Być słupem reklamowym

– Po każdej kraksie wracam silniejszy – mówi Wojciech Pilarski, nowosolski żużlowiec reprezentujący barwy Falubazu Zielona Góra. A tych kraks miał w tym sezonie kilka. Pilarski ma marzenie – być solidnie punktującym zawodnikiem już w następnym sezonie Ekstralig

O Wojciechu Pilarskim na łamach „Tygodnika Krąg” już pisaliśmy. – Od dziecka jestem zakochany w motocyklach i to przyczyniło się do tego, że chciałem sprawdzić się w tej dyscyplinie sportu. Na początku zaciekawił mnie fakt, że motocykle żużlowe nie mają hamulców i że w żużlu jeździ się w lewo, podczas gdy kierownica skierowana jest w przeciwną stronę – mówił kilka lat temu Pilarski.
Żużlowiec z Nowej Soli spędził ostatni sezon na wypożyczeniu w Poznaniu. Teraz wraca do Falubazu, żeby powalczyć o jak najczęstsze występy w zielonogórskim zespole. Walczyć ma z kim. Ale w siebie wierzy.

Mateusz Pojnar: Ostatni raz rozmawialiśmy już dawno. Co się zmieniło u ciebie pod względem sportowym?

Wojciech Pilarski: Na pewno nabrałem dużo cennego doświadczenia. Młodzieżowcem będę jeszcze przez dwa przyszłe sezony, więc jeszcze mam czas na naukę.

W tym sezonie jeździłeś w Naturalnej Medycynie PSŻ Poznań.

Do Poznania zostałem wypożyczony na sezon 2017 i tylko na zawody ligowe. Podczas meczów młodzieżowych reprezentowałem Zieloną Górę, żebym miał okazje do dodatkowych startów.
Warto też dodać, że tydzień po tym, jak zostałem wypożyczony do Poznania, jeden z zielonogórskich juniorów nabawił się poważnej kontuzji i do składu musiał wskoczyć ktoś inny. Niestety, nie mogłem to już być ja. Szczerze mówiąc trochę na tym straciłem, bo swoją szansę wykorzystał Mateusz Tonder, który przejął miejsce. A takie zaistnienie w najlepszej lidze świata ułatwia kontynuowanie kariery, bo nagle można stać się słupem reklamowym, a w zamian zyskać sprzęt z najwyższej półki, który nie jest tani, a bez niego nie ma nawet co gadać o wygrywaniu. No ale kto mógł to przewidzieć? Ja chciałem regularnie jeździć i się rozwijać, a nie wyczekiwać na to, aż się ktoś wykruszy.

A jak szło ci w II lidze?

Na torze z roku na rok radzę sobie coraz lepiej, a na motocyklu zaczynam czuć się pewnie. W tym roku dzięki temu, że trafiłem do Poznania, udało mi się wystartować w sześciu drugoligowych imprezach. Chyba cztery mecze mnie ominęły ze względu na kontuzje. Sezon z Naturalną Medycyną zakończyliśmy na czwartym miejscu.
Z kolei młodzieżówek w tym sezonie objechałem około dziesięciu. Przeważnie to były zawody o Drużynowe Mistrzostwa Polski Juniorów.

Co teraz z tobą będzie, wracasz do Falubazu?

Falubazie kontrakt mam podpisany do 2019 r. Ciągle jestem ich zawodnikiem. W przyszłym sezonie nie mam zamiaru się stąd nigdzie ruszać, bo już udaje mi się wygrywać z chłopakami z Ekstraligi.
Miałeś w tym sezonie groźnie wyglądający wypadek, o którym pisały media. Tego typu kraksy są wpisane w żużel, ale one zmieniają jakoś podejście do tego sportu?
Zaraz, a o którym mówimy?

To było ich kilka?

Tak, a przez dwa upadki ominęło mnie kilka meczów. Pierwszy z nich zdarzył się podczas zawodów Drużynowych Mistrzostw Polski Juniorów w Zielonej Górze. W swoim ostatnim biegu tuż po starcie na środku łuku momentalnie zabrakło dla mnie miejsca. To spowodowało, że zahaczyłem o kolegę i upadłem. Odnowiłem wtedy kontuzję złamanego nadgarstka z zeszłego roku. Chciałem jak najszybciej wrócić do ścigania, a to nie skłaniało mnie do wyleczenia ręki do końca. Nie dochodziła do siebie tak długo, jak powinna.
Niestety, po trzech tygodniach od powrotu znów podczas zawodów Drużynowych MP juniorów w Gnieźnie upadłem na tę właśnie rękę i po raz kolejny kontuzja się odnowiła, a ręka musiała zostać unieruchomiona. Teraz będę miał czas, by doprowadzić nadgarstek do porządku.

Zmieniły te wypadki twoją mentalność, czujesz strach na torze?

Po każdej kraksie wracam silniejszy, staram się nie myśleć o tym, jak bardzo bolało, tylko dojść do tego, co poszło nie tak, jaki błąd popełniłem.
Oczywiście nieraz bywa i tak, że do karamboli dochodzi nie z twojej winy, bo przecież może też wjechać w ciebie przeciwnik czy nawet kolega z drużyny i nie masz na to wpływu. Motocykl to urządzenie mechaniczne i bywają przypadki, że pękają łańcuchy, silnik potrafi się też zatrzeć. Był nawet przypadek, że byłemu Mistrzowi Świata przy wejściu w łuk pękła rama na pół i w taki sposób połowa motocykla została na torze, a druga połowa poleciała w trybuny. Szczęście w nieszczęściu, że nikt akurat nie siedział w miejscu, gdzie poleciał kawał motoru. A to była akurat ta cięższa połowa. Jeśli ktoś dostałby takim elementem, który waży ponad 50 kg i leci z prędkością ponad 100 km/h, mogłoby zakończyć się to źle.

Pewnie zakończyłoby się. Twoje marzenie sportowe?

Na tę chwilę zostaję w Zielonej Górze i chcę jeździć po prostu jak najwięcej. A jak będzie, zobaczymy. Na wypożyczenie można iść w każdym momencie sezonu.
Marzenie? Na teraz jest jedno – być solidnie punktującym zawodnikiem w Ekstralidze w barwach Falubazu Zielona Góra.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *