Są już gotowi. W poniedziałek wielkanocny start! [BIEG DO PUSTEGO GROBU]

– Chcieliśmy, żeby pozostała jakaś pamiątka i myślimy, że ten szal kibicowski w biało-czerwone barwy, w związku ze zbliżającymi się Mistrzostwami Świata, zostanie przez uczestników dobrze przyjęty. I co najważniejsze, że będzie wykorzystywany, kiedy będziemy grać z Senegalem, Japonią i Kolumbią podczas mundialu – mówi w przededniu VI Biegu do Pustego Grobu w imieniu całego komitetu organizacyjnego Romuald Fedorczak. W rozmowie z Mariuszem Pojnarem opowiada o kulisach przygotowań do jednej z dwóch nowosolskich imprez biegowych, których marka jest rozpoznawalna w całej Polsce

Mariusz Pojnar: Pierwsza edycja biegu odbyła się w 2013 roku. 2 kwietnia 900 osób znowu pobiegnie sprawdzić, czy grób jest naprawdę pusty. Proszę opowiedzieć, jak rodziło się to przedsięwzięcie, które dziś jest już marką samą w sobie.

Romuald Fedorczak: Nie zapominajmy, że inicjatorem i pomysłodawcą biegu był ojciec Grzegorz Marszałkowski, który lubi biegać, chodzić po górach i generalnie aktywnie spędzać czas. Jest kapucynem blisko związanym ze sportem, wręcz niemalże wyczynowym.

Kiedy był proboszczem w parafii pw. św. Antoniego, brakowało mu tutaj, w Nowej Soli, takiej imprezy biegowej, która mogłaby przyciągnąć nie tylko ludzi rozbieganych, ale także miejscowych wiernych. I to brat Grzegorz wpadł na pomysł, że zrobimy coś, co będzie wyróżniało Nową Sól z grona innych miasta, innych parafii. Chciał wyjść do ludzi z inicjatywą troszeczkę inną patrząc na to w kategoriach eucharystycznych.

Początkowo odnoszono się do tego dość sceptycznie, niektórzy nawet mówili, że to się nie uda, bo jest to duże przedsięwzięcie pod względem logistycznym. Ale jednak brat Grzegorz swoją charyzmą, autorytetem, przy pomocy wielu, wielu ludzi i organizacji, rozpoczął organizację pierwszego biegu i tak to trwa do dnia dzisiejszego.

Przed nami już szósta edycja biegu. Niewielu pewnie zastanawia się, kto stoi za przygotowaniem tej imprezy. Proszę powiedzieć, kto jest w komitecie organizacyjnym?

Aktualnie tworzy go sześć osób. Brat Grzegorz Marszałkowski, Jarosław Chróściel, Mariusz i Marlena Ratajczakowie, Marta Jasińska, no i ja. Nie ma podziału na to, kto się czym zajmuje. Każdy jest od wszystkiego. Wspólnie zaczynamy się spotykać w listopadzie w roku poprzedzającym kolejną edycje biegu. Wtedy planujemy, jak ten bieg będzie wyglądał. Robimy burzę mózgów, a potem zaczynamy działanie.

Jak to jest zorganizować tak wielkie przedsięwzięcie raptem w kilka osób? Przecież każdy z was ma obowiązki rodzinne, zawodowe. Jak to pogodzić, żeby jeszcze zrobić coś tak dużego pod względem organizacyjnym?

Tak już w życiu jest, że jak coś się lubi, to chce się to robić i to przychodzi łatwej. Przecież nie tylko pracą zawodową człowiek żyje.

Jeśli chodzi o mnie, to całe życie jestem związany ze sportem, lubię to, tym bardziej, że biega mój syn, biega też żona. To dodatkowo mnie zobligowało do chętnego działania w tym projekcie. No i co ważne, przyjaźni z bratem Grzegorzem. Mamy z nim cały czas kontakt. Nie mogliśmy zaprzepaścić jego dzieła. Gdyby ktoś się tym nie zajął, kiedy on odchodził na posługę do innej parafii, istniało zagrożenie, że tego biegu po prostu nie będzie. A tego pięknego dzieła ojca Grzegorza nie można było zaprzepaścić.

Jak pan trafił w szeregi wspomnianego już komitetu organizacyjnego?

Jestem nowosolaninem, od lat dziecięcych związanym z parafia pw. św. Antoniego. Syn był ministrantem. Ojciec Grzegorz zaszczepił bieganie w moim synu, Michale. On go namówił do pierwszego wybiegania i zaczęli wspólnie trenować. Wcześniej Michał poświęcał się tańcowi towarzyskiemu, dopiero w szkole średniej, za namową brata Grzegorza, zaczął biegać.

I wtedy też bliżej poznałem byłego proboszcza, który wciągnął mnie do udziału w pierwszym biegu, gdzie jako lekarz, byłem odpowiedzialny za opiekę medyczną. I tak działam przy organizacji biegu aż do dziś.

Czy spodziewaliście się, że ta impreza urośnie aż do tak dużego, znanego i chwalonego w kraju przedsięwzięcia?

Pewnie na samym początku nikt się nie spodziewał, że aż tak to się rozrośnie. Ale z czasem, gdy fala i moda na bieganie rosła, to zauważyliśmy, że z tym wielkanocnym biegiem wstrzeliliśmy się idealnie. Ta data, drugi dzień świąt, jest idealną data. Do niedawna nie było innych biegów, aczkolwiek teraz kolejne dwa lub trzy w Polsce są. Na tamten czas, czyli rok 2013, była to inicjatywa jedyna.

Nie można zapominać, że ważny jest ten wydźwięk eucharystyczny, czyli wierni chętnie dali się namówić, żeby odejść od stołów i poświętować w inny sposób, sprawdzając, czy grób jest postu, Aczkolwiek nie zapominajmy, że jest to bieg dla wierzących, ale także wątpiących.

Fajnie, że ludzie poprzyjeżdżają, że się im u nas podoba. To też powoduje, że mamy z roku na rok coraz mocniej musimy się starać i wprowadzać coś nowego, żeby formuła się nie wyczerpywała.

Co też chciałbym podkreślić w kontekście tej sfery duchowej i eucharystycznej. Będzie z nami w tym roku biskup ordynariusz Tadeusz Lityński.

W tym miejscu chciałbym zaznaczyć jeszcze jedno. Gdyby nie pomoc różnych ludzi i instytucji, tego biegu nie daliby się zrobić. Nie chciałbym nikogoż pominąć, po biegu przyjedzie na to czas, żeby wszystkim podziękować. Bez was ta garstka ludzi z komitetu organizacyjnego nie miałaby szans.

W tym roku uczestników czeka prawdziwy hit. Gościem specjalnym tegorocznej edycji będzie Mistrz Świata z 1990 roku w podwójnym Ironmanie, Jerzy Górski. Jak to się stało, że udało się wam go zaprosić?

Wiadomo, że w zeszłym roku o jego historii zrobiło się głośno za pośrednictwem premiery książki „Najlepszy” i jej ekranizacji. Jest to człowiek, który mieszka w Głogowie.

Znają go dobrze Grzegorz Rogula, dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji i Edward Mazurkiewicz, wieloletni pracownik tej instytucji. I to za ich pośrednictwem udało się złapać bliższy kontakt z Jerzym Górskim. To byka ich inicjatywa. Zadzwonili do mnie i zapytali, czy nie chcielibyśmy zaprosić kogoś takiego, jak Górski na bieg. Odpowiedź była oczywista. Dostałem do niego numer telefonu komórkowego i nawiązałem z nim kontakt. Zadeklarował, że chciałby nas odwiedzić, jeśli mu czas pozwoli. Okazało się, że w tym terminie będzie mógł być i w ten oto sposób w poniedziałek wielkanocny zawita w Nowej Soli. Tym samym będzie możliwość zrobienia sobie zdjęcia i zamienienia kilku słów z mistrzem świata w podwójnym Ironmanie.

Jakie w tym roku są inne smaczki, poza wizytą Jerzego Górskiego?

Chcieliśmy, żeby pozostała jakaś pamiątka i myślimy, że tan szal kibicowski w biało-czerwone barwy, w związku ze zbliżającymi się Mistrzostwami Świata, zostanie przez uczestników dobrze przyjęty. I co najważniejsze, że będzie wykorzystywany, kiedy będziemy grać z Senegalem, Japonią i Kolumbią podczas mundialu.

Szalik to był pomysł brata Kazimierza Golca, aktualnego proboszcza parafii pw. św. Antoniego, który nam to podsunął. Nawiązaliśmy kontakt z firmą z Opola i przy pomocy Marleny Ratajczak, która zajęła się zaprojektowaniem tego szala, udało się to dopiąć. Wierzymy, że to będzie fajna pamiątka.

Co ważne, z racji tego, że bieg jest 2. kwietnia, w rocznicę śmierci Jana Pawła II, medal będzie poświęcony jego pamięci. Natomiast koszulki z podobizną Jana Pawła II będą do nabycia w biurze zawodów.

Korzystając z okazji chciałbym serdecznie zaprosić do kibicowania na całej trasie biegu. Mile widziany doping ze strony rodzin uczestników oraz wszystkich nowosolan i nie tylko, którzy nas tego dnia odwiedzą.

Pan w Biegu do Pustego Grobu uczestniczył w kilku różnych rolach.

W pierwszych dwóch latach jechałem jako lekarz, potem dwa lata biegłem i teraz po raz drugi uczestniczę w tym jako organizator. I na koniec powiem tak: najwygodniej jest biec… (śmiech).

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *