nie jest fitness. Żona też bardzo chciała dołączyć, bo pracując w policji musi się liczyć z tym, że na swojej drodze spotka różnych ludzi i lepiej wówczas parę ruchów znać, niż ich nie znać – mówi Sławek Boruch. – Tak, poprawiamy kondycję, poruszanie się, a dodatkowo jest to sposób na zapomnienie o pracy i wspólne spędzenie czasu. Zawsze chciałam w takich zajęciach wziąć udział, dlatego mogę powiedzieć, że w pewnym sensie spełniło się moje marzenie. Jak tylko mąż powiedział, że jest taka możliwość, to wiedziałam, że z niej skorzystam. I nie rozczarowałam się – dodaje Agnieszka Ciosmak-Boruch.
Nieco dłużej do Gladiatora chodzi Dominik Poźniak. Kiedyś brał udział w treningach judo, które w Nowym Miasteczku prowadził nowosolski klub Olimp, ale ta inicjatywa długo nie przetrwała, więc chłopak miał dłuższą przerwę w treningach. – Zobaczyłem w szkole plakat i przyszedłem na zajęcia. Trener Kuncik to przyjemny człowiek, dobrze prowadzi trening, można się od niego wiele nauczyć, a na pewno więcej niż wcześniej w grupie judo, bo jest nas tu mniej i trener może na każdego zwrócić uwagę – przyznaje Dominik. – Najbardziej lubię elementy z mieszanych sztuk walki (MMA) i jiu-jitsu. Robię to dla siebie, nie z myślą, że jest to jakaś droga do walk w ringu. To najlepsza forma spędzania wolnego czasu, dzięki której jest sprawny, co przydaje mi się choćby na zajęciach z wychowania fizycznego w szkole. Polecam każdemu – dodaje D. Poźniak.
W grupie uczniów, którzy namówili Kuncika do reaktywacji Gladiatora, był m.in. Marek Worytko. – Dodatkowy trening to okazja, by jeszcze bardziej się wyładować, nauczyć nowych chwytów, pracować nad techniką. Krav maga i samoobrona interesują mnie najbardziej. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie nam się z kimś zmierzyć, kiedy mogą nam się te umiejętności przydać i na pewno lepiej być gotowym – zaznacza Marek
Artur Lawrenc

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Artur Lawrenc

Aktualności, oświata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media