Stefanów piąty w Europie. „Marzenie? Medal Mistrzostw Świata!”

Snookerzysta Adam Stefanów walczył w bułgarskiej Sofii na Mistrzostwach Europy EBSA. To druga najważniejsza federacja. Łącznie startowało 135 zawodników z 30 krajów. – Możliwe, że w meczu o medal zabrakło mi po prostu trochę sił. Jordan Brown wygrał poprzednie starcie 5:1, miał dwie godziny przerwy, a ja jej praktycznie nie miałem – mówi „Tygodnikowi Krąg” Stefanów

Mistrzostwa Europy EBSA to impreza bardzo prestiżowa. EBSA jest drugą najistotniejszą federacją po tej zawodniczej, którą kibice snookera mogą obserwować w telewizji.

Turniej w stolicy Bułgarii rozpoczął Adam Stefanów – jak sam przyznaje – średnią grą. – Przegrałem jeden mecz po drodze z zawodnikiem z Irlandii Północnej. W ostatnim spotkaniu pokonałem drugiego zawodnika w mojej grupie 4:0, co dało mi trzy na cztery wygrane mecze i awans z pierwszego miejsca do fazy pucharowej – mówi nasz snookerzysta.

W fazie KO Stefanów się rozkręcał, łapał rytm, z meczu na mecz grał coraz lepiej. – Starcie last 64 to ciężki pojedynek z trzecim bilardzistą świata – wygrałem 4:0. W następnej rundzie trafiłem na mocnego Walijczyka, z którym grałem rok temu i zwyciężyłem 5:4. Tym razem poszło jeszcze lepiej i zakończyłem mecz w pięciu partiach wynikiem 4:1. To dało mi awans do last 16.

Na tym etapie czekał doskonały Anglik, który nie przegrał żadnego meczu w Sofii. Aż do momentu, kiedy stanął oko w oko z Adamem Stefanowem. Łatwo nie było, nasz zawodnik przegrywał już to spotkanie 1:3. – Ale taki już jestem, że zawsze walczę i odwróciłem losy meczu wygrywając cztery następne partie, grając na dobrym poziomie. Wynik 5:3 i awans do ćwiartki. Po czterech godzinach walki miałem 15 minut przerwy na mały obiad i wróciłem do meczu o medal. Grałem z przyjacielem Marka Allena, tegorocznego zwycięzcy The Masters – opowiada snookerzysta rodem z Kożuchowa.

Adam Stefanów to starcie zaczął niemrawo. Z 0:1 wyszedł na 3:1 i 50:0. Przypomnijmy, że 70 punktów daje wygraną partię. Później popełnił dwa błędy i przegrał najważniejszą część 4:1. – Zrobiło się więc 3:2, a Brytyjczyk Jordan Brown grał coraz lepiej. Po drodze wbił najwyższego brejka turnieju – 134 pkt. Uległem mu 3:5 po czterogodzinnym meczu.

– Czego twoim zdaniem zabrakło w meczu z Brownem?

– Możliwe, że po prostu trochę sił. Jordan wygrał poprzedni mecz 5:1, miał dwie godziny przerwy, ja jej praktycznie nie miałem. Aczkolwiek starałem się, jak mogłem i nic sobie nie zarzucę. Niedosyt był duży, ale stawka, z którą grałem, była bardzo silna. Zrobiłem najlepszy wynik z Polaków, piąte miejsce w Europie to żaden wstyd.

Teraz Stefanów czeka na nominację do Mistrzostw Świata. W ciągu kilku dni dowie się, czy na nie pojedzie. Kożuchowianin wrócił do Polski, mieszkał i trenował przez ostatnie trzy lata w Wielkiej Brytanii. – Póki co czekam na powołanie i bardzo chciałbym zagrać na Mistrzostwach Świata, ewentualnie po tym turnieju będę myślał co dalej. Moje marzenie? Pojechać tam i zdobyć medal – zaznacza Adam Stefanów.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *