Nasza nadzieja olimpijska? [ROZMOWA]

Mateusz Michalak, Mistrz Polski w beach volleya juniorów, trafił do szkółki w Spale po Turnieju Nadziei Olimpijskich. Coraz lepiej sobie radzi. – Po prostu chciałbym, żeby sport przynosił mi najwięcej – najlepsze zyski i przyjemność, że robię to, co kocham – mówi Michalak

Mateusz Michalak z Astry Nowa Sól i Miłosz Kruk zdobyli niedawno Mistrzostwo Polski w siatkówce plażowej juniorów. Pisaliśmy o tym w poprzednim numerze „Tygodnika Krąg”.

Zgodnie z obietnicą publikujemy teraz wywiad ze świeżo upieczonym mistrzem.

***

Mateusz Pojnar: Jak w ogóle rozpoczęła się twoja przygoda z siatkówką?

Mateusz Michalak: Zaczęła się mniej więcej pięć lat temu, kiedy trener Andrzej Krzyśko przed moim wyborem gimnazjum zaproponował mi właśnie Gimnazjum nr 3 w Nowej Soli z kierunkiem sportowym – siatkówką. Wtedy rozpocząłem siatkarskie treningi.

Trener Szwec opowiadał mi, że zawsze imponowała mu twoja praca. To głównie niej zawdzięczasz Mistrzostwo Polski? Talent to rzecz drugorzędna?

Tak, to prawda, że zawsze pracowałem ciężko, żeby polepszyć swoje umiejętności i dorównać chłopakom z klubu, którzy trenowali siatkówkę już wcześniej. To właśnie swojej pracy zawdzięczam wszystko. Wiadomo, że czasami są dni, w których nic się nie chce przez zmęczenie, ale w takich dniach też próbowałem dawać z siebie wszystko i to mistrzostwo na pewno zdobyłem przez ciężką dwuletnią pracę w szkole i tę wcześniejszą – jeszcze w Astrze.

Myślę, że talent w moim przypadku miał mało udziału w tym wszystkim. Wydaje mi się, że przez swoją pracę wszystko osiągnąłem. Nigdy u mnie nie było łatwo, żeby to zobrazować: chociażby w kwestii mojego wyskoku – musiałem go długo poprawiać i dalej dążę do tego, żeby było lepiej.

Po zwycięstwie w turnieju o Mistrzostwo Polski dostałeś pewnie sporo gratulacji? Jak zareagowali na twój sukces bliscy, znajomi?

To prawda, od każdego gratulacji było sporo – szczególnie od rodziny, która mnie wspiera i dopinguje, kiedy tylko może, za co im zresztą bardzo dziękuję. No i oczywiście od bliskich znajomych, z którymi na co dzień trenuję, jak i również od chłopaków z Nowej Soli, którym też dziękuję, bo wiem, że mogę na nich polegać.

Jeśli chodzi o reakcje, były bardzo miłe – każdy gratulował, niektórzy dziękowali, wszyscy byli zadowoleni.

Jak to się potoczyło, że trafiłeś do Spały?

Poprzez Turniej Nadziei Olimpijskich w Mysłowicach, gdzie pojechałem reprezentując kadrę naszego województwa. Wybrał mnie wtedy trener Szwec.

Pojechaliśmy tam i na testach sprawnościowych – tak mi się wydaje – poszło mi dość dobrze, a najlepiej w rzucie ciężką piłką. Wtedy chyba rzuciłem najdalej z uczestników całego turnieju (śmiech).

Po tych wszystkich testach podszedł do mnie trener kadry młodzieżowej, wtedy zaproponował mi przyjście do szkoły i wytłumaczył mniej więcej, jak to wszystko tam wygląda i będzie wyglądać. I kiedy wróciłem do domu, opowiedziałem o tym rodzicom, że dostałem taką szansę. Oczywiście po wcześniejszej rozmowie z trenerem Szwecem i rozmowie z rodzicami postanowiliśmy, że warto spróbować i pojechałem na pierwsze zgrupowanie. A dalej to już samo poszło i po zakończeniu gimnazjum, z końcem wakacji, znalazłem się w Spale.

Jak wygląda życie w takiej szkółce – normalny, przeciętny dzień?

Nie wygląda normalnie – oczywiście nie w dosłownym sensie tego słowa (śmiech). Na pewno dzień w naszej szkole nie wygląda tak, jak w innych, bo mamy o wiele mniej czasu dla siebie.

Zazwyczaj wygląda to tak, że dzień zaczynamy śniadaniem, później mamy zajęcia lekcjyjne – różnie to wygląda, jeśli chodzi o ilość – a potem wybija godzina 12.00 i zaczynamy pierwszy trening – najczęściej na piasku z piłkami. Tam trenujemy się w siatkówce, doskonalimy swoją grę. Po treningu czas na obiad, żeby mieć energię na dalszy ciąg dnia. Po obiedzie wracamy do szkoły, gdzie czasami siedzimy do godziny 17.00-18.00. Praktycznie na koniec dnia czeka na nas drugi trening.

Poniedziałek, środa i piątek to dodatkowo siłownia lub treningi motoryczne, natomiast we wtorek jest basen, a w czwartek treningi kondycyjne, czyli bieganie albo czasami rozciąganie; mamy treningi poprawiające nasze umiejętności nie tylko w siatkówce plażowej.

Dzień kończymy kolacją i kilkoma godzinami dla siebie, podczas których próbujemy odpocząć i poświęcić czas na naukę lub jakiś czynny odpoczynek – czy to gramy w bilarda, czy to w jakieś gry na konsoli. Nieraz słuchamy muzyki. Tak mniej więcej wygląda jeden dzień w Spale.

Patrząc już z perspektywy praktycznie dwóch tygodni od zdobycia Mistrzostwa – to dla ciebie taki fajny kop do dalszej pracy, potwierdzenie, że warto brnąć w tę plażówkę?

Na pewno. To dodaje takiej mocy, że jak już udało się coś osiągnąć, to teraz nie wolno tego zaprzepaścić, tylko trzeba dalej starać się stawać lepszym zawodnikiem. Po to, żeby za rok najlepiej to powtórzyć i próbować osiągnąć też coś w seniorskiej siatkówce plażowej.

Nie mogę spoczywać na laurach i muszę dalej dawać z siebie sto procent i próbować osiągać jak najlepsze wyniki.

Dlaczego preferujesz beach volleya, a nie halówkę? W Astrze nieraz grywasz w hali w grupach młodzieżowych.

Może to nie jest tak, że preferuję siatkówkę plażową, tyko kiedy zostałem powołany do szkoły, bardziej moja uwaga jest skupiona na niej, bo co dzień plażówkę trenuję. Hala może być zawsze taką odskocznią od tego wszystkiego.

Te dwie odmiany siatkówki z pewnością bardzo się różnią. W beach volleyu musisz polegać najbardziej na sobie, musisz być lepiej przygotowany kondycyjnie i przykładać więcej uwagi do innych spraw niż w siatkówce halowej.

W hali można dokonać zmian, których nie można robić na plaży; w hali jest więcej zawodników, z których trener może wybierać, a w plażówce – kiedy wystawi dwójkę – nie może nic zmienić. Różni się także przygotowanie fizyczne. Tutaj podam przykład Miłosza, mojego partnera w plażówce: kiedy on przeszedł do nas z klasy halowej i zaczął trenować tak, jak my, nie było mu łatwo, ale później udało mu się dostosować do naszego środowiska. W plażówce musisz umieć dogadać się z partnerem i mieć wyczucie, kiedy jest twój błąd, a kiedy jego.

ŻEBY PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *