Jedna bramka na 180 minut derbów

Derbowe potyczki nie należały do obfitujących w bramki, w ciągu 180 derbowych minut padł tylko jeden gol. W Bytomiu Arka i Odra podzieliły się punktami po bezbramkowym remisie, w Kożuchowie gospodarze wygrali 1:0, choć oddali w tym meczu tylko dwa celne strzały.

Bytomska Bitwa

Odra Bytom OdrzańskiArka Nowa Sól 0:0
Odra: Zacharewicz – Borowiecki, Chłopowiec, Dziubański, Lewandowski, Łuczyński, Kosmala, Loboda (70’ Kozłowski), Frydrych, Wróbel (84’ Czerny), Wołkowski
Arka: Wiśniewski – Smolin (ż+ż=cz), Graczyk, Reus, Kubiak, Ajryś, Romaszko, Błaszczak (ż), Romański (70’ Nazar), Dybizbański (67’ Rojek), Kołodziej (80’ Andrzejewski)

W ciągu ostatnich pięciu sezonów zespoły spotykały się dziewięć razy, cztery mecze wygrała Arka, trzy wygrała Odra, dwa zakończyły się remisami. Bytomianie mogli stan gry wyrównać, ale musieli w środę wygrać.

Można było przed meczem domniemywać, jak to spotkanie będzie wyglądało. Więcej ryzykować musiała Odra, dla której każdy mecz jest meczem o życie, Arka ma (jeszcze) ten komfort, żeby grać bezpiecznie z tyłu, szukać kontr lub stałych fragmentów.

Od pierwszego gwizdka dominowała walka, w każdym fragmencie boiska, na każdej wysokości – od poziomu trawy do wysokości przelotowej dwa i pół metra, gdzie można było wsadzić nogę, wsadzano nogę, gdzie głowę, pchali głowę. Nie pamiętam meczu, w którym byłoby tak wiele pojedynków powietrznych, jak ten środowy mecz.

Odra nacierała z kopią na zamurowaną Arkę, ale nie mogła się przebić, pierwszy strzał w 22. minucie oddał Wołkowski, ale w bramkę nie trafił. W 26. dobry strzał Reusa nad poprzeczkę przeniósł natomiast Zacharewicz. W 38. minucie Błaszczak po akcji lewą stroną złamał do środka, uderzył po ziemi, lecz zbyt słabo, by zaskoczyć Zacharewicza. W 43. minucie bardzo dobrze strzelił Loboda, ale Wiśniewski piłkę zmierzającą w okolice okienka genialnie strącił z toru lotu.

Jak na derby, które czasami były bardzo elektryczne, tym razem było spokojnie, w pierwszej połowie na boisku była pełna kultura z przepraszaniem za faule, z pomaganiem po kontuzji. I żadnych kartek.

Kwadrans drugiej połowy to kopia tego, co działo się w pierwszych 45 minutach. W 57. minucie po rzucie rożnym Odry z powietrza huknął nad bramką Wiśniewskiego Wróbel, ale piłka przeleciała nad poprzeczką. Dwie minuty później sprytnie z rzutu wolnego na krótki słupek zagrał Ajryś, trafił w słupek, minutę później ten sam zawodnik strzelał z dystansu, piłka minęła bramkę.

W 61. minucie po akcji Odry prawą flanką strzał oddał Wołkowski, świetnie interweniował Wiśniewski. W 80. minucie po wrzutce z lewej strony piłka spadła na poprzeczkę bramki Arki.

W 81. minucie drugą żółtą kartkę zobaczył Smolin i Arka kończyła mecz w dziesiątkę. Odra szukała szansy na zdobycie gola grając w przewadze, w 82. minucie Kosmala po rzucie wolnym strzelał głową, ale piłka spadła na siatkę bramki Arki.

Mimo braku bramek, był to ciekawy, żywy mecz. Oba zespoły miały swoje sytuacje, wprawdzie nie było ich dużo i żadna z nich nie zakończyła się trafieniem. Z atutu własnego boiska skorzystała Odra, która zagrała ofensywnie na tyle, na ile pozwoliła jej Arka. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że to bytomianie pokazali w środę więcej, zagrali z większą determinacją, co w sumie w ich sytuacji nie może dziwić.
Co jednak dziwne, tej determinacji Odrze zabrakło cztery dni później w Kożuchowie.

Korona włączyła lewy migacz

Korona KożuchówOdra Bytom Odrzański 1:0 (1:0)
Bramka: Sztopel 19’
Korona: Perwiński – Janik (82’ Czubik), Grochowski, Dalmata, Dorniak (87’ Kowalczyk), Rudnicki (ż), Juszkiewicz, Sztopel, Boichuk (59’ Miedviediev), Paruch, Koszelowski (ż) (71’ Poterała)
Odra: Szwatrow – Borowiecki, Dziubański, Chłopowiec, Lewandowski (ż) (63’ Karbowiak), Łuczyński, Kosmala, Loboda, Kozłowski (ż) (60’ Fryfrych), Wróbel(ż)  (77’ Marciniak), Wołkowski

Przed tym meczem Korona traciła do Odry dwa punkty. Podobnie, jak przewidywać można było przebieg środowego meczu Odry z Arką, tak tutaj można było być pewnym, co się będzie działo na boisku.

Zespół Mirosława Zeliski porzuca kalkulacje, wychodzi na boisko, żeby wygrać. Nie biorą jeńców, konsekwentnie prą do przodu, by zdobyć bramkę. Korona po prostu gra w piłkę, nie w karty. Nie ma biegu wstecznego, dźwięk gwizdka jest równoznaczny z wrzuceniem biegu i jazdą, jak się da, jak pozwoli rywal.

Już w 12. minucie pięknie zza pola karnego zapalił prawą nogą Dorniak, aż się osypała farba z poprzeczki. Groźnie odpowiedzieli goście, w 15. minucie Wróbel dostał prostopadłą piłkę w połowę Korony, ale zatrzymał go Perwiński.

W 19. minucie po rzucie rożnym piłkę na długim słupku zbił głową Dorniak, nabiegł na nią pozostawiony kompletnie bez krycia Sztopel i głową skierował piłkę do siatki.

W 23. minucie mogło być 2:0, wrzutka na prawy słupek bramki Odry, Sztopel strąca piłkę wzdłuż bramki, ale Koszelowski nie zdążył jej skierować do siatki.

W 27. minucie po rzucie rożnym Odry piłkę cudem sparował Perwiński, potem udało się ją wybić daleko od własnej bramki. W 38. minucie setkę zmarnował Janik, dostał idealną piłkę po ziemi, nie miał mu kto przeszkodzić, jednak nie trafił w bramkę. W 40. minucie niebezpiecznie uderzył głową Kosmala, ale nie trafił w bramkę.

O ile w tej połowie bytomianie byli blisko zdobycia gola, tak w drugiej połowie ich gra fatalnie oklapła. Dwukrotnie próbowali na początku strzelać gospodarze, ale strzały Janika i Koszelowskiego wyniku nie zmieniły. Korona cierpliwie pilnowała wyniku i szukała kontr, to właśnie miała robić. Trzymali bytomian daleko od własnej bramki, przecinali akcje i podania.

Odra pierwszy strzał oddała po 20 minutach drugiej połowy, Wróbel strzelił niecelnie.
W 72. cudem strzał gości zablokował zasłonięty kompletnie Perwiński, dobitka minęła bramkę.
Wynik w 90. minucie mógł ustalić Kowalczyk, dostał na 10. metr świetną piłkę, ale zatrzymał go Szwatrow.

Kożuchowianie oddali w tym meczu dwa celne strzały, jeden znalazł drogę do siatki. Goście być może czuli jeszcze w nogach ciężki pojedynek z Arką, gdzie boiskowa batalia na mokrej, ciężkiej nawierzchni zabrała im ogrom sił i tej mocy zabrakło w drugiej połowie.
W sobotę Korona włączyła lewy migacz i wyminęła zespół z Bytomia.

 

Walkowerowy pat

W czwartek trener Arki Andrzej Sawicki napisał do mnie wiadomość, której niestety tutaj zacytować nie mogę z powodu mocno emocjonalnego języka. Chodziło o to, że Arka nie zagra w sobotę meczu ze Stilonem Gorzów.

Zarząd Arki po konsultacjach z policją i władzami miasta postanowił odwołać i oddać walkowerem mecz ze Stilonem. – Swój przyjazd do Nowej Soli szykowało kilkaset osób z Gorzowa Wlkp. oraz Głogowa. Nie stać nas na zabezpieczenie takiej ilości kibiców – mówił nam w czwartek prezes Arki Krzysztof  Rojek.

– Nie mieliśmy wyjścia – wyjaśniał prezes Arki. – Swój przyjazd do Nowej Soli szykowało około 400 przyjezdnych kibiców, autobusami 200 z Gorzowa Wlkp., 120 kibiców Chrobrego Głogów oraz samochodami osobowymi kilkudziesięciu niezorganizowanych. Żeby zabezpieczyć taką grupę ludzi (plus miejscowych, którzy też w większej liczbie nie zwykle szykowali się na ten mecz) musielibyśmy wynająć… 150 ochroniarzy. A to koszt 30 tysięcy złotych. Nie mamy takich pieniędzy. Zdecydować się na ten ruch oznaczałoby, że rezygnujemy z budżetów kilku grup dla trenujących u nas dzieci i młodzieży, a tego nie możemy zrobić – dodawał prezes Arki Nowa Sól.

Poza finansami o walkowerze zdecydowały też sprawy organizacyjne. Stadion Arki nie jest wyposażony w bramki, przez które można by wpuszczać kibiców pojedynczo, a przy tej okazji każdego z nich sprawdzić czy nie wnosi ze sobą niebezpiecznych przedmiotów. – U nas jest brama, każdy wchodzi jak chce, a mamy uzasadnione obawy sądzić, że szykujący się na ten mecz kibice niekoniecznie są zainteresowani sportowymi emocjami… – mówił w czwartek K. Rojek.

Wszyscy kibice pamiętają mecz ze Stilonem z jesieni 2012 roku. Ówczesny prezes Arki Józef Śnieżko zdecydował się ugościć Stilon w Nowej Soli. Skończyło się tak, że policja oskarżyła prezesa, że nie wystąpił do niej o zgodę na rozegranie meczu. Mecz się odbył i było spokojnie. Ale prezesa sąd uznał winnym zarzucanego złamania art. 58 ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych i jako osoba karana nie mógł dalej być prezesem.
Czemu nikt tego problemu ze Stilonem nie wziął na klatę?

Po pierwsze wydaje mi się, że klub o tym meczu za późno pomyślał. Nie od tygodnia było wiadomo, że do Nowej Soli przyjedzie Stilon ze swoimi kibicami. Takie spotkania ma się w głowie od początku sezonu i trzeba je traktować priorytetowo.

Są różne protezy możliwości: rozegrać mecz bez kibiców przyjezdnych, bez udziału kibiców w ogóle. Ale nie rozegrać w ogóle, i to u siebie?
Można zagrać normalny mecz, zabezpieczyć go odpowiednio i grać dla ludzi. Takich meczów mieliśmy przecież w Nowej Soli dziesiątki. Dlaczego Stilon może grać w innych miejscowościach województwa, a w Nowej Soli nie może? Dlaczego mógł zagrać w Kożuchowie w październiku ubiegłego roku? Działacze Korony w sobotę mówili: zagraliśmy, bo zarząd w pełni współpracował z miastem i policją i dlatego ten mecz u nas został rozegrany.
Zabrakło porozumienia klubu z miastem i policją. Nie szukano rozwiązania problemu, ucięto go. Sugestia, by Arka wynajęła ochronę, brzmi jak żart.Co tydzień w Polsce są mecze, gdzie jedni kibice jadą do innych miast i jakoś nie słychać, by kończyły się walkowerami.

Z drugiej strony: czy prezes Rojek ma wziąć na barki taki mecz? Doskonale pamięta, jak skończyła się historia prezesa Śnieżki. Mieć w papierach wyrok, być karanym? W imię czego? Czwartoligowego klubiku, który zipie bo zipie, zainteresowania budzi mało, a kibiców przyciąga coraz mniej i przyszłość jest nieco mglista?

Czy na klatę ma wziąć mecz Policja? Odpowiem pytaniem: czy to policja jest organizatorem meczów piłkarskich? Może wspomóc w organizacji, zabezpieczyć, ale po ludzku patrzy też na koszt takiego zadania, na pewno wyższy, niż koszt wynajęcia ochrony.

A może powinien to zrobić jako miasto prezydent Tyszkiewicz? I np. zaryzykować, że mu się po mieście rozejdą przyjezdni kibice i lokalnej populacji spokój zmącą? Albo że potem zawezwą go odpowiednie służby twierdząc, że złamał prawo?

Kolejna rzecz: dla kogo tak naprawdę? Dla tej garstki niedobitków, emerytów i odwiecznych kibiców, co przychodzą od zawsze, ale coraz mniej ich, bo pewnie w dużej ilości powymierali albo zaczęli chodzić na sporty halowe, bo tam na głowę nie pada. Wiadomość o odwołaniu meczu na naszym facebooku żywo komentowało sporo osób, których od lat na tym stadionie nie było.

Nie żyjemy w świecie idealnym, kibice z Gorzowa mogliby przyjechać i jeść pestki, ale niekoniecznie. Ich przyjazd łączył się z pewnym ryzykiem, i tego ciężaru nikt na własne barki osobiście wziąć nie chciał i ja się naprawdę tym ludziom nie dziwię, wystarczy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ktokolwiek złapałby się z tym problemem za bary, tym bardziej, że mamy takie doświadczenia, jakie mamy.

W sobotę jedynym przegranym jest nie Arka, która zapłaciła za mecz walkowerem. Przegrał po prostu sport. Z jednej strony niejako będący tu przyczyną i jednocześnie, co przewrotne – ofiarą.
Marek Grzelka

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *