Explosion Fight Night w Senftenbergu: Szmajda przegrywa z Baumertem

– To była walka na najwyższym światowym poziomie – ocenia Tomasz Makowski, wielokrotny Mistrz Świata w K-1 i muay thai. Michał Szmajda, jego podopieczny, w sobotę przegrał na punkty z Niemcem Maxem Baumertem. – Zabrakło kropki nad „i”, czyli nokautu. Tam inaczej z gospodarzem się nie wygra, co było widać w innych walkach – mówi Szmajda

Max Baumert to nazwisko w środowisku fighterów znane i szanowane. W przeszłości niemiecki zawodnik walczył z gwiazdami K-1 w swojej kategorii wagowej, ma za sobą kilka występów w Glory, a to mówi samo za siebie. Jednym słowem: kot.

Tyle że kozakiem trzeba nazwać też Michała Szmajdę, który naszej publiczności udowodnił swoją jakość niejednokrotnie na galach Makowski Fighting Championship, ale nie tylko. Fani sportów walki ostrzyli sobie zęby na pojedynek Baumert wersus Szmajda. Nie zawiedli się, oj nie. To była superwalka.

– Pierwszą rundę przegrałem, dałem się trafić i sędzia mnie liczył – wspomina sobotnią walkę na Explosion Fight Night w Senftenbergu Michał Szmajda, zawodnik Maku Gym. – W drugiej rundzie role się odwróciły – to ja miałem go na deskach. W trzeciej – tak uważam – to ja go zdominowałem i powinna być runda dodatkowa, ale niemieccy sędziowie widzieli to inaczej. Zresztą nie pierwszy raz.

Zdaniem Szmajdy po trzech odsłonach był remis: – I według ich przepisów powinna być extrarunda. Zabrakło u mnie kropki nad „i”, czyli nokautu. Tam inaczej z gospodarzem się nie wygra, co było widać w innych walkach. Liczyłem się z tym, kiedy wychodziłem do ringu, że Max Baumert to jeden z trudniejszych rywali w mojej karierze – dodaje podopieczny Mistrza Tomasza Makowskiego.

Cel u Szmajdy pozostaje cały czas ten sam. W lutym na łamach „Tygodnika Krąg” mówił wprost: – Chciałbym zawalczyć we wrześniu o pas MFC, ale będzie to zależeć od mojego przygotowania, zadecyduje trener.

Teraz Michał Szmajda podtrzymuje: – Tak, cel cały czas jest ten sam – pas organizacji MFC.

„Maku” podkreśla, że sobotni pojedynek miał liczne zwroty akcji. – To była walka na najwyższym światowym poziomie. Przeciwnik Michała bił się naprawdę z największymi sławami K-1. Raz liczony był Michał, raz Max. Później Michał zaczął Maxa przełamywać, byliśmy przekonani, że będzie extrarunda, ale sędziowie zdecydowali inaczej. Czego zabrakło Michałowi? Myślę, że niczego. Był w ringu kompletnym zawodnikiem, kondycję miał wzorową, przetrzymał potężne uderzenie, po którym nie jeden by już nie wstał, a po chwili doprowadził do liczenia swojego przeciwnika. Zabrakło trochę szczęścia – mówi Tomasz Makowski.

– Przed wrześniową galą MFC czeka jeszcze Michała Szmajdę jakiś pojedynek?

– Zainteresowanie Michałem podczas gali w Niemczech było duże i padło kilka propozycji. Czekamy na stuprocentowe potwierdzenie. Myślę, że zrobimy do wakacji jeszcze jedną walkę i skoncentrujemy się na MFC 14 – opowiada o planach „Maku”. 

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *