Najpiękniejszy bieg świata. A biegacze? Najwspanialsi! [PÓŁMARATON SOLAN]

Grubo ponad 500 zawodników wybiegło w 35. Półmaratonie Solan im. Romana Terlikowskiego. – Na drugiej pętli któryś z kibiców krzyknął: „Ojciec patrzy na ciebie”. Czy mój udział to hołd? Zawsze tak będzie. Pamięć o tacie u mnie jest i będzie na zawsze – mówi Arkadiusz Terlikowski, syn patrona biegu. Po raz pierwszy od 14 lat wygrał Polak – nowosolanin Adam Draczyński. Adam Marysiak był w open czwarty

Kto kibicował biegaczom w sobotę, ten wie, że łatwo nie mieli. Żar lał się z nieba.

Półmaraton jest jak życie i nie jest to odkrywcza filozofia. Jak podczas biegu w nogach brakuje tlenu, a w płucach tchu i na trasie dosłownie pływasz, mówisz sobie: biegnij mimo wszystko do celu. Jak od życia dostaniesz w pysk i leżysz na deskach, też w duchu myślisz: wstań, otrzep się, idź do przodu. Bo tak trzeba.

Po raz drugi około 540 biegaczy dopingowała grupa kibiców Team Zacisze. – Nie zabrakło plakatów zagrzewających do walki, wesołych ludzi i co najważniejsze – wody dla zawodników – uśmiecha się Maciej Koszela. – Pogoda dała o sobie znać szczególnie na strefie, a najbardziej przy drugim okrążeniu. Było widać po zawodnikach ogromne zmęczenie i potrzebę uzupełnienia płynów i schłodzenia rozgrzanych ciał. Wtedy oczywiście nasz magiczny bęben robił swoją robotę. Praktycznie każdy, kto opadł z sił, po naszym dopingu przechodził do biegu. Już planujemy kolejną strefę kibica i mam nadzieję, że Team Zacisze będzie również dawał biegaczom sporo dawki humoru i motywacji do pokonania swoich słabości na trasie tego pięknego biegu.

Ale najważniejsi byli oni – biegacze. Herosi. Im więc oddajemy głos.

Daria Piasecka: W Półmaratonie Solan biegłam drugi raz. Wychowałam się w tym mieście, mieszkam w nim, bardzo jestem z nim związana. Czuję się biegaczką amatorką, ale mimo wszystko biegaczką. Moja rodzina, bliscy i znajomi wiedzą, że trenuję, na co dzień jestem rozpoznawana przez obcych ludzi. Nie mogłam nie wystartować, w pewnym sensie czułabym, że ich zawiodłam. Ten bieg to historia tego miasta, której chcę być częścią. Jestem zadowolona z osiągniętego wyniku, udało mi się poprawić czas z zeszłego roku o ponad dwie minuty. Nie starczyło na podium w kategorii kobiet z powiatu, więc jest pewien niedosyt, ale dzięki temu również i cel, o którego osiągnięcie można powalczyć w przyszłości. Atmosfera? Tutaj biegnie się ze swoimi, dla swoich i kibicują również swoi. Biegnie się obok człowieka, którego kojarzy się z piekarni, w której kupuje się chleb, wodę podaje mężczyzna, który pracuje na stadionie, klaszcze i kibicuje pani, którą zna się z widzenia, bo codziennie odprowadzam córkę do szkoły. I nagle jest jeden czas i jedno miejsce, które łączy tych wszystkich ludzi. Bieg oceniam na piątkę, zabrakło mi tylko jednej, może dwóch dodatkowych kurtyn wodnych. Najtrudniejszy był dla mnie 19. kilometr, została resztka sił, do tego kolka. Było mi bardzo ciężko, to była ta chwila załamki, ale przy ostatnich kilometrach towarzyszył mi na rowerze mój narzeczony Adrian Miążek. Cały czas dodawał mi otuchy, bardzo mi pomógł. Ogromnym wsparciem byli dla mnie koledzy i koleżanki z NGB, których można było spotkać w różnych miejscach na trasie. Przeczytałam jakiś czas temu, że to nie bieganie kształtuje charakter, ale dopiero go ujawnia. I choć czasami trening przypomina walkę z samym sobą: o utrzymanie tempa, o mobilizację do jeszcze jednego podbiegu, o zachowanie równego oddechu itd., to tak naprawdę ciało, umysł, wola – to wszystko, co musi ze sobą współdziałać – musi być jednym i powinno być podporządkowane wspólnemu celowi. Półmaratończyk to osoba, która wie, czego chce i o to walczy. Jak polecę ten bieg? Spróbuj powalczyć o coś, co dziś wydaje ci się niemożliwe do osiągnięcia. Przesuń granice swoich możliwości.

Dariusz Kawszyn: To był mój pierwszy start w półmaratonie. Od kilku lat miałem zamiar spróbować swoich sił, czy dam radę przebiec taki dystans, aż w końcu razem z kolegami stwierdziliśmy, że nadszedł czas i zdecydowaliśmy się pobiec. Bo jak nie teraz, to nigdy. Jestem zadowolony, że udało mi się go przebiec. Założenia były bardzo ambitne: żeby zmieścić się w czasie poniżej 2 godz., ale niestety to nie takie proste, choć niewiele zabrakło – czas 2:04:54. Gruntem jest to, że udało się przebiec. Wyzwanie podjęte i zrealizowane. Następnym razem jednak to już nie będzie tak duży wysiłek. Co wyjątkowego jest w PS? Trudno powiedzieć, chyba to, że to nasz nowosolski półmaraton. Dużo kibiców na trasie, którzy wspierają zawodników i fajna atmosfera wśród biegaczy. Organizacyjnie bieg przygotowany bardzo dobrze: na trasie, przed i po biegu, było wszystko to, czego potrzebuje biegacz. Najtrudniejszy odcinek dla mnie to ten na strefie, gdzie nie było jak schować się przed słońcem. Miałem mały kryzys już po 6. kilometrze, po 10. złapałem drugi oddech i biegło się lepiej – aż do 16., gdzie dopadł mnie kryzys. Mięśnie nóg odmówiły posłuszeństwa i musiałem na chwilę przejść do marszu, ale szybko się zebrałem i biegłem dalej. Od 18. to już walka z samym sobą i bólem. Od 19. do końca biegł obok mnie syn i motywował: „Tato, dasz radę, już niedaleko”. To dodaje bardzo dużo sił. Dziękuję, Wojtku, jesteś super. Kto jeszcze nie przebiegł, niech spróbuje, naprawdę to wielkie wyzwanie i walka z samym sobą dla każdego amatora biegania. Warto. Kibice bardzo pomogą w osiągnięciu celu.

Gabriela Kardynał: Już drugi raz wzięłam udział w PS. Kocham bieganie i to jest jedyny, najważniejszy powód. A po drugie, biegli również znajomi z pracy, więc w grupie zawsze raźniej, gdyby nagle komuś zabrakło motywacji. Jestem zadowolona z każdego swojego startu, nawet jeśli nie uda mi się zrealizować danego założenia. Warunki były bardzo trudne, ten żar z nieba… Uwielbiam ten bieg, bo jest zawsze świetnie zorganizowany, jest mnóstwo ludzi dopingujących na trasie. To bardzo motywujące. Trasa jest płaska, można powiedzieć, że na życiówkę, gdyby nie ta „dopisująca” nam co roku pogoda. W porównaniu z ubiegłym rokiem, w tym było mniej kurtyn wodnych, co niestety dało się odczuć na dalszych kilometrach. Miałam kryzys na 13. Ale dopingujący znajomi pociągnęli mnie dalej. Myślę, że nie jedna osoba miała kryzys w sobotę, m.in. przez upał. 21 km to niezłe wyzwanie. Tu najważniejsza jest głowa, jak to się mówi: biega się głową, nie nogami. W bieganiu, w ogóle w sporcie liczy się silna wola, bo tylko dzięki temu można przezwyciężyć własne słabości. Na każdych zawodach walczę z samą sobą, ale z tego są same plusy, bo co nas nie zabije, to nas wzmocni. Cechy dobrego półmaratończyka? Silna wola, wytrwałość w dążeniu do celu i przede wszystkim mocna psychika. Zachęcałabym do wzięcia udziału za rok chociażby dlatego, że trasa jest bardzo płaska, do tego mnóstwo kibiców, na brak wody nie można narzekać. Świetna organizacja, zawsze piękne medale i supernagrody. Ja za rok na pewno znów wezmę udział.

Rafał Cicharski: To mój debiut, pierwsza przygoda z takim dystansem. Zdecydowałem się niezobowiązująco po tym, jak brat rzucił do mnie tekstem: „Dawaj, pobiegniemy półmaraton”. Poza tym zacząłem biegać od początku roku i to był trochę mój cel. Co do warunków, wiedziałem, że będzie ciężko, ale nie że aż tak. Żar z nieba, który lał się szczególnie na strefie, zwalał z nóg. Na szczęście kibice z hektolitrami wody ratowali nasze spragnione gardła i rozpalone ciała. Moje założenia? Poniżej 2 godzin i to się udało. Wyjątkowa jest organizacja, zmagania przeróżnych ludzi i motywujący widok lejącego się na asfalt potu zawodników – głównie przez żar z nieba, który co roku daje się we znaki. Brakowało tylko węży strażackich z lejącą się wodą, tak myślę. Najtrudniej było na 7. kilometrze – przy powrocie ze strefy, gdzie słońce zwalało z nóg. Tak samo przy 17. i 18., ale tu już było bliżej końca, więc znalazłem jeszcze resztkę sił. To mój debiut, więc nie mogę za wiele powiedzieć, ale wydaje mi się, że zdecydowanie równe, nieprzesadne tempo, dużo wody i upartość w dotarciu do celu – to klucze. Bieganie to świetny sport, zawodnicy wspierający się nawzajem okrzykami, niezastąpiona strefa kibiców i oczywiście meta. Medal włożony na szyję po takiej trasie to naprawdę coś zadziwiająco motywującego!

Paweł Głowacki: To był mój pierwszy bieg w Półmaratonie Solan i trzeci oficjalny półmaraton. Swoją przygodę z bieganiem zacząłem w zeszłym roku i brałem udział w biegach do 12 km. Od lutego należę do KB WIKON, dzięki któremu poprawiłem swoją kondycję i wyniki, dlatego w tym roku zdecydowałem się na zdobycie Korony Półmaratonów Polskich. I mimo że nowosolski półmaraton nie zalicza się do tej Korony, to jako mieszkaniec Nowej Soli nie mogłem opuścić tej imprezy. Swój start oceniam rewelacyjnie, moje założenia zostały osiągnięte, bo poprawiłem swój rekord życiowy o 2 minuty 57 sekund, mimo że pogoda nie rozpieszczała. Ten bieg jest wyjątkowy ze względu na panującą na trasie atmosferę. Dookoła pełno jest znajomych twarzy, zarówno biegaczy, jak i kibiców. Jeśli chodzi o organizację biegu, niczego nie brakowało. Trasa była przygotowana wyśmienicie i nie było możliwości, żeby gdzieś zboczyć, a punkty odżywcze były tak ulokowane, że mimo upalnego dnia bieg był możliwy do zniesienia. Dla mnie najtrudniejszym etapem, gdzie najbardziej dokuczało słońce, był odcinek na strefie. Na pewno walka ze swoimi słabościami jest jedną z kluczowych cech dobrego półmaratończyka. Jeśli chodzi o pozostałe cechy, to: systematyczność treningów, wytrwałość i dążenie do wyznaczanych przez siebie celów. To niesamowite przeżycie, kiedy podczas biegu wszyscy znajomi, przyjaciele i rodzina kibicują ci na trasie, a wisienką na torcie jest zawieszenie medalu na mecie. Wszystkich zachęcam do wzięcia udziału w przyszłym roku i przeżycia tych emocji.

Andrzej Jach: Chociaż jestem wychowankiem Astry, a to jednak zobowiązuje, biegłem dopiero drugi raz i myślę, że jeszcze pobiegnę na pewno kilka. Lubię biegać sam, ale jednak gdzieś w środku ciągnie do ludzi. Niekoniecznie do rywalizacji. W tak licznym gronie fajnie się biegnie. To frajda, jakich mało. Zawsze podziwiałem Ryśka Biesiadę, Zenka Sznajdera czy Józka Suszyńskiego, jak na bieżni kręcili 50 kółek. Dlaczego nie spróbować? Co jest takiego wyjątkowego w tym biegu? Dla mnie tylko jedno: patron. Zawsze ten bieg kojarzy mi się z nim i widzę Romka i jego czuprynę. Organizacja to jeden wielki plus i to się słyszy od biegaczy przy zupie i kiełbasce. Tam mówi się prawdę o organizatorze. Przygotowania szły dobrze i liczyłem na czas 1 godz. 40-42 min. Jednak los spłatał figla i praktycznie od połowy kwietnia przestałem trenować. Tylko takie sporadyczne, spontaniczne bieganie przez godzinę lub rower. Idąc po pakiet startowy nie myślałem, że pobiegnę w sobotę. Forma gdzieś uszła… Duch biegania też. Jednak w hali spotkałem Zenka Sznajdera i przypomniałem sobie, jak oni te kółeczka kręcili na stadionie „Ogólniaka”. No to co, trampki na nogi i zobaczymy! Do 15. kilometra biegło mi się dobrze, ale po 17. zgasło światło. Serce chce, płuca mogą, tylko nogi „stop”. Pewnie gdybym przeszedł parę metrów, to jakoś dotarłbym na metę. Gdybym pobiegł wolniej, to dobiegłbym. To jednak gdzieś w głowie siedzi: zrobić plan albo polecieć. Myślę, że za rok poprawię się i zrobię te swoje planowane 1:42:00. Dobry półmaratończyk? Duża praca i odrobina talentu. Chęci, żeby ruszyć tyłek z fotela. Przecież nie każdy może być mistrzem świata, ale może poświęcić odrobinę czasu lepszemu samopoczuciu. Dzieci można zachęcić do tego sportu, a stary musi do tego dojrzeć. Takie biegi muszą być w mieście. Ludzie muszą to zobaczyć, a ci, co już biegają, to i tak pojadą w najdalszą dziurę bez namawiania. No i oczywiście bieg musi być dla biegaczy, a nie dla zrobienia kasy przez organizatora. Jednak trzeba promować lokalne biegi – i to raczej te krótsze. Od czegoś trzeba rozpocząć tę przygodę. Ja wyniosłem to ze szkoły.

Marta Kowalewska: Biegam trzeci rok. Udział w PS wzięłam drugi raz. Lubię biegać długie dystanse, dlatego zdecydowałam się na PS, poza tym wstyd byłoby nie wziąć udziału w biegu w mieście, w którym mieszkam. Start? Pozytywny, jest zadowolenie. Założeniem było złamanie 2 godzin. Niestety, nie udało się, plan był zbyt ambitny – zwłaszcza po maratonie w Krakowie. Mam przeciążenie w stawach kolanowych. Mimo to udało się zrobić życiówkę i poprawić czas z tamtego roku o prawie 4 minuty. Jestem ciepłolubna, więc pogoda mi nie przeszkodziła. Dla mnie wyjątkowe jest to, że naprawdę na całej trasie jest wielu kibiców. Atmosfera jest cudowna, zwłaszcza dla rodzin kibiców. Dla dzieci są organizowane także biegi i lokalizacja PS w pobliżu Parku Krasnala – jest co robić, w trakcie kiedy druga połówka poci się na trasie. Organizacja w skali 1-6? Szóstka! Najtrudniej było na kilometrach, które zaczynały się od Ronda Gedii. Nie ma tam ani jednego drzewa, a tym samym cienia. Tak, długie dystanse to wyzwanie. Trzeba mieć poukładane w głowie, mieć plan na pokonanie takiego dystansu. Jednak półmaraton to połowa maratonu i doskonały trening i przygotowanie do królewskiego dystansu. Myślę, że nie trzeba zachęcać nikogo do wzięcia udziału w tym biegu. Ewentualnie coś niepowtarzalnego i nietuzinkowego można dorzucić do pakietu.

Daniel Markowiak: To był mój piąty start. Jak co roku to jeden z najważniejszych startów w moim kalendarzu biegowym. Swój występ oceniam negatywnie, bo zachowałem się jak nowicjusz, choć mam już spore doświadczenie. Bieg zacząłem tempem dużo wyższym, niż zakładałem i to się w połowie dystansu zemściło. Zabrakło siły. Dodatkowo warunki pogodowe były bardzo niekorzystne. To mój najgorszy start ze wszystkich dotychczasowym biegów w półmaratonie. Ale oprócz tego wspaniały doping kibiców na całej długości trasy. Ogólnie trasa bardzo szybka, z dużą ilością punktów nawadniania, które są niezbędne przy takich warunkach. Od wielu lat Półmaraton Solan cieszy się dużym zainteresowaniem i jestem dumny z faktu, że mogę być po raz kolejny jego częścią. W moim przypadku zawsze najgorzej biegnie się na strefie, długa prosta w pełnym słońcu. Kostka brukowa w porcie też nie pomaga. Kryzys dopadł mnie na 15. km. Moim zdaniem dystans półmaratonu nie jest dużym wyzwaniem w sprzyjających warunkach. Ale PS odbywa się zazwyczaj, kiedy pogoda nie jest dobra do biegania (wysoka temperatura), co znacznie podnosi poziom trudności tego dystansu. Dobry półmaratończyk powinien mieć dobrą kondycję i silną psychikę, która pomaga w czasie kryzysu na trasie.

Wioleta Bendowska: Pobiegłam drugi raz. Dużo ludzi pytało mnie, czy biegnę w tym roku, więc to było dla mnie zachętą. Mój start był za szybki do 5. kilometra, miało być wolniej, a potem szybciej – wyszło na odwrót (śmiech). Ale tak to czasem bywa, trasa dla mnie okej. Lubię słońce, ale wiadomo, że jest ciężko. Jestem zadowolona ze swojego biegu. Założenia? Miał być lepszy czas, no ale… Ważne jest też to, że to bieg ku pamięci Romana Terlikowskiego. No i klimat – kibice, nasze miasto, konkurencja z innych miast, to wszystko się składa na to, że jest okej, że coś się dzieje, coraz więcej ludzi chce się spróbować na tej trasie. Półmaraton to walka z samym sobą, jeśli chodzi o mnie, dominującymi cechami jest wytrzymałość i siła. Zachęta? Mogę tylko powiedzieć: one life. Trzeba kilku rzeczy spróbować, dla niektórych niech to będzie 21 km.

Milena Wąsowska: Startowałam w PS drugi raz. Po raz pierwszy biegłam w 33. edycji, wypadała 28 maja, czyli w dzień moich urodzin. W tym roku znów postanowiłam spróbować swoich sił z uwagi na dzień, w którym PS się odbywał – Dzień Matki. Mój bieg chciałabym zadedykować mojej mamie i teściowej. Jasne, że każdy start daje mnóstwo przyjemności. Założenia były tylko takie, żeby udało się dobiec do mety, a to, że zrobiłam to szybciej, niż poprzednim razem, spowodowało, że zadowolenie jest tym większe. Ważne dla mnie jest to, że bieg odbywa się w miejscu mojego zamieszkania, że na trasie mija się wiele znajomych twarzy. Na dużą uwagę zasługują strefy kibica przy Kościuszki i na strefie – to naprawdę supersprawa. Biegło się przyjemnie i czas mijał w świetnej atmosferze. Muzykę i bęben było słychać już ze sporej odległości. Kibice dopisali! Było naprawdę świetnie. Kurtyny wodne dawały dużą ulgę, zwłaszcza ta na gorącej strefie. Punkty wodne były dosłownie co kawałek i nie trzeba było się o nic martwić. Organizacja na plus! Ja stoczyłam największą walkę po pierwszej pętli. Chciałam zejść myśląc, że nie dam rady. Jednak postanowiłam spróbować dobiec, żeby potem nie żałować. Udało się i jestem z siebie dumna. Jeśli chodzi o cechy dobrego maratończyka, to myślę, że to przede wszystkim wytrwałość, ale i wiara we własne możliwości, bo nasze ciało może więcej, niż podpowiada nam umysł. Dowiodła tego również moja przyjaciółka, która w tym roku pobiegła po raz pierwszy i poszło jej świetnie.

Ewelina Święcicka: Biegłam pierwszy raz. Chciałam podjąć wyzwanie. Start był bardzo dobry, sama trasa też, moim założeniem było zmieścić się w 2 godzinach, co mi się udało, jednak pogoda była bardzo ciężka. Atmosfera super, strefy kibiców, świetni ludzie. Organizacja była naprawdę świetna, strefy z wodą bardzo przemyślane. Najtrudniej było mi po 12. kilometrze i na ostatnim. Myślę, że najważniejsze są zaangażowanie i zawzięcie w treningach. Do tego sprawdzenie swoich możliwości, satysfakcja i niesamowite przeżycie.

Tomasz Woźny: To mój drugi półmaraton i drugi w Nowej Soli. To jeden z bardziej odważnych dystansów dla biegacza, więc warto spróbować. Mój start to moja historia, nie kryję rozczarowania. Każdy chciałby więcej i szybciej, cel był inny, ale jak nie teraz, to za rok. Warunki były niesamowicie trudne i za to wielki szacunek dla wszystkich. Wyjątkowy jest charakter biegu i ludzie, którzy zbierają się na ulicach miasta, by dopingować. Organizacyjnie na duży plus, a to przecież niemałe wyzwanie logistyczne. Trudnym etapem była strefa, ale i tam znalazła się grupa wsparcia. 21 km to spora odległość i nie każdy jest w stanie podjąć wyzwanie. Psychika odgrywa ważną rolę. Ograniczenie to tylko nasza wyobraźnia. Dobry półmaratończyk? Powinien przyzwyczaić ciało do bólu, jaki zadaje każdy kilometr. Kto nie spróbuje, może żałować. Tego nie da się opisać.

Arkadiusz Terlikowski: Czy myślałem o tacie? Raz, na drugiej pętli, któryś z kibiców przy „Odlewniaku” krzyknął: „Ojciec patrzy na ciebie”. To było w miejscu przy banerze reklamującym turniej koszykówki jego pamięci. Skoncentrowałem się tylko na złamaniu bariery 1:45 (wyszło 1:44.55) i tylko to zaprzątało moje myśli. Nic więcej. Hołd? Zawsze? Pamięć o tacie jest wciąż i będzie na zawsze. Pobiegłem chyba 15. raz w PS. Wyjątkowość tego biegu? Dla mnie indywidualnie ma zupełną inną wartość od 33. edycji – z wiadomych powodów. Specyfiką jest temperatura. Za szybkie pokonanie pierwszej części dystansu skutkuje ścianą w drugiej części, cierpieniem. Najtrudniejszy moment to zdecydowanie strefa. Tam była pustynia. Bardzo gorąco, nagrzany asfalt dawał popalić. Z tym zachęcaniem jest mały problem – jeżeli wytrenowanym biegaczom miałbym polecić ten bieg, to jak najbardziej zapraszamy do Nowej Soli. Jeżeli amatorom, to zalecam, żeby dwa razy się zastanowili. Trzeba być dobrze przygotowanym. Organizacyjnie daję piątkę z małym minusem – za zbyt duże kolejki do jedzenia (śmiech). Ten bieg ma swoją markę. Dziękuję dyrektorowi MOSiR i pracownikom za organizację i kolejne uczczenie pamięci taty.

Najlepsi w klasyfikacji pow. nowosolskiego

Mężczyźni:

1. Adam Draczyński 1:11:25

2. Adam Marysiak 1:15:35

3. Michał Fedorczak 1:15:53

4. Sebastian Sobczak 1:18:54

5. Bartosz Zawadzki 1:26:56

6. Patryk Borzystowski 1:29:40

7. Paweł Roszyk 1:30:35

8. Jakub Osiadły 1:31:08

9. Mariusz Medejszo 1:31:12

10. Artur Lawrenc 1:32:09

11. Grzegorz Szymalak 1:32:11

12. Tadeusz Kajder 1:32:26

13. Jakub Wawrzykowski 1:33:14

14. Roman Rybacki 1:34:00

15. Mariusz Olejniczak 1:34:27

Kobiety:

1. Anna Pogorzelska 1:34:28

2. Justyna Juchniewicz-Pogorzelska 1:37:55

3. Aleksandra Chróściel 1:46:18

4. Ewa Kajder 1:47:56

5. Justyna Danelkiewicz 1:52:05

6. Aleksandra Talkowska 1:52:25

7. Anna Bednarczuk 1:52:04

8. Agnieszka Bandurowska 1:53:21

9. Ewa Żaczkiewicz 1:54:31

10. Beata Czaplicka 1:55:10

11. Daria Piasecka 1:55:59

12. Elżbieta Witkiewicz 1:58:02

13. Ewelina Święcicka 1:58:28

14. Anna Miechowicz 1:58:21

15. Julia Sobczak 1:59:19.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *