Nawet nie zauważyłem, kiedy wsiąkłem w Astrę [ROZMOWA]

Na pierwszy mecz Koliberków Marcin Walasek przyszedł na początku roku. Od tamtej pory został aktywnym członkiem grupy sponsorów, uszył maskotkę Koliberka, zrobił gadżety i stał się kibicem. W rozmowie z nami zdradza, jak do tego doszło

Monika Owczarek: Pamięta pan moment, w którym zaangażował się w siatkówkę?

Marcin Walasek: Wydaje mi się, że to było bardzo dawno temu, ale uświadomiłem sobie, że przecież w tym roku. Na pierwszy mecz przyszedłem chyba w styczniu. Namówił mnie wiceprezydent Jacek Milewski. Właściwie to dużo nie namawiał, poprosił, żebym wpadł na mecz.

Nie pamiętam, z kim grali, ale zapamiętałem fantastyczną atmosferę. Ludzie byli bardzo rozemocjonowani. Wszyscy dookoła uśmiechnięci. Zabrałem ze sobą rodzinę, im też się spodobało. Później dołączyli do nas znajomi i pracownicy Malpolu. Na kolejne mecze chodziliśmy już regularnie, jeździliśmy nawet na wyjazdowe (śmiech).

Uprawia pan jakiś sport?

Tak, wędkuję (śmiech). Zimą jeżdżę na nartach. Przecież widać po mnie, że nie mam figury sportowca, na siatkarza jestem za niski (śmiech).

Tak wyszło, ze zaangażowałem się w siatkówkę. Wcześniej oglądałem mecze siatkarzy tylko w telewizji. Nie spodziewałem się, że na żywo na drugoligowym meczu mogą być takie emocje. Za każdym razem jestem świadkiem prawdziwego widowiska. Nie spodziewałem się, że nowosolanie potrafią się tak fajnie bawić na meczach.

Szybko trafiła do mnie rozłożona na kilka lat ścieżka rozwoju drużyny, którą mocno propaguje wiceprezydent Milewski. Patrząc na serce, które w to wkłada, nie wolno stać z boku. Nowa Sól zasługuje na sport na wysokim poziomie. Dlatego zaangażowałem się w tworzenie lokalnej grupy sponsorów, której oczywiście jestem częścią.

A na jakim etapie jest tworzenie mocnej grupy sponsorów siatkarskiej Astry?

Od początku roku bardzo wiele się wydarzyło, aż trudno w to uwierzyć. Dołączają kolejne firmy zainteresowane sponsorowaniem drużyny. Dużo łatwiej się rozmawia z przedsiębiorcami. Astra staje się rozpoznawalną marką. Jestem bardzo zainteresowany rozwojem klubu. Zresztą nie zabieram się nigdy za rzeczy, które nie mają perspektywy.

Dodatkowo bardzo mi się to spodobało. Uważam, ze szkoda czasu na tematy, do których nie ma się serca, których się nie lubi. Na Astrę nie szkoda czasu, bo to bardzo ciekawy, ekscytujący projekt. W dodatku bardzo lubiany przez mieszkańców. Wspierania klubu nie można jednak łączyć z własnym interesem. Motorem działania musi być nasz lokalny, nowosolski patriotyzm. Siatkówka, która jest elementem widocznym w Nowej Soli, powinna być mocno wspierana przez lokalny biznes. Zapewniam, że daje to wewnętrzne poczucie samorealizacji, a to pozytywny aspekt działalności biznesowej. Gorąco zachęcam innych nowosolskich (i nie tylko) przedsiębiorców do dołączenia do naszej grupy.

Na czym polega pana wspieranie klubu?

Budujemy strefę marketingu. Zależy mi, żeby stworzyć gadżetomanię na punkcie Koliberków. 22 września podczas prezentacji drużyny i pierwszego meczu sparingowego będzie można zobaczyć wielką maskotkę Koliberka, będzie chodziła po sali. Do tego przygotowaliśmy klubowe szaliki, koszulki dla kibiców, przybory do kibicowania i szkolne z logotypem Astry. Ruszy sklepik z klubowymi gadżetami. Stale organizowane są kolejne spotkania sponsorów z szefostwem klubu, podczas których dopracowujemy szczegóły dalszego rozwoju Astry. Wtedy pojawia się mnóstwo pomysłów.

Nowy sezon zapowiada się bardzo obiecująco. Skład drużyny jest świetny. Moje dzieci dopytują, kiedy zaczniemy znów chodzić na mecze. Nie mogą się doczekać. Ja też.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *