Konsky: chcę dać dobrą walkę i zwyciężyć

To jeden z najciekawiej zapowiadających się pojedynków na zbliżającej się wielkimi krokami gali MFC12. Michał Szmajda będzie miał okazję wziąć rewanż za porażkę z 2011 roku, jego rywalem będzie Vlado Konsky

Kiedy Tomek Makowski przekazał mi kilka tygodni temu informację o tym zestawieniu, byłem szczerze zachwycony. W ringu MFC 12 spotka się dwóch rewelacyjnych zawodników, którzy mają sobie coś do udowodnienia.

Grudzień 2011 roku, czwarta edycja gali MFC. W ramach gali kibice mogli zobaczyć turniej w formule K1. W finale spotykają się Michał Szmajda i Vlado Konsky. Za Michałem są ściany, doping tysiąca gardeł. Szmajda sprawia wrażenie silniejszego, mocniejszego, Konsky jest szczupły, wysoki. W pierwszej rundzie Słowak wyprowadza kolano na korpus, po którym Michał nie jest w stanie kontynuować walki. Kibice w szoku, nie tak miało być.

Michał zabiegał o rewanż, porażka z Konskym sprzed sześciu lat bardzo leżała mu na wątrobie. Doskonale wiedział, że tamta walka mogła się inaczej potoczyć. Ale co znamienne, Szmajda z 2011 roku, a Szmajda z 2017 roku to są dwa inne światy. Dzisiaj to zawodnik kompletny, ogorzały w ogniu walki, doświadczony. Od 2011 roku zrobił ogromny postęp, stoczył w tym czasie wiele walk. Przez dłuższy czas Michał zmagał się też z pewną przypadłością zdrowotną, ciągłą infekcją, której nie potrafił do końca wyleczyć. Kiedy się mu to w końcu udało, sam zaznaczał, że czuje się jak całkiem nowy człowiek.

Szmajda to klasa sama w sobie, uwielbiamy go oglądać. Przebojowy, walczący widowiskowo, rewelacyjnie pod względem technicznym. A do tego te 70kg z hakiem powodują, że jest tu ogrom mocy zdolnej urywać głowy. Od dłuższego czasu Michał nieustannie trzyma też wagę, to już nie te czasy, kiedy musiał się zasuszać, głodować, by zbić kilka ładnych kilogramów. Dziś wagę robi praktycznie z marszu i przekłada się to na jego ringową dyspozycję.

Michał od dłuższego czasu jest w notorycznym gazie. Zaliczył zwycięską walkę w Tajlandii, nieustannie trenuje nie tylko w gymie Tomka Makowskiego, ale także jeździ tu i ówdzie. Ostatnio wraz z Pawłem Jędrzejczykiem byli w Nowym Sączu potrenować w klubie „Halny” z Łukaszem Pławeckim i tamtejszą śmietanką Polski walczącej.

Przyjrzyjmy się bliżej Konskyemu, rówieśnikowi Michała, zawodnikowi przedziwnie na pierwszy rzut oka niepozornemu, który jednak jest walczakiem o ogromnym doświadczeniu i mającym na koncie ogrom sukcesów.

– Zacząłem trenować w wieku 17 lat. Teraz jestem zawodnikiem NVR gym Liptovsky Mikulas, gdzie trenerem jest Peter Navratil. Po 16 latach na ringu mam na liczniku 113 walk, z czego 82 wygrane, w tym 32 nokauty, 30 porażek i jeden remis – mówi Vlado Konsky.
Zapytany o to, jakie swoje sukcesy uważa za największe, odpowiada: nie wiem jeszcze co przyniesie przyszłość, ale na dziś moim największym zwycięstwem jest „skalp” Kema Sitsongpeenonga.

Makowski Fighting Chamionship jest Konskyemu marką doskonale znaną. – To poważna organizacja, tworząca międzynarodowe gale sportów walki na najwyższym poziomie. Ciesze się, że znów będę mógł walczyć w Polsce podczas wieczoru MFC 12 w Zielonej Górze – odpowiada zawodnik.
Michała Szmajdę Vlado Konsky pamięta doskonale. – Walczyliśmy przeciwko sobie, to było dawno temu. To dobry zawodnik, a dodatkowo przez te lata obaj solidnie trenowaliśmy. Widzowie mogą być pewni interesującej i twardej walki od pierwszego do ostatniego gongu – mówi Słowak.
Plan Vlada Konskyego na walkę jest bardzo prosty: „chcę dać dobrą walkę i zwyciężyć”.

MFC12 to będzie wyjątkowa gala. Po raz pierwszy w historii organizacji odbędzie się pojedynek o pas mistrzowski MFC. Tomek Makowski od jakiegoś czasu planował taki ruch, by MFC miała własne pasy. W ubiegłym tygodniu mieliśmy okazję zobaczyć, jak te trofea wyglądają.

W tym historycznym pojedynku o pierwszy pas MFC zobaczymy Pawła Jędrzejczyka, pięciokrotnego Zawodowego Mistrza Świata K1 i Muay Thai. Popularny Wergi walczył dla największej i najbardziej prestiżowej organizacji kickboxingu na świecie jaką jest Glory. Jako pierwszy Polak walczył na legendarnych stadionach w Tajlandii. 16 września w ringu MFC stanie po raz dziesiąty, w Zielonej Górze spotka się z Donovanem Wisse.
Marek Grzelka

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *