Tu nie ma nic na siłę

O tym, jakie plany na najbliższą przyszłość ma GOK, o wyjątkowym klimacie tego miejsca, o relacjach publiczności z pojawiającymi się tu artystami, ale też marzeniach na zaistnienie na kulturalnej mapie Polski rozmawiamy z dyrektorem ośrodka Krzysztofem Gąsiorem.

Anna Karasiewicz: Jakie ma pan plany na ten rok, jeśli chodzi o funkcjonowanie GOK-u? Czy będziecie kontynuować to, co robiliście do tej pory, czy może szykujecie swoim odbiorcom jakieś niespodzianki?
Krzysztof Gąsior: Przede wszystkim będziemy kontynuować to, co było i co się już sprawdziło. Z pewnością nadal będziemy prowadzić nasze sekcje: ceramiki i szkła, plastyczną, taneczną i fitnessu, gier fantastycznych, sekcją wokalną i gitary klasycznej.
Część sekcji, właśnie ze względu na duże zainteresowanie, została podzielona na kilka grup. Wszystkie nasze zajęcia cieszą się ogromną popularnością.

A poza sekcjami?
Z pewnością nadal będzie prowadzona działalność koncertowa. W kalendarzu mamy zaplanowane koncerty Tomka Wachnowskiego, którego koncert odbędzie się 10 lutego, nasz zespół Starzy Przyjaciele, który u nas ma swoją siedzibę, będą takie gwiazdy jak Robert Kasprzycki, bardzo dobrze znany naszej publiczności, Jasiu Kondrak, Ela Dębska, czyli głównie nurt piosenki poetyckiej. Ale już 4 lutego zapraszamy na koncert bluesowy Godzina do Świtu.  Mamy jednak najliczniejszą i najwierniejszą rzeszę odbiorców nurtu piosenki poetyckiej, dlatego z pewnością od tego nie odejdziemy. Poza tym Otyń na mapie artystycznej Polski, jeśli chodzi o piosenkę poetycką, jest już znanym miejscem. Mówi się o fajnej scenie.
Będą też wystawy ceramiki, szkła, rzeźby, ale też malarstwo, będą kabarety. Już się zapowiedział Czesław, który jest dobrze znany naszej publiczności.

Czyli będziecie trzymać się tego, co dobrze znane i lubiane i nie zamierzacie wyjść poza?
Co do pomysłów, które rodzą się w głowie, poza tym co się utarło, trwają inwestycje w najładniejszym miejscu w naszej gminie, czyli na Bukowej Górze. Nie ukrywam, że jest to miejsce, które można wykorzystać artystycznie i gdzieś mi już kiełkuje pomysł, jak to zrobić. Jest to miejsce, w którym można prowadzić działania związane z piosenką poetycką czy turystyczną. Marzy mi się tam prawdziwa scena i wydarzenie, które miałoby szeroki wydźwięk. Ale nie jest to po pierwsze jeszcze teren uzbrojony. To dopiero ambitny plan. Ale nie ukrywam, że festiwal w tym miejscu byłby wydarzeniem wielkim nie tylko w skali gminy czy powiatu, ale też województwa a może nawet kraju. Innym moim marzeniem jest rozbudowa domu kultury, bo przy tej ilości osób, które korzystają na przykład z sekcji, jest trochę ciasno. Poza tym mają tu siedzibę emeryci, harcerze. I my nadal jesteśmy otwarci, ale budynek jest niestety malutki.

A może właśnie dzięki tym niepozornym rozmiarom ma on wyjątkowy klimat?
Bardzo prawdopodobne. To jest też rzecz, na którą zwracają mi uwagę artyści. Grając koncert dla widowni liczącej 70 czy 80 osób, bo więcej nasza sala nie pomieści, ma się wrażenie, że gra się dla najbliższego grona znajomych. Ten klimat, reakcje publiczności i wzajemne relacje artysty i słuchaczy są niesłychane w takich małych pomieszczeniach. Oglądanie na przykład kabaretu na wielkiej hali, a oglądanie go w naszej kameralnej salce, ma zupełnie inny wymiar. Często te koncerty, które się odbywają u nas, chociażby Roberta Kasprzyckiego, który gra wcześniej koncert w dużym mieście i trwa on tam standardowo od półtora do dwóch godzin, u nas trwa trzy godziny. W Otyniu udało się wykreować miejsce, które jest autentyczne. To jest autentyczna potrzeba, autentyczna chęć korzystania. Tu nie ma nic na siłę. Problem jest u nas odwrotny niż gdziekolwiek, więcej osób chciałoby przyjść na koncert, niż jesteśmy w stanie pomieścić. To jest fajne.

Będąc tu odnosi się wrażenie, że GOK jest repliką „Teatralnej”…
To jest zupełnie inna specyfika pracy. Praca w domu kultury jest też pracą w sekcjach, to też tworzenie wydarzeń plenerowych. To, co się robiło w teatralnej, to było coś o wąskim zakresie. Wiadomo, że mnóstwo doświadczeń, kontaktów i przyjaźni ma się okazję tu kontynuować i rozwijać, ale też są nowe, są też inne wydarzenia, wyzwania. Na pewno to, co działo się w teatralnej przez te ponad dwadzieścia lat, pomogło w tym, co mamy tu. Ale na sukces składa się wiele czynników. To nie jest tak, że nam się coś udaje i już. W pracę tutaj jest zaangażowana szkoła, urząd, radni. To jest gra zespołowa i myślę, że w tej gminie się to fajnie udaje. To też kolejny sukces tej miejscowości, że udaje się współpracować, współtworzyć. Rzuca się hasło i ono jest chwycone. U nas nie było wystawy, gdzie byłoby mniej niż 30-40 osób, a często jest tak, że poczęstunek musimy robić na korytarzu. Kontakt młodzieży z kulturą i to, jak oni chłoną, udowadnia mi, że to jest miejsce takie, jakie powinno być.
Dziękuję za rozmowę.

Anna Karasiewicz

Tel. 513 008 555 at a.karasiewicz@tygodnikkrag.pl
Publicystyka
Anna Karasiewicz

Latest posts by Anna Karasiewicz (see all)

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Anna Karasiewicz

Publicystyka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *