Mister Polski Biegaczy o sporcie, dbaniu o siebie i modelingu [ROZMOWA]

Fabian Sternik z Nowosolskiej Grupy Biegowej i Team Draczyński został Misterem Polski Biegaczy. Teraz rozważa, czy nie spróbować sił jako model. – Jestem tego zdania, że w życiu trzeba spróbować wszystkiego; jestem młody i kiedyś mógłbym sobie pluć w brodę, że w czymś nie wziąłem udziału, a mogłem – mówi Sternik

Mieszkaniec Nowej Soli startował w plebiscycie organizowanym przez portal biegologia.pl. Razem z nim 14 innych mężczyzn i 33 kobiety, które walczyły o tytuł miss.

Fabian Sternik urodził się w Bytomiu Odrzańskim, w tym roku skończy 26 lat. Na co dzień pracuje w hucie miedzi w Głogowie. Biegać zaczął w 2013 roku.

Teraz został Misterem Polski Biegaczy.

Mateusz Pojnar: Jakie to uczucie być najprzystojniejszym biegaczem nad Wisłą?

Fabian Sternik: Na pewno bardzo miłe. To był mój pierwszy tego typu konkurs, na który się zdecydowałem. To nowe doświadczenie, nowe wyzwanie. Bardzo się cieszę, że to akurat ja wygrałem tytuł Mistera Polski Biegaczy 2017. To też jest zwycięstwo dla Nowej Soli, Bytomia Odrzańskiego i województwa lubuskiego.

Co cię skłoniło do udziału w tym konkursie? Namówiła cię dziewczyna?

Namawiali mnie głównie znajomi i siostra. Jechałem akurat do pracy na drugą zmianę, mam polubioną na Facebooku biegologię.pl i wyskoczyła mi informacja, że taki konkurs będzie się odbywał. Skonsultowałem się ze znajomymi i pomyślałem sobie: czemu mam nie spróbować?

Teraz jest taka część sezonu, że są tylko treningi, startów jest mało. Jest więc troszeczkę więcej czasu, żeby poświęcić go na inne rzeczy, na promocję siebie. Trochę pracy trzeba było w to włożyć, dać od siebie, żeby właśnie siebie wypromować – choćby wśród znajomych, w mediach społecznościowych i tradycyjnych.

Bardzo pomogli mi koledzy z Nowosolskiej Grupy Biegowej, Team Draczyński i chłopaki z pracy. Należę w pracy do związków zawodowych – ZZ PPM pod przewodnictwem Krzysztofa Łuki i stamtąd też otrzymałem pomoc. Wypromowała mnie też strona internetowa KGHM, czyli mojego pracodawcy. Udostępniali link, gdzie była informacja o możliwości głosowania na mnie.

A kiedy już wygrałeś – jakie były reakcje bliskich, znajomych? Były podszczypywania od kolegów z NGB, że piękniś itd.?

Zdarzały się, ale to było bardzo koleżeńskie, bez złośliwości (śmiech). W pracy też zdarzały się małe dogadywania. Ale wszystko w pozytywnym duchu.

Kiedy napisałem na Facebooku, że jednak wygrałem ten konkurs, koledzy z NGB i Team Draczyński ucieszyli się i mi gratulowali. Czułem pozytywną energię także od rodziny.

Twoja dziewczyna też pewnie jest dumna.

Bardzo. Też trzymała do końca za mnie kciuki i bardzo mnie w tym wspierała i jak najbardziej jest zadowolona.

A nie jest o ciebie zazdrosna? Cieszysz się powodzeniem u kobiet?

Moje serce jest skradzione. Świętujemy dzisiaj (rozmawiamy w niedzielę 7 stycznia – dop. red.) naszą pierwszą rocznicę. Powodzenie zawsze jakieś tam miałem, ale teraz nawet nie skupiam się na tym.

Mam swoją dziewczynę i jestem z nią bardzo szczęśliwy. I tak pozostanie.

Myślałeś wcześniej albo teraz, po tym sukcesie, żeby pójść właśnie w stronę modelingu?

Sporo osób mi mówiło, że mógłbym się w tym spróbować. Próbowano mnie ku temu skłonić, ale jakoś nigdy nie miałem okazji wziąć udział w jakimś castingu, w podobnym projekcie. Gdybym taką propozycję dostał albo gdybym wiedział, że gdzieś w okolicy taki casting jest realizowany, to myślę, że spróbowałbym wziąć w nim udział.

Na tę chwilę, gdyby taka okazja się pojawiła, sprawdziłbym swoje siły. Jestem tego zdania, że w życiu trzeba spróbować wszystkiego; jestem młody i kiedyś mógłbym sobie pluć w brodę, że w czymś nie wziąłem udziału, a mogłem.

Wygrana w takim konkursie otwiera ci furtkę do nowych drzwi.

Na pewno otwiera, dużo ludzi udostępniało tę informację, szło to w eter. Być może ktoś mnie wychwyci, zauważy, że Fabian Sternik został misterem biegaczy i jakoś się odezwie. Byłoby mi z pewnością bardzo miło. Dogadalibyśmy się.

Dla ciebie jako sportowca i mężczyzny dbanie o siebie jest bardzo ważne na co dzień?

Lubię dobrze wyglądać i lubię dobrze jeść, odżywiać się zdrowo, dlatego też sam gotuję. Prowadzę zdrowy tryb życia, co z pewnością przekłada się na jakość i efektywność treningów.

Bieganie to lifestyle. Jak ważna jest w nim dieta, siłownia czy basen?

Bardzo ważna dla wszystkich sportowców. Organizm musi przyswajać dużo węglowodanów, dużo białka – przed treningiem i po treningu. Staram się czytać na ten temat na portalach internetowych i w książkach – o jedzeniu i diecie.

Sam kombinuję sobie w kuchni, wymyślam specjalne dania. Chcę bardzo dobrze jeść. To ma duże znaczenie, to podstawa. Oprócz tego siłownia, basen, sauna. Raz w tygodniu wrzucam sobie w grafik jedną z tych rzeczy. Jak mam cięższy tydzień, to na pewno stawiam na basen, żeby się nie przeciążać. Sauna to też jest dobry relaks.

Siłownia jest kluczowa w sezonie zimowym, kiedy startów jest mniej i można skupić się na budowaniu siły np. nóg. Czasami zdarza mi się prowadzić treningi, wtedy wzmacniamy m.in. brzuch, górną partię mięśni. Często moim kolegom potem doskwierają zakwasy (śmiech). Ale to dobrze, bo jeśli zakwasy są, to znaczy, że partie ciała solidnie popracowały. I że efekty niebawem przyjdą.

Rozmawiasz z kolegami na temat dbania o wygląd?

Nie, nie skupiam się na tym. Robię to dla siebie, indywidualnie. Nie konsultuję się z innymi.

Twój przepis na wygraną w konkursie mistera?

Przede wszystkim promocja siebie. To wymaga dużego zaangażowania. To na pewno. Udostępnianie postów wśród znajomych, a potem jeszcze dalej. To chyba jest ten klucz.

Jak będzie twoja nagroda za zwycięstwo?

Według mnie jest bardzo atrakcyjna – trzydniowy pobyt dla dwóch osób w pięciogwiazdkowym hotelu w Kołobrzegu. Do tego oczywiście puchar za zaszczytny tytuł Mistera Polski Biegaczy. Mają mi to jeszcze wysłać, dlatego dokładnie nie wiem, co jeszcze dokładnie będzie w tej przesyłce.

Kiedyś mówiłeś, że strasznie wspominasz pierwszy biegowy trening. Jak twój zapał, twoja pasja biegania się rozwijała?

Często się śmiejemy i trener wspomina ten trening. To był początek istnienia Nowosolskiej Grupy Biegowej. Jeszcze mieszkałem wtedy w Bytomiu Odrzańskim, trening był w Nowej Soli. Przyjechałem autem, z lekką nadwagą – byłem okrąglejszy niż teraz – i totalnym brakiem doświadczenia. Chciałem spróbować swoich sił.

Trochę ambicje poniosły mnie za bardzo, bo wcześniej coś tam w Bytomiu biegałem, tak dla siebie, ale generalnie niewiele – po kilka kilometrów. Tutaj chłopaki robili na treningu po 15.

No i zdrowy rozsądek poszedł na bok, mówię: biegnę z wami. Okazało się, że tempo, które narzucili, było nie do wytrzymania. Przerosło mnie. Trener Adam Draczyński akurat jechał wtedy rowerem, bo miał kontuzję. Mówię: trenerze, użyczy mi trener roweru, bo nie daję rady? Wysiadłem na siódmym-ósmym kilometrze. No i połowę dystansu przejechałem na rowerze wracając do Nowej Soli (śmiech).

To mi dało do myślenia, wziąłem się za siebie. Zacząłem bardziej o siebie dbać, częściej spotykać się z biegaczami na treningach NGB. Trenowałem też w Bytomiu. I z czasem poszło ku dobremu.

Jakie są twoje największe sukcesy związane z bieganiem?

Zdecydowanie start w maratonie w Poznaniu. Po raz pierwszy. Wybiegałem czas 2:55:10. To było w październiku 2017 roku. Jestem bardzo zadowolony, z trenerem żadnej taktyki jako takiej nie zakładaliśmy. Nie mówiliśmy też przed biegiem o konkretnym czasie, bo to był debiut na tym dystansie. Jedna wielka niewiadoma.

Pomimo ciężkich treningów, dobrze przepracowanego okresu przygotowawczego postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Koło 30. kilometra doskwierały mi już skurcze, nie powiem. Musiałem zwolnić, pobiec z głową. Ale mimo wszystko to dobry prognostyk na kolejne starty.

Następnym maratonem, w którym chcę wziąć udział, jest Orlen Warsaw Marathon 22 kwietnia. W lutym jedziemy do Szklarskiej Poręby na obóz, żeby mocno pracować i przygotowywać się.

Pracujesz jako hutnik w KGHM. Hutnik, który został najprzystojniejszym biegającym mężczyzną w Polsce. To się nie gryzie?

Wiadomo – huta, górnictwo… Ludziom pewnie wydaje się, przynajmniej stereotypowo można tak na to popatrzeć, że to taka brudna praca, a hutnik został misterem. Ale to stereotyp.

To bardzo ciężka praca. Trudne, szkodliwe warunki. Bardzo fizyczna. Trzeba się narobić. Ale nie zamieniłbym jej na żadną inną; wcześniej pracowałem u różnych prywaciarzy i wiem, jak to wygląda – multum godzin i niezadowalające pieniądze. A tutaj opieka lekarska, wolne, wszystko tak, jak ma być, wszystko tak, jak w kodeksie pracy jest napisane.

Ta ciężka praca, o której mówisz, pomaga ci jakoś w sporcie? Uczy wytrzymałości, twardości?

Bardziej powiedziałbym odwrotnie – to sport pomaga mi w pracy, bo w hucie mikroklimat jest trudny i kondycja sportowca na pewno przekłada się pozytywnie na pracę. Jestem mocniejszy fizycznie i to pomaga.

Często jest tak, że wracam z pracy, jem lekki obiad i lecę na trening. Mimo że jestem bardzo zmęczony. Bo sport jest dla mnie też jednym z priorytetów.

Właśnie – jak twój przeciętny dzień, tydzień wygląda?

Jak mam wolne, spotykamy się na treningu przed południem. Dzisiaj (rozmawiamy w niedzielę 7 stycznia – dop. red.) idę akurat do pracy na drugą zmianę. Wstałem o 5.30, lekkie śniadanie, dużo węglowodanów i słodkich rzeczy, bo z NGB mieliśmy biec 30 km, prysznic.

Trzeba też szukać czasu na prywatne sprawy każdego dnia, na spędzanie czasu z rodziną i dziewczyną, ze znajomymi. Czasami siłownia, kino, basen, sauna. Chcę udoskonalać się pod każdym względem, bo bieganie – że tak powiem – to nie tylko bieganie.

Ogółem trenuję sześć razy w tygodniu, jeden dzień mam na regenerację. Trener nie chce, żeby doszło do przeciążenia organizmu. Rocznie startuję mniej więcej kilkanaście razy. Zależy do czego się przygotowuję. Teraz akurat do maratonu, więc tych startów będzie dużo mniej. Skupiamy się na efektywnym treningu, długim bieganiu, sile i wytrzymałości.

Twoje plany, marzenia na przyszłość – i tę sportową, i tę, jeśli się zdecydujesz, modelingową?

Jeśli chodzi o sport, to na pewno ten start w maratonie warszawskim. Prócz tego zaliczenie kilkunastu maratonów. Dzięki tym wyjazdom możesz też pozwiedzać sporo miejsc i to jest fajne. Nie byłem nigdy w Warszawie i cieszę się, że będę mógł pojechać dzień, dwa dni wcześniej, żeby pozwiedzać stolicę.

A modeling… Trochę dałeś mi do myślenia. Nie tylko ty, ale i znajomi. Będę czekał na jakąś propozycję, a może samemu czegoś poszukam. W tę stronę może rzeczywiście warto pójść?

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *