Kowbel: Nieważny jest cel, ważna jest droga [ROZMOWA]

– Trzeba dążyć do tego, żeby w Koronie pojawiła się pewnego rodzaju stabilność. A nie drżenie co sezon, czy my się utrzymamy, czy nie. I myślę, że poprzedni sezon to był dobry kierunek ku temu – mówi Michał Kowbel, trener Korony Kożuchów

Mateusz Pojnar: Rozmawiamy świeżo po sparingu z Arką. Jaki to był mecz z trenera perspektywy?

Michał Kowbel: Przede wszystkim to była jednostka treningowa, która dla jednego i drugiego zespołu zakończyła się w 60. minucie. Nas zmusiła sytuacja do tego, żeby przyjechać w okrojonym składzie – tak to nazwijmy.

Nie chcę usprawiedliwiać nas np. w ten sposób, że było gorąco, ale na pewno to odczuliśmy. Po przerwie było widać, że zawodnicy są zmęczeni okresem przygotowawczym. Brałem to oczywiście pod uwagę, ale potrzebujemy tych gier kontrolnych.

Nie ma za bardzo u nas możliwości sprawdzania różnych wariantów, bo sytuacja jest, jaka jest. Chodzi mi o liczebność kadry. Reagujemy na bieżąco.

Sporo juniorów widzieliśmy w Koronie.

Z nimi jest trochę taka sprawa, że oni teraz są, a za chwilę może ich nie być. Jest grupa juniorów, która dołączyła do nas wcześniej – zimą. Oni regularnie grali, będą na pewno nadal. Tylko problemem jest to, że to okres wakacyjny, wielu jest na urlopach i mają dużo innych „ciekawszych” zajęć. Dla nas – nie ukrywam – to jest problem, w przeciwieństwie np. do Arki, która ma liczną kadrę po połączeniu. Jeśli chodzi o utrzymanie kadry, na teraz nie jesteśmy klubem, który w tym może rywalizować z Arką.

Akceptuję urlopy, imprezy okolicznościowe – rozumiem to. Tylko czy to pomaga klubowi? To pytanie trzeba sobie postawić. To też pytanie o przyszłość tego klubu, o to, jak chcemy funkcjonować. Bo nie ukrywam – na teraz są powody do zmartwień. Podchodzę do tego w ten sposób, że w problemach widzę szansę. Tę szansę dostrzegłem np. w zimie.

No i zimą trener to fajnie poukładał. Zakończyliście sezon na dziewiątym miejscu, najlepiej z naszych zespołów.

Nie chciałbym sam siebie oceniać. Świat sportu jest zero-jedynkowy – jest wygrany, jest przegrany. Uważam, że swoją pracę zrobiłem dobrze. Nie boję się o swoją drużynę. Tylko chciałbym, żeby równowaga w braniu i dawaniu jednak była. Żeby warunki do pracy były odpowiednie.

Wróćmy jeszcze do poprzedniego sezonu. Mieliście bardzo dobrą rundę wiosenną. Co było kluczem do dobrej gry – przede wszystkim wzmocnienia poczynione zimą?

Warto podkreślić, że ta drużyna nie została wzmocniona praktycznie w ogóle w zimie. Sytuacja troszkę nas zmusiła, żeby postawić na swoich chłopców, bo mieliśmy dużo kadrowych ubytków.

Sporo zawodników odeszło. Ta młodzież, która była w klubie, nie była specjalnie nastawiona na to, żeby grać w pierwszym zespole. Mieli pewne obawy. Moim pierwszym celem było to, żeby ich przekonać, żeby pokazać im, że warto, że to jest jakiś cel, pokazać, że można się dobrze bawić grając w piłkę na amatorskim – bądźmy szczerzy – poziomie.

Chciałem zjednoczyć tę szatnię, żeby drużyna opierała się w większości na naszych chłopakach. Oczywiście pomagały nam w tym wyniki, bo one – to wiadomo – kreują atmosferę. Z biegiem czasu oni do tego wszystkiego się przekonali.

To był ten klucz, bo zawsze byli w naszym klubie zawodnicy, którzy dobrze rokowali, ale zauważyłem, że w pewnym momencie to zniknęło. Pewien potencjał w wielu widzę, ale nie dostrzegam chęci.

Do treningu?

Może nie tyle do treningu, co chęci do zdecydowanego postawienia na piłkę. Rozgrywki trwają 3,5 do 4 miesięcy, później jest dłuższa przerwa i znowu zaczynamy – tej piłki tak naprawdę jest mało. Dlatego trzeba postawić sobie cel, żeby być sumiennym, powiedzieć sobie: przyłożę się do grania.

Tego dzisiejszej młodzieży – ale nie tylko – brakuje.

Trener jest zadowolony z tamtego sezonu?

Zaczynając pracę z chłopakami powiedziałem im jedną ważną rzecz: nieważny jest cel, ale ważna jest droga, jaką będziemy podążać. My wybraliśmy metodę małych kroków w tej drodze. Każdy kolejny mecz był dla nas najważniejszy. Nie skupialiśmy się na miejscu, które chcemy osiągnąć. Otwarcie mówiliśmy: chcemy się utrzymać, wiadomo, że zarząd w jakimkolwiek klubie zawsze będzie miał taki cel. Chociaż dla mnie to jest zawsze cel minimalny. 

Bo jeżeli już – dajmy na to – w połowie sezonu się utrzymamy, to nasza praca się kończy? Trzeba stawiać sobie wyższe cele. Trzeba dążyć do tego, żeby w Koronie pojawiła się pewnego rodzaju stabilność. A nie drżenie co sezon, czy my się utrzymamy, czy nie. I myślę, że poprzedni sezon to był dobry kierunek ku temu.

A jak wygląda okres przygotowawczy Korony przed kolejnym sezonem?

Jesteśmy w treningu drugi tydzień (rozmawiamy w sobotę 28 lipca – red.). Okres budowania formy u mnie trwa cały rok; nie dzielę tego na okres przygotowawczy i nieprzygotowawczy. Idziemy swoim planem. Z każdym tygodniem obciążenia będą coraz większe.

Trenujemy trzy razy w tygodniu, mecz z Arką to był nasz pierwszy sparing. Zaraz gramy drugi – z Bytomiem. No i zaczynamy rozgrywki ligowe.

Trener wspominał, że jeśli chodzi o kadrę, jej liczebność, póki co nie można porównywać Arki i Korony. A Koronę i Odrę Bytom Odrzański?

Szczerze mówiąc nie mam większych informacji o Odrze. Do domu, do województwa lubuskiego wróciłem po 12 latach. Jeszcze nie orientuję się aż tak, żeby coś konkretnie powiedzieć. Więcej na pewno powie prezes, ja skupiam się na drużynie.

Jaki to może być sezon dla Korony?

Chcielibyśmy na pewno zrobić krok do przodu – zarówno jeśli chodzi o naszą piłkę, jak i organizację klubu. To bardzo trudne pytanie. Mamy jeszcze pewne problemy do rozwiązania. Zawsze w Kożuchowie mówi się: chcemy, żeby drużyna się utrzymała. Od kiedy pamiętam. Ja z kolei, kiedy tutaj przychodziłem, chciałem, żeby była jakaś stabilizacja i żebyśmy mogli myśleć o czymś więcej. Żeby nie było minimalistycznego podejścia do tematu: utrzymanie i koniec. Takie podejście mi się bardzo nie podoba. W ubiegłym sezonie było widać, że w ostatnich meczach niektóre drużyny były już na urlopach. Teoretycznie grały o nic. Uważam, że to zabija ducha sportu, że to przede wszystkim porażka trenerów. Nie motywują swoich zawodników do tego, żeby w każdym meczu robili to, co powinni.

Mówi pan o „kroku do przodu w kwestii organizacji klubu”. Co to znaczy?

Chodzi o usprawnienie jego funkcjonowania – np. kontaktu między mną, szatnią a zarządem. Wprowadziliśmy już takie zmiany, żeby po prostu łatwiej było nam pracować.

Mamy teraz na stadionie remont, potrzebujemy sprawnej komunikacji, żeby wszystko należycie funkcjonowało.

Czego życzyć zespołowi i trenerowi?

Trzymać kciuki. Warto jest kibicować Koronie, my mamy swoich kibiców. Mamy ludzi, dla których chcemy grać. Ale przede wszystkim chcemy czerpać radość z tego, co robimy. Przychodzić na treningi z uśmiechami. Chcemy, żeby mecz był dla nas nagrodą. Nic tak nie buduje atmosfery, jak mecze wygrane, kiedy można się cieszyć.

Warto, jak ludzie stawiają sobie w życiu cele i do nich dążą. Chciałbym, żeby to był silny klub. W dalszej lub w nie tak dalekiej przyszłości potrzebujemy jakiegoś sukcesu, chociażby drobnego. Żeby w Koronie pojawiła się iskierka nadziei i żeby inni zobaczyli, że ta Korona fajnie gra.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *