Stał w ringu z Floydem Mayweatherem [ROZMOWA Z CHUDECKIM]

– Ważny jest silny charakter. Trzeba przyzwyczaić się do ciężkiej pracy, dyscypliny. Tutaj nie ma dróg na skróty. Nie ma, że chwilę potrenuję, a potem idę na tańce. W boksie traci się zdrowie. To sport bardzo indywidualny, nikt mi tutaj nie pomoże. Nie mogę liczyć, tak jak piłkarz, na kolegę, który wesprze, zmieni mnie. W ringu jestem ja i mój przeciwnik – mówi o pięściarstwie Michał Chudecki, od niedawna podopieczny Tomasza Makowskiego. W przeszłości sparował z Mayweatherem!

Głównym trenerem boksera Michała Chudeckiego od jakiegoś czasu jest Tomasz Makowski, czempion K-1 i muaythai. Na początku maja pisaliśmy na łamach „Tygodnika Krąg”: – Karierę Chudecki rozpoczął w kraju od walk amatorskich, stoczył ich bardzo dużo, bo około 250. To ogromny bagaż doświadczenia. Wygrywał, pokazywał się z dobrej strony i zaczęła się jego zawodowa kariera i zainteresowanie promotorów. Na parę lat wyjechał do Stanów Zjednoczonych, tam miał walki, treningi i sparingi z najlepszymi na świecie. Sparował m.in. z Floydem Mayweatherem, Jorge Linaresem czy z Garcią. Poznał najwyższy światowy poziom boksu.

Później jego karierę zahamowała groźna kontuzja. Ostatnio wrócił. Zawalczył na Polsat Boxing Night, zremisował według sędziów z Damianem Wrzesińskim, choć środowisko było zaskoczone tą decyzją. Według zdecydowanej większości Chudecki tę walkę wygrał.

***

Mariusz Pojnar: Jak to się stało, że zaczął pan współpracować z „Makiem”? Tomek trenuje inne formuły sportów walki.

Michał Chudecki: Pracujemy już razem od ponad dwóch miesięcy, ta współpraca przebiega naprawdę bardzo dobrze. Tak naprawdę objechałem i obleciałem cały świat, trenowałem z najlepszymi trenerami na świecie i sparowałem z największymi mistrzami boksu. Widziałem wszystko.

Ale u Tomka zauważyłem pełne poświęcenie i zaangażowanie. Trenuje ze mną, sparuje ze mną, poprawia moje błędy, dużo widzi. Nie spodziewałem się tego, bo Tomek przecież pochodzi z tajskiego boksu. I nie wiedziałem, że ta współpraca będzie wyglądała tak dobrze. A jest naprawdę super, pod każdym względem jestem zadowolony. Tomek ma plan na mnie.

Jaki to plan? Gdzie i kiedy będziemy mogli pana zobaczyć w najbliższej przyszłości?

Nie nauczę się teraz jakichś nowych technik, bo ja to wszystko widziałem i przerabiałem, tylko że my codziennie trenując poprawiamy moje błędy. Cały czas likwidujemy te moje stare nawyki, bo wiem, że coś źle robię, ale jeśli trener z boku mnie gdzieś tam pacnie tarczą, to ja już pamiętam. I tak jest codziennie. Systematyczność powoduje, że to wchodzi w nawyk.

Przez lata inni trenerzy pokazywali mi moje mankamenty. Tylko jak masz trenera codziennie, tak jak jest teraz, gdzie powtarzasz pewne trzy-cztery techniki do perfekcji, wtedy jest inaczej.

Czyli ważna we współpracy z Tomkiem jest ta powtarzalność?

Dokładnie. Przed Polsat Boxing Night w Częstochowie trenowaliśmy razem zaledwie miesiąc, ale to już było widać w ringu. Mimo że to mało czasu.

Według sędziów zremisowałem, eksperci bokserscy i ja sam odczuliśmy, że wygrałem kilka rund więcej niż przeciwnik, mimo że mnie w pięściarstwie nie było dwa lata. Czułem trochę rdzy ringowej. Ale zrobiłem w tej walce na tyle dużo, że powinna powędrować na moje konto.

Będzie rewanż?

Chcą to zorganizować. Nie wiem, czy to będzie np. w Poznaniu. Być może. Taki jest sportbiznes, musi się kręcić. Pewnie ten rewanż będzie i chciałbym zamknąć ten temat raz na zawsze.

W tym tygodniu dostanę ostateczne potwierdzenie – 22 września albo 31 sierpnia. Nie chciałbym tej pierwszej daty, bo nie miałbym w narożniku Tomka, bo on sam organizuje swoją galę w Zielonej Górze.

Później w listopadzie kolejna odsłona Polsat Boxing Night, duża gala, tam też na pewno wystąpię. Na razie te dwie walki.

Sparował pan z Floydem Mayweatherem. Kiedy to było, jak do tego doszło? Jak to jest wejść z taką legendą do ringu?

Spędziłem praktycznie sześć lat w Stanach Zjednoczonych. Mieszkałem trzy lata w New Jersey, potem w Nowym Jorku. Będąc tam dostałem telefon od członków obozu Floyda i z dnia na dzień zostałem zaproszony na dziewięciotygodniowy obóz do Las Vegas. To był 2015 rok – przed długo oczekiwaną przez fanów i fanatyków boksu jego walką z Mannym Pacquiao.

Jestem mańkutem, podobnie jak Pacquiao walczę z odwrotnej pozycji. Sprawdzili moje CV i trafiłem do Vegas. To jest mekka boksu, tam na porządku dziennym przewija się plejada gwiazd. Miałem styczność sparowania z najlepszymi, widziałem to od kuchni.

A same sparingi z Mayweatherem?

Sparowaliśmy średnio trzy-cztery razy w tygodniu. Było bardzo dobrze, bo ci, którzy sobie z nim słabo radzili, byli szybko odsyłani do domów. Na końcu zostało tych sparingpartnerów czterech – w tym ja.

Uczyłem się stylu Pacquiao na pamięć, imitowaliśmy jego walkę. Obóz był bardzo zadowolony.

Każdy sparing mocno przeżywałem, cieszyłem się, że mogłem walczyć z takim mistrzem.

To spełnienie marzeń. Jestem pierwszym i ostatnim Polakiem, który był z nim w ringu i mógł mu dać w twarz. Tego nikt mi nie zabierze, bo on poszedł na emeryturę. Mogłem lecieć do niego na sparingi przed ostatnią walką z Conorem McGregorem, ale miałem wtedy operację barku i to mnie wykluczyło.

Udało się go obić parę razy?

Tego w mediach nie mogę mówić (śmiech). Też nie mogliśmy robić zdjęć, mówili „no videos, no pictures”. Ale radziłem sobie świetnie, więc byłem później tam mile widziany. Trzy lata kolejne spędziłem w Las Vegas.

Rok temu wrócił pan do Polski.

Tak, teraz mieszkam w Świdnicy pod Zieloną Górą. Żałuję, że nie można jechać do Nowego Miasteczka do Tomka tak szybko, jak chciałbym, bo cały czas rozbudowują tę drogę (śmiech).

Jeszcze trochę to potrwa. A jak wygląda cykl treningowy w Maku Gym?

Jeśli już konkretnie pod walkę – dwa razy dziennie mamy trening. W tygodniu mamy też dwa-trzy treningi siłowe, żeby się trochę wzmocnić. Codziennie zaczynamy od 10.30, robimy dwie godziny treningu, wracam do domu, później wieczorem ewentualnie siłownia. To tak w skrócie.

Na sam koniec: co jest najistotniejsze w boksie? Jaki powinien być dobry pięściarz?

Charakter. Silny charakter. Trzeba przyzwyczaić się do ciężkiej pracy, dyscypliny. Tutaj nie ma dróg na skróty. Nie ma, że chwilę potrenuję, a potem idę na tańce. W boksie traci się zdrowie. To sport bardzo indywidualny, nikt mi tutaj nie pomoże. Nie mogę liczyć, tak jak piłkarz, na kolegę, który wesprze, zmieni mnie. W ringu jestem ja i mój przeciwnik. No i kręci się sędzia.

Jeśli solidnie nie przepracujesz przygotowań, obozu, to w ringu stracisz zdrowie. Talent można mieć, ale jak nie poprze się tego ciężką i sumienną pracą, to talent to jakieś 30 proc. Reszta to harówa. Ile można w ringu uciekać? Okej, wygrywasz dwie-trzy rundy, a później szwankuje kondycja i robi się ciężko.

I z porażkami też trzeba sobie umieć radzić?

Trzeba je obrócić w ten sposób, że to kolejna lekcja. Nie wolno wbijać sobie do głowy: nie nadaję się do tego. Trzeba wyciągnąć wnioski i iść dalej.

Czego panu życzyć?

Kolejnych dobrych i wygranych walk. Chyba tyle.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *