Goście z Niemiec na MFC12

Kiedy kilka tygodni temu zapowiadaliśmy walkę Emilii Czerwińskiej i Michaelą Michl, nie dotarły do nas na czas wypowiedzi Niemki. Podobnie wyglądała sytuacja z Kevinem Schötzem, z którym udało się nam porozmawiać podczas weekendu. Dziś to nadrabiamy

Michaela Michl: Do ringu wejdę głodna zwycięstwa

Jak zaczęła się przygoda Michaeli Michl ze sportami walki?
– Trenuję od jakichś pięciu, sześciu lat. Pierwsze kilka lat trenowałam pod skrzydłem Lamai Muay Thai w Tajlandii, tam zatem są w zasadzie moje korzenie. Po kilku latach w Tajlandii moim gniazdem stał się La Familia Fightclub w Erfurcie, od tego czasu trenuję oraz walczę pod okiem Enriko Khela. Niemniej jestem też bardzo dumna z moich walk pod szyldem Hemmers Gym (pod m.in. szyldem tego klubu z holenderskiej Bredy oraz klubu z Erfurtu Michl walczyła na MFC 11 – dop. red.). Jeśli chcesz być najlepszym, otaczaj się wspaniałymi, myślącymi ludźmi, a naprawdę staniesz się najlepszym. Kocham mój team – mówi zawodniczka.

Zapytana o jej największe osiągnięcia, opowiada, że miała zaszczyt walczyć na kilku świetnych galach na świecie. – Muay Thai Angels, finał Kunlun Fight Championschip, w którym walczyłam z Valentiną Schevchenko. Wygrałam Million Baht Babe Championships w 2012 roku, a w tym roku zdobyłam tytuł NKF World Champion – mówi rywalka zielonogórzanki, Emilii Czerwińskiej.

Co ciekawe, Michaela Michl Tomka Makowskiego poznała kilka lat temu, kiedy mieszkała na Koh Samui, wspominała o tym nie tylko zawodniczka, ale wcześniej mówił mi o tym sam Tomek, jak i Michał Szmajda. Wspólnie także trenowali w Tajlandii. Podczas gal, na których widziałem Michaelę, nie dało się zauważyć, choćby po sposobie witania się Niemki z Michałem i Tomkiem, że się dobrze przyjaźnią. – To zawsze zaszczyt, a jednocześnie przyjemność trenować z najlepszymi. Zawsze podziwiałam treningową mentalność Tomka. Z nim, Michałem i Przemkiem (mowa o Przemku Salecie, z którym nasi zawodnicy trenują w podczas pobytu w Tajlandii – dop. red.) spędziliśmy wiele wspaniałych chwil. Byłam szczęściarą, kiedy po rozmowie w zeszłym roku dostałam propozycję zostać częścią MFC i byłam więcej niż gotowa pokazać Polsce, kim jest Michaela Michl – wspomina zawodniczka.

MFC ocenia w samych superlatywach. – To niesamowita gala, by pokazać swoje umiejętności. Byłam absolutnie zachwycona, jak świetnie wszystko jest tutaj zorganizowane. Myślę, że to świetne miejsce, by pokazać najlepszą siebie w walce ze świetnym rywalem. Publiczność wiwatuje bez względu na to, z którego kraju pochodzisz i to daje ogromne wsparcie, popycha, by dać z siebie więcej. Nie mogę się doczekać swojej kolejnej walki na MFC – mówi Michaela Michl.

Trudno nie spytać zawodniczki z Niemiec, co sądzi o Emilii Czerwińskiej, z którą skrzyżuje rękawice 16 września w Zielonej Górze.
– Spotkałyśmy się w tamtym roku na gali MFC, mam do niej dużo szacunku, prezentuje wielką jakość jako zawodniczka. Obie kochamy sporty walki, więc ci, którzy będą nas oglądać, powinni spodziewać się emocji i wielkiej walki. Plan na tę walkę szykuje mój team. Ja lubię walkę, bez względu na to, kto stoi naprzeciwko mnie. Uwielbiam sytuacje, kiedy widzi się mnie w roli underdoga, kogoś na straconej pozycji, wtedy zaskakuję rywala. Ze mną nigdy nic nie wiadomo. Cieszy mnie pewne ciśnienie i na pewno wejdę do ringu głodna zwycięstwa, więc lepiej być na gali i tę walkę obejrzeć – podsumowuje Michaela Michl.

Kevin Schötz: nigdy się nie poddaję!

Kevin Schötz na MFC bił się w Zielonej Górze we wrześniu 2016 roku podczas 10. edycji gali. Przegrał wtedy na punkty po bardzo dobrej walce z Bartkiem Wawryszynem.

Niesamowity twardziel, bardzo odporny na ciosy, z wielkim sercem do bitki – to jego główne wyznaczniki.
30-letni zawodnik reprezentujący Fightclub Straelen ma za sobą przeogromny staż treningowy, trenuje od siódmego roku życia, czyli ma za sobą ponad 20 lat treningu.

– Jestem zawodnikiem z wielkim sercem wojownika i z niezłomną wolą zwycięstwa. Nigdy się nie poddaję! – charakteryzuje sam siebie Kevin Schötz.
Rywala będzie miał bardzo trudnego, będzie nim Wojtek Kazieczko, którego sylwetkę przed tą walką już przedstawialiśmy. Młodszy, wyższy, przebojowy, z ogromnym apetytem na zwycięstwo.

Co sądzi o Kazieczce zawodnik z Niemiec? Jaki ma gameplan na zielonogórzanina?

– Oczywiście nie będę tu zdradzał swojej strategii. Jestem bardzo wdzięczny, że po raz kolejny będę mógł wziąć udział w gali MFC. Oczekuję tego starcia, tej polskiej publiczności zapewne tak samo, jak mój rywal. Co wiem o swoim rywalu? Nie za wiele, oprócz tego, że jest wyższy niż inni moi rywale (śmiech) i w tej walce na pewno muszę dać trochę gazu – mówi Kevin Schötz.
Niemca widziałem w ringu dwukrotnie. Pierwszy raz w Zielonej Górze, drugi raz w kwietniu na gali w Senftenbergu. Odporność na ciosy, nieustępliwość, ogromna determinacja i bardzo duże doświadczenie to jego główne atuty. Może nie jest ringowym artystą zachwycającym oko, ale jest bardzo solidnym rzemieślnikiem, z ogromnym przebiegiem godzin na sali i w ringu i to po nim widać. Może zbierać na twarz, ale nie zatrzymuje się, prze do przodu, nie ma takiej opcji. Do ostatnich sekund walki z Wawryszynem szukał zwycięstwa, jakiegoś lucky punch, wiedział, że przegrywa, ale nie złożył broni do ostatniego gongu.

I tego samego może być pewny Wojtek Kazieczko. Będzie miał bardzo wymagającego rywala, który nie zaparkuje czołgu w ringu, tylko będzie nim na wroga nieustannie nacierał.

Bilety na gale MFC12 w Zielonej Górze do nabycia na portalu Abilet.pl
Marek Grzelka

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *