Giedziun o pierwiastku sportowym, ludzkim i przyjacielskim [ROZMOWA O SOLANIN CUP, ZDJĘCIA]

– Nie chcę robić zbiorowiska, tylko jakościowy turniej. Nie chcę też, żeby tutaj przyjeżdżali słabi zawodnicy, bo to się może skończyć dla nich niepotrzebną kontuzją, a nie o to chodzi. Mają się szkolić i być potem dobrymi judokami, a nie kalekami – mówi przed kolejną edycją Solanin Cup Dariusz Giedziun, trener UKS Olimp, organizatora turnieju. Odbędzie się 16 i 17 czerwca w Nowej Soli

Mateusz Pojnar: Solanin to od lat wydarzenie kojarzone nie tylko ze świętem kina, ale i chluba nowosolskiego sportu. Jak w ogóle powstał pomysł turnieju i która to edycja?

Dariusz Giedziun: Edycji tak naprawdę nie liczę, bo każdy turniej był zupełnie czymś innym. Gdyby to było takie samo przedsięwzięcie, wtedy edycje można byłoby liczyć. Dla mnie najważniejsza jest każda kolejna odsłona i osoby, które są zapraszane.

Pomysł takiej międzynarodowej imprezy powstał w 2013 po igrzyskach w Londynie. Wcześniejsze nasze turnieje z okazji Święta Solan to były zmagania dla 200-250 judoków na trzech-czterech matach. Tak to przebiegało.

W 2013 Robert Pałka podsunął mi pomysł, żeby zrobić może coś na otwartej przestrzeni. A w Parku Krasnala jest trawa, fajne warunki, z których można skorzystać. Jedna z firm załatwiła duży namiot, bardzo pomógł Malpol. Zrobił się z tego pierwszy międzynarodowy turniej. Wtedy zapraszałem ludzi ze świata na Facebooku. Pojawiła się grupa z Estonii, byli Łotysze czy Słowacy. Na pierwszym turnieju było pięć państw. Zjechało się ok. 350 osób. To już było wyzwanie.

Prócz tego zorganizowaliśmy też koncert, bo tak się złożyło, że jestem wokalistą Ten Rupees. Powstało coś w rodzaju Judo Rock Festiwal, bo grały też inne kapele. Bardzo dużą pomoc okazał dyrektor MOSiR, mogliśmy zamontować sprzęt, nagłośnienie. Był przekaz live. I tak to się potoczyło w 2013.

Z roku na rok to się rozwijało. Mieliście coraz więcej gości.

Wiesz, mówią o tych portalach społecznościowych, że to maszyna do inwigilacji, pozyskiwania danych itd. Ale to zależy od tego, jak się z nich korzysta. Ja robię np. na Facebooku reklamę Solanin Cup albo w ogóle tego, co Pomarańczowi robią z tygodnia na tydzień.

Poprzez portale mamy niesamowity dostęp do bazy sportowców z całej Europy, z całego świata. W różnych miejscach, też w Azji, mamy przyjaciół, z którymi widujemy się na zawodach, trenujemy, jeździmy na campy, turnieje.

Potem oni chcą odwiedzić nas.

A kiedy mieliście rekord frekwencyjny?

Co roku jest rekord (śmiech). W 2017 prawie 600 judoków. Nie chcę robić dużego zbiorowiska osób na siłę, iść na ilość – jakieś 1200-1500 osób. A w niedalekiej przyszłości – tak przypuszczam – mogłoby do tego dojść. Tego nie chcemy.

Paweł Zagrodnik, Aneta Szczepańska, Yarden Gerbi, w tym roku Ori Sasson – jak ty to robisz, że takie nazwiska światowego judo przyjeżdżają na turniej dzieciaków do Nowej Soli?

Najpierw udało się zaprosić Pawła Zagrodnika, który zajął piąte miejsce na igrzyskach w Londynie. Po kontrowersyjnym zresztą werdykcie sędziowskim. Od tamtej pory Paweł jest osobą, która co roku Solanin wspiera swoim nazwiskiem i wiedzą. To zawsze nasz honorowy gość specjalny.

W 2013 była też Aneta Szczepańska, jest naszym dobrym duchem. Teraz też do nas przyjedzie.

Ściągnięcie takich zawodników to nie jest łatwa sprawa. Np. kwestia przyjazdu Tomoo Toriiego w 2016 trwała przez prawie półtora roku. Musieliśmy przełamać barierę językową, po drugie – on musiał znaleźć czas, miał inne zajęcia w Japonii. To persona znana w światowym środowisku judo. Bardzo dobry zawodnik, w tej chwili szkoleniowiec pracujący w Pekinie. Jak on obwieścił, że jedzie do Nowej Soli nauczać, zrobić camp, to odezwały się głosy z innych miast: dlaczego nie do nas, tylko akurat tam?! A on po prostu: zaprosili mnie, to przyjechałem.

Wiadomo, że zawsze problemem jest też bariera finansowa: człowieka trzeba przyjąć, ugościć, załatwić hotel, wcześniej zamówić bilet, dać mu parę złotych, żeby nie było, że przyjechał na wycieczkę.

Yarden Gerbi udało się zaprosić też przez portal społecznościowy. Wysłałem pytanie, odpowiedziała i tak się zaczęło. Tak się złożyło, że ona przyjechała też na taki duży trening do Akademii Judo Poznań. Tam też zamieniliśmy parę słów, dobiliśmy targu.

Co roku ty i twoi kamraci macie setki dzieciaków na głowie. Jak nie zwariować, jak ich wszystkich trzymać w ryzach? Pomagają rodzice?

To bardzo trudne. Jest taki plus, że w judo dyscyplina jest na pierwszym miejscu. Słowo trenera to jest świętość. Szkoleniowcy z różnych państw nie biorą do nas – w cudzysłowie – nieogarniętych dzieci, z którymi mogą być same problemy. Biorą takie, które chcą walczyć, a nie bawić się w judo.

Duża odpowiedzialność spoczywa na poszczególnych trenerach. Tak jak już wspomniałeś, znaczącą robotę robią rodzice, bo bez nich trzeba byłoby zatrudniać dodatkowych ludzi, którzy wiedzieliby, o co chodzi.

U nas wszystko jest też skomputeryzowane i to jest plus. Każdy ma możliwość zobaczyć konkretnie, kiedy będzie walczył. Może wejść w wi-fi turnieju i sprawdzić, za ile mniej więcej walk będzie szła jego kategoria. To pomaga, bo przecież Solanin jest na ośmiu matach.

Sasson to tegoroczna gwiazda waszego turnieju, brązowy medalista igrzysk w Rio.

Napisałem do niego, jak byliśmy w lutym z Olimpem w Izraelu. Zapytałem, czy mógłby poprowadzić seminarium, camp, treningi. Opisałem oczywiście turniej, o co w nim chodzi, że to misja do Igrzysk Olimpijskich 2024 – tak to sobie wymyśliliśmy.

Bo marzy nam się, żeby ktoś z zawodników, którzy startowali na Solaninie, wystąpił wtedy albo kiedy indziej na igrzyskach. No i jak obserwuję Puchary Europy, to fajne wyniki robią judocy, którzy w Nowej Soli rzeczywiście startowali. Dojdą do wieku seniorskiego, powalczą na igrzyskach i przyjadą z powrotem do nas, żeby poprowadzić camp – tak też może być. Mam też nadzieję, że to będzie ktoś z Polski.

Sam Ori był otwarty. Odpowiedział dopiero wtedy, jak już wróciliśmy z Izraela. Ale mówił, że szkoda, że wcześniej nie zobaczył mojej wiadomości, bo spotkałby się z nami chętnie bezpośrednio już w Izraelu. Też była kwestia dogrania terminu, porozumienia z jego menedżerem. Już ma zamówiony bilet i hotel, zorganizowany jest dowóz, spotkania – robimy wszystko, żeby czuł się tutaj jak w domu.

Będą imprezy towarzyszące?

Po turnieju w Rampie mamy przyjęcie dla trenerów i rodziców, taki koncert. Chcemy Oriemu pokazać też naszą kulturę. Przez ostatni czas w relacjach na linii Polska – Izrael jesteśmy jako Polacy trochę inaczej postrzegani, przedstawiani w złym świetle. Ale mamy doświadczenie bezpośrednich spotkań z Izraelczykami i to mija się z prawdą.

Dla dzieci będą imprezy po campach – np. duży grill na przystani kajakowej.

Tegoroczna edycja: gdzie, ilu zawodników, jakie kategorie wiekowe?

Będziemy walczyć w hali przy ul. Botanicznej. To największa sala w mieście, mimo że „Elektryka” jest dwupomieszczeniowa. Mam nadzieję, że nowa hala, która ma powstać, będzie dużo większa. To pomogłoby nie tylko nam.

Chcę zamknąć listę zgłoszeń na liczbie 700. Nie dlatego, że chcę mieć święty spokój, tylko musimy to jakoś logistycznie opanować. Będą kategorie U-8, U-10, U-12, U-14 i U-16.

Wszyscy zagraniczni zawodnicy przyjeżdżają w piątek 15 czerwca, niektórzy polscy dopiero w sobotę z rana, jeśli nie mają daleko. W piątek po treningu wieczornym część osób będzie się już ważyć. A w sobotę od rana według rozpiski – waga i walki. Ci, którzy zakończą zmagania, będą już wolni, będą mogli pójść pozwiedzać Nową Sól.

W niedzielę od 9.00 do 11.00 pierwszy trening z Ori Sassonem i Pawłem Zagrodnikiem, przerwa, a od 14.00 do 16.00 kolejna część tego treningu.

Z jakich krajów przyjadą zawodnicy?

Mam nadzieję, że ze wszystkich, z których byli do tej pory, czyli tak naprawdę większość Europy. Dołącza też Kazachstan, pierwszy raz przyleci Sri Lanka. Zawodnicy z Delhi, stolicy Indii, składają wniosek o wizy, zobaczymy. Po raz pierwszy przyjadą też Szwajcarzy.

I z nimi związane jest pewne novum: szykujesz turniej judo osób niepełnosprawnych.

W Polsce są już organizowane turnieje olimpiad specjalnych w judo, ale międzynarodowego turnieju jeszcze nie było. A teraz będzie – u nas. Szwajcarzy przyjadą z osobami niepełnosprawnymi intelektualnie. Dla takich dzieciaków tego typu turniej to będzie coś niesamowitego!

Co takiego jest w Solaninie, że tak licznie ludzie do was przyjeżdżają?

Wydaje mi się, że atmosfera jest szczególna. Zazwyczaj przyjeżdżają ci, którzy łakną nie tylko pierwiastka sportowego, ale też takiego ludzkiego, przyjacielskiego. I otrzymują to wszystko.

To jest sport, są emocje, walka. Zawsze coś komuś może się nie spodobać. Ale staramy się to wyciszać, eliminować. Zawsze pytam potem trenerów, co możemy ulepszyć. Jeżdżę na różne zawody i też sam podpatruję. Szukam złotego środka.

Potem widzę, że nas też podpatrują i kopiują dobre rozwiązania.

Ważny też jest poziom sportowy Solanin Cup.

Tak, nie chcę robić zbiorowiska, tylko jakościowy turniej. Nie chcę, żeby tutaj przyjeżdżali słabi zawodnicy, bo to się może skończyć dla nich niepotrzebną kontuzją, a nie o to chodzi. Mają się szkolić i być potem dobrymi judokami, a nie kalekami.

Na koniec kilka słów zaproszenia na imprezę.

Chciałbym, żeby wielu przyszło chociaż na chwilę zobaczyć to przedsięwzięcie, bo to nie jest tylko moja praca. Ja jestem tylko pomysłodawcą, jakimś centrum. To praca całego klubu Olimp, zawodników, ich rodziców. Praca MOSiR, urzędów, które dotują to wszystko, sponsorów.

Zapraszam wszystkich. W tak małej Nowej Soli spotkanie z tak wspaniałym judoką, jak Ori Sasson, z tak otwartym człowiekiem, to nie lada gratka.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *