Szmajda zwycięża w Tajlandii!

Przeciwnikiem Michała był Pairtongkum Kiat-Chaiwat, jego pojedynek ze Szmajdą podczas gali „Best of Samui” był szeroko reklamowany, o czym świadczą choćby ogromne banery reklamowe ze Szmajdą i jego rywalem rozwieszone na wyspie, gdzie odbywała się gala. Rywal Szmajdy ma w Tajlandii markę solidnego zawodnika, brał udział choćby w tamtejszym prestiżowym turnieju Thai Fight.

Od pierwszego gongu do końca walki zbyt wiele czasu nie upłynęło. Walkę tę można było oglądać na żywo na facebooku, a transmisję z komentarzem prowadził doskonale znany kickbokser i bokser Przemysław Saleta, z którym banda z Nowego Miasteczka wspólnie w Tajlandii trenuje.

Michał po początkowych kilku sekundach koncentracji szybko przeszedł do ofensywy. W muay thai zawodnicy rzadko od początku idą na maksa, koncentrują się na rundach końcowych. No ale rywal Szmajda koncentracji nie doczekał, najpierw padł zasypany ciosami prawą ręką, wrócił do gry i dostał takiego lowkicka, że cudem jego urwana noga nie poleciała w trybuny i kogoś nie znokautowała. Nie był w stanie bić się dalej, a ręce Michała powędrowały w górę.

– Plan był taki właśnie, żeby spokojnie wyczekać i zdecydowanie w niego wjechać. Tomek i trener Paideng tłumaczyli przed walką, że Tajowie na początku śpią i żeby zaskoczyć i zdobyć przewagę, bo potem oni z rundy na rundę się rozkręcają. Przed walką wszyscy mówili o moim rywalu, że to dobry Taj, ale ostatecznie udało się zrobić wszystko zgodnie z planem – mówi Michał Szmajda. Jak opisuje ten cios kończący? – Jeżeli chodzi o sam nokaut, to lowkick wszedł na jego przednią nogę czyli wykroczną, wszedł nad same kolano. Przemek Saleta mówi, że tam, gdzie nie ma mięśnia – opisuje koniec walki Michał.

Jak walka Michała podobała się Tomkowi Makowskiemu? – Elegancko. Wiedzieliśmy, że Taj jest mega mocny w klinczu i ma dobre łokcie, więc wchodził w grę tylko boks i lowkicki, taki ustaliłem plan na gościa i się udało pokonać klasowego Taja. Wiedziałem z doświadczenia, że po tajsku z dobrym Tajem się nie wygra – mówi z przekąsem Makowski wspominając swoją walkę z Tajem podczas walki MFC w nowosolskim Elektryku. Wtedy poszedł na długi, szermierczy pojedynek i zapłacił za to przegraną, choć zazwyczaj starał się dominować rywali od samego początku walki.

– Był moment niebezpieczny podczas tej walki – dodaje Makowski – kiedy Michał wpadł w niego głową za blisko i dostał łokieć, na szczęście nie miało to żadnego niepokojącego efektu. A potem zakończył już walkę jednym czystym trafieniem.

Banda Maku Gym wraca z Tajlandii w środę, w czwartek będą już w Polsce.

Marek Grzelka

 

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *