Akademia Piłkarska Dziesiątka. Błaszczak: Znaleźliśmy swoją niszę [ROZMOWA, MNÓSTWO ZDJĘĆ]

– Na zachodzie Europy to jest coraz bardziej popularne, w Polsce jeszcze raczkuje – mówi o nauce języków obcych poprzez piłkę nożną Paweł Błaszczak, szef Akademii Piłkarskiej Dziesiątka. Jego szkółka wprowadza to w życie w Nowej Soli

Mateusz Pojnar: Skąd wziął się pomysł na utworzenie Dziesiątki?

Paweł Błaszczak: Jeszcze podczas mojego pobytu w Niemczech wpadłem na taką myśl. Tam byłem trenerem w SV Eintracht Leipzig-Süd, a potem w SSV Stoetteritz. Po powrocie do Polski dalej chciałem to kontynuować, postanowiłem w całości poświęcić się trenowaniu. Byłem już w takim okresie życia, że wiedziałem, że nie będę grał w Ekstraklasie i chciałem poświęcić się właśnie trenerce. To jest rzecz, która sprawia mi przyjemność. Początek Akademii Piłkarskiej Dziesiątka to marzec 2017.

Inną rzeczą, którą robię z przyjemnością, jest też nauka języków obcych, dlatego postanowiłem połączyć te dwie rzeczy. To jest zupełna nowość, na początku nie byłem do końca przekonany, ale chciałem spróbować i dlatego jest Dziesiątka, w której dodatkowym elementem jest właśnie nauka języka obcego.

I to was wyróżnia na naszym rynku.

Tak, na zachodzie Europy to jest coraz bardziej popularne, w Polsce to jeszcze raczkuje. Wiem, że jest podobna szkółka piłkarska koło Opola – tam skupiają się bardziej na języku niemieckim, bo żyje tam mniejszość niemiecka. Jeżeli chodzi o angielski i województwo lubuskie, myślę, że rzeczywiście to nas odróżnia od innych.

Na początku wyszedłem z ideą, by był to język niemiecki i angielski, ale szybko zorientowałem się, że w przedszkolach i szkołach już odchodzi się od niemieckiego i skupiłem się na tym, by dzieci kontynuowały u nas głównie naukę angielskiego.

A jak wygląda taka nauka w praktyce?

Wiadomo, że dzieci nie przychodzą do nas specjalnie, żeby uczyć się języka obcego, tylko stricte na trening piłki nożnej. Dlatego próbujemy to przemycić w trakcie zajęć. To głównie słownictwo opierające się na piłce nożnej, ale jak mamy jakieś zabawy – w berka itd. – to oczywiście próbujemy uczyć dzieciaki także innych słów.

To jest rzecz dodatkowa, ale tego w przyszłości nikt im nie odbierze, jeżeli poznają język, słówka i będą potrafili się porozumieć za granicą. W dzisiejszych czasach nauka języków obcych jest bardzo ważna.

Ile dzieciaków trenuje w Dziesiątce i jakie to są grupy wiekowe?

W Nowej Soli mamy na ten moment około 60 dzieci. Cztery drużyny: dwie skrzatów, mamy też żaków i orlików. Prócz tego działamy również w mniejszych miejscowościach – w Leśniowie Wielkim, Gronowie, Wilkanowie i w Płotach.

Twój projekt z miesiąca na miesiąc się rozrastał, zatrudniłeś też nowych pracowników.

Na początku trudno było przekonać ludzi do tego pomysłu, bo to nowość. Ale było coraz więcej chętnych i w tym momencie mamy trzech trenerów – jestem ja, Jan Romaszko i Artur Dybizbański. Obaj są studentami Uniwersytetu Zielonogórskiego, są na wychowaniu fizycznym. Myślę, że to bardzo dobrzy trenerzy. Dopiero zaczynają, ale widać, że chcą się kształcić w tym kierunku i praca sprawia im przyjemność. Sami też grają dalej – Janek Romaszko oczywiście w Arce Nowa Sól, Artur do zimy grał w Przylepie, ale wcześniej wszyscy razem graliśmy w Arce, dlatego znamy się doskonale i to do nich skierowałem się z prośbą, kiedy potrzebowałem nowych trenerów.

Jest rzeczywiście zapotrzebowanie na kolejną akademię w Nowej Soli? Złapaliście swoją niszę?

Przed założeniem akademii dużo o tym myślałem, czy rzeczywiście to jest potrzebne na lokalnym rynku. Natomiast podczas mojego pobytu w Niemczech zauważyłem, że trochę za bardzo skupiamy się na tym, ile akademii jest w danym miejscu.

Porównałbym dla przykładu Lipsk i Wrocław – to miasta podobnej wielkości. W Lipsku jest około 100 takich klubów, we Wrocławiu około 20. W Niemczech w każdym rejonie miasta dzieci w przeróżnym wieku grają w piłkę. Dosłownie wszędzie. To nie ma znaczenia, ile jest takich szkółek.

Słyszałem głosy rodziców, że są bardzo zadowoleni.

Z rozmów z nimi wynika, że tak. Myślę, że gdyby nie było zainteresowania, nie byłoby chętnych, to szkółka by się nie rozrastała. To jest namacalny dowód, że dobrze wykonujemy swoją pracę i nie koncentrujemy się na porównaniach, tylko właśnie na naszej pracy.

Uczysz dzieciaków grania w piłkę i języków, a sam uczysz się czegoś od nich? Może cierpliwości?

Na pewno. Z każdą drużyną, z każdym dzieckiem nabieram doświadczenia. Jeżeli miałbym porównać siebie teraz z sobą sprzed – powiedzmy – czterech lat, kiedy rozpoczynałem swoją przygodę jako trener piłki nożnej, to na pewno to doświadczenie jest nieporównywalnie większe.

Z pewnością zyskiwałem nowe umiejętności, pomagały też różnego rodzaju szkolenia czy kursy trenerskie, ale najważniejsza jest praktyka. To, jak obchodzę się z dziećmi, jak prowadzę treningi, to, jak dzieci reagują, bo zawsze patrzę na to, czy im te treningi się podobają, czy sprawiają im frajdę.

Słyszałem też, że macie fajne podejście do młodych piłkarzy. Na czym to polega?

Trzeba balansować luz i solidniejszą pracę. Najbardziej skupiam się na tym, o czym wcześniej powiedziałem, żeby dzieciom to się podobało.

Mam dużo swoich pomysłów. Nieraz zdarzają się też nietrafne – kiedy widzę, że dany element jest dla nich np. za trudny, to próbuję zmieniać, modyfikować go w taki sposób, żeby czerpały jak największą przyjemność, bo w takim wieku najważniejsza jest po prostu radość z grania w piłkę.

Fajnie działacie w mediach społecznościowych. Teraz to nieodzowne.

W dzisiejszych czasach media społecznościowe są kluczowe. Można powiedzieć, że są najważniejsze, bo są co prawda gazety, ale od nich coraz bardziej odchodzi się w internet. Wszystkie artykuły są tak naprawdę na portalach dzień wcześniej, niż są publikowane w wydaniu papierowym.

W praktyce wszyscy mają Facebooka, dzięki niemu dostęp do rodziców jest dużo łatwiejszy.

Jeździcie na jakieś rozgrywki, turnieje?

Od kwietnia zgłosiliśmy drużynę do ligi żaków, wcześniej graliśmy oczywiście różne turnieje – jeśli chodzi o zagranicę, to m.in. w Niemczech we Frankfurcie, w maju pojedziemy najpewniej do Eisenhüttenstadt .

Staram się, żeby dzieci nie grały tylko w Polsce, ale zbierały doświadczenie też za granicą, gdzie jest zupełnie inna kultura gry. Chcę, żeby zobaczyły, jak grają ich rówieśnicy z innych krajów. To im się przyda w późniejszym wieku, kiedy będą już bardziej ukształtowanymi piłkarzami.

Dlaczego warto do was dołączyć?

Kultywujemy dużą różnorodność, jest okazja do wyjazdów za granicę i do nauki języków.

Na pewno to nowa rzecz i zachęcam wszystkich najmłodszych, by spróbowali swoich sił.

Na pewno macie jakieś plany, jeśli idzie o rozwój akademii?

Teraz przede wszystkim skupiamy się na lidze żaków, w czasie wakacji mamy kolejny ciekawy turniej.

W październiku chcielibyśmy zgłosić drużynę do ligi orlików, tak że mam nadzieję, że z roku na rok drużyn w Dziesiątce będzie coraz więcej.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *