Mazurkiewicz: Widać perspektywę lepszej gry [ROZMOWA]

– Trzeba powiedzieć, że zaczęliśmy dobrze, a źle skończyliśmy. Nie tak jak były premier Miller mówił, że mężczyzn poznaje się po tym, jak kończą, a nie po tym, jak zaczynają – mówi o poprzedniej rundzie Henryk Mazurkiewicz, trener Odry Bytom Odrzański. A jak zapatruje się na piłkarską wiosnę?

Mateusz Pojnar: Zacznijmy od początku. Jakie ma trener spostrzeżenia po rundzie jesiennej, jakie to było pół roku dla Odry?

Henryk Mazurkiewicz: Trzeba powiedzieć, że zaczęliśmy dobrze, a źle skończyliśmy. Nie tak jak były premier Miller mówił, że mężczyzn poznaje się po tym, jak kończą, a nie po tym, jak zaczynają (śmiech). W pierwszych meczach przez kilka kolejek byliśmy bez porażki, w którymś momencie nawet w czubie tabeli. Z czasem jednak było coraz gorzej, a to ze względu na m.in. frekwencję na treningach czy kontuzje, przyszły kartki. W końcówce rundy trudno było sklecić jakiś porządny skład.

Niedosyt był po niepotrzebnych porażkach. Kompromitację zaliczyliśmy z Karninem. Nie wykorzystaliśmy kilku sytuacji, doszedł błąd bramkarza i przegraliśmy 1:0. To trochę nie przystoi.

Tych punktów w Karninie szkoda szczególnie.

To prawda. Dodatkowo po prostu mieliśmy za mało wygranych – cztery zwycięstwa, trzy remisy i osiem porażek. Ten bilans jest nie najlepszy i dlatego w tabeli wylądowaliśmy na trzecim miejscu od końca.

Ale teraz jest taka sytuacja, że według regulaminu jeden zespół spada. Natomiast trzecioligowy Falubaz nie za bardzo zaczął tę rundę, wylądował na przedostatnim miejscu. Nie życzę im tego oczywiście, ale gdyby spadli, to dwa zespoły będą zdegradowane z IV ligi.

W czerwcu może być więc gorąco.

Może być, dlatego trzeba zająć co najmniej te trzecie miejsce od końca.

Jak trener podsumuje okres przygotowawczy? Zawodnicy mówili mi, że były interwały i ciężka praca.

Piłkarze chcieliby mniejszym nakładem sił odnieść jak najlepsze efekty (śmiech). Bez wysiłku pobawić się w piłkę i wygrać mecz, ale tak się nie da. Bez biegania nie ma grania. Jeśli będą biegać na boisku, to nawet ci słabsi technicznie z piłką się spotkają, jak będą w ruchu. Ale jak będzie stójka, to nie będzie efektów i u tych lepszych, nie będą potrafili sprzedać swoich umiejętności. Zespół musi być przygotowany biegowo.

Kogoś trener wyróżniłby za zimę?

Nie chciałbym indywidualnie wyróżniać, ale szczególnie cenię tych starszych, którzy solidnie do tego podchodzą. Są też w kadrze młodzi, mamy nawet dwóch juniorów młodszych. Ale to nie jest ten charakter co u starszych. Ci są bardziej odpowiedzialni, zgłaszają nieobecności na treningach. To nowe pokolenie jest inne, zmieniło się.

Trudno mi jest zrozumieć tę młodzież, bo jeżeli deklarują się, że będą grali, to niech pokażą to też na treningach, wykażą się. Żeby potem walczyć o miejsce w składzie. A później obrażają się, że nie grają…

Trenerze, kto odszedł, a kto wzmocnił Odrę?

W zasadzie za dużo się nie zmieniło. Poodchodzili od nas na początku poprzedniej rundy wartościowi zawodnicy. W trakcie rozgrywek do pracy wyjechał Łukasz Lewandowski, ale wrócił i ostatnio z Przybyszowem wszedł. Jest jednak bez treningu, musi jeszcze mieć dwa-trzy tygodnie, żeby dojść do swojej dyspozycji z jesieni. Po jakimś czasie na dobre dołączy i będzie większa rywalizacja.

To silna kadra, czy brakuje gdzieś jakiegoś mocnego ogniwa?

Wiadomo, że chciałbym mieć co najmniej po dwóch na każdej pozycji. To robi rywalizację.

Cieszy to, że mamy młodzieżowca z Chrobrego, bramkarza, całkiem przyzwoicie ostatnio pobronił (rozmawiamy w środę 28 marca, po meczu z Dębem – dop. red.). Teraz się nie boję, bo jesienią graliśmy cały czas z jednym bramkarzem. Człowiek był cały czas w strachu, żeby nic mu się nie stało. Jakoś to przeżyliśmy, ale w jednym meczu musieliśmy odkurzyć 38-letniego Andrzeja Chyłka. Chcieliśmy go nawet namówić, żeby wznowił treningi, ale stwierdził, że jego czas minął.

Jako klub byliście jeszcze do niedawna na zakręcie, nie za bardzo ktoś chciał się podjąć prezesowania. Jak układa się współpraca z Arkadiuszem Telegą, nowym prezesem?

Trzeba mu oddać szacunek, że się tego podjął, bo rzeczywiście nie było chętnych. Teraz w ogóle w innych klubach często jest podobnie, jest mało działaczy. Przykład Arki: z tego co wiem, Krzysztof Rojek jeden miota się i stara się coś dla klubu załatwić.

Arek u nas jest wszystkim i za wszystko odpowiada. Działa społecznie. I budę naprawia, i ławki rezerwowych przed meczem doprowadził do ładu. Pomaga też mu wiceprezes Pankiewicz.

Jesteście na 14. pozycji w tabeli. Jaka to będzie runda dla Odry? Widmo spadku zagląda na stadion?

Po pierwszym meczu widzę, że są jeszcze perspektywy lepszego grania. Po przerwie zimowej nie było wiadomo, co będziemy grali, ale widzę zaangażowanie, charakter. Mimo że, dwukrotnie musieliśmy z Dębem gonić wynik, to udało nam się i to się ceni. Jeśli będziemy grać troszkę więcej piłką, spokojniej, to myślę, że z meczu na mecz ta perspektywa będzie jeszcze lepsza. Żeby tylko kontuzje i kartki nas omijały, bo jest kilku zawodników zagrożonych pauzą.

Ostatnio nie grał Tomek Wróbel, wartościowy dla nas zawodnik. Już zaczął trenować i niedługo wróci. Ale z drugiej strony Chłopowiec po ostatnim meczu ma problemy z żebrami, w ostatnich minutach dostał nogą w żebra i kto wie, czy nie są pęknięte.

Kadra nie jest za szeroka. Gdyby młodsi mocniej starali się na treningach, to byłoby lepiej. W meczach mistrzowskich gubią się, brak im doświadczenia.

Widać było ducha zespołu w meczu z Dębem. Tak jak trener wspomniał, dwukrotnie musieliście gonić i dwa razy się udawało. Jaka jest atmosfera w szatni?

Raczej podziałów nie ma i zawodnicy tworzą kolektyw.

Trener Kopernicki z Arki na naszych łamach mówił przed derbowym meczem z wami, który ostatecznie został przełożony, że jest spokojny o wygraną. Co trener myśli o potencjale innych naszych drużyn z IV ligi – Arki i Korony?

Technicznie, dlatego że tutaj trenuje się od maleńkości, myślę, że Arka najlepiej się prezentuje. Patrząc na ich wynik w Świebodzinie – przegrali 3:0 – wydawałoby się, że Pogoń łatwo z nimi wygrała. Ale oglądałem ten mecz na Youtube i Arka miała dwie stuprocentowe sytuacje – na początku meczu i zaraz po przerwie, do tego dochodzi problematyczny karny dla Świebodzina na 2:0, który w zasadzie rozstrzygnął. W ostatniej minucie kontra, rykoszet i 3:0. Moim zdaniem jednak Arka lepiej operowała piłką, ładnie otwierała grę, wymieniała sporo podań. Brakuje może z przodu mocnego uderzenia, zresztą widać, ile bramek Arka strzeliła jesienią – 16.

My z kolei dużo strzelamy, ale jeszcze więcej tracimy.

Kożuchów? Mnie się wydaje, że tam są działacze, którzy zawsze są w stanie przyciągnąć konkretnego zawodnika za dobre pieniądze. Mają teraz Długosza, bardzo doświadczonego bramkarza, który z tyłu kieruje całym zespołem. Teraz ściągnęli Żuka, bramkostrzelnego piłkarza, wychowanka Chrobrego. Sądzę, że Korona powinna się utrzymać.

Gracie teraz z Przylepem. Czego można się spodziewać po tym meczu?

Oni będą grali pierwszy mecz ligowy. Może będą przemotywowani, za wszelką cenę będą chcieli wygrać. Taką mam nadzieję.

Z drugiej strony będzie pewnie u nich głód grania i mogą się na nas rzucić, a to zawsze niebezpieczne. Kadrę Przylep ma niesamowitą, zawodników z doświadczeniem trzecioligowym – chociażby Skrzyńskiego czy Zawistowskiego.

Nazwiska mają, ale liczę na to, że nazwiska nie grają, tylko ambicja i przygotowanie. Jak będziemy dobrze się bronić i pomoże nam bramkarz, to punkt wywieziemy.

Jest w Bytomiu myślenie o przyszłości, o kolejnym sezonie?

Jak ten skład się utrzyma i młodzi, a jest kilku naprawdę zdolnych, trochę potrenują, to w przyszłym sezonie swobodnie będziemy grali nie o utrzymanie, ale o środek tabeli.

No i żeby nie zakończył grania nasz stoper i kapitan – Marceli Borowiecki. Marcel to jest dusza zespołu, ambicję ma niesamowitą.

Dołączam się do tego apelu. Dziękuję za rozmowę.

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *