Stefanów wrócił do Anglii. Głód snookera wrócił na dobre

– Brakowało mi ogrania z dobrymi zawodnikami – mówi wprost Adam Stefanów, snookerzysta z Kożuchowa. Wrócił więc do kraju, który snookerem stoi. W ostatnim czasie grał kilka ważnych meczów. Na nowo czuje głód snookera!

– Widziałem ostatnio, że w grze turniejowej totalnie brakuje mi pewności siebie i nawet takiej selekcji strzałów, która powinna być automatyczna. Stwierdziłem, że powrót jest nieunikniony, żeby grać z najlepszymi snookerzystami po kilka sparingów dziennie i ponownie przyzwyczajać się do najwyższego poziomu. To był główny powód – chęć ogrywania się z najlepszymi. I już po pierwszych dwóch turniejach po powrocie widzę, że jest dużo lepiej – m.in. zrobiłem najwyższego profesjonalnego brejka jak do tej pory. Do tego sama gra jest lepsza, no i trzeba wspomnieć o pierwszej zawodowej wygranej w tym sezonie – podkreśla Adam Stefanów, chluba polskiego snookera.

Ale po kolei. Ostatnio Stefanów grał choćby z Jimmym Robertsonem. Początek tego meczu określa jako „totalny falstart”. – Nie zagrałem może jakoś fatalnie, miałem swoje szanse, ale trudno było mi wystartować w tym meczu, a przeciwnik karał mnie praktycznie za każdy błąd. Przegrywałem 0:3, jakimś cudem wygrałem partię na 3:1 i po przerwie zagrałem bardzo dobrze. Popełniłem jeden błąd na 4:5, prosty błąd, po którym on wyczyścił i wygrał na ostatniej bili. Po przerwie trzymałem go krótko, bo nie wbił nic przez 15 minut. To tylko pokazało mi, że potrafię rozegrać kilka perfekcyjnych partii i teraz do tego dążę – zaznacza Stefanów.

Później przyszedł mecz z Jamiem Clarkiem. Jeden z najlepszych w karierze polskiego snookerzysty! – Całe spotkanie rozegrałem na pięć-sześć podejść – wspomina kożuchowianin. Końcowy wynik? 4:1 dla naszego człowieka! Adam zagrał doskonałe spotkanie, które dało nową nadzieję na przyszłość – dla niego i dla jego kibiców.

Miał też ostatnio przyjemność spotkać się z Johnem Higginsem, swoim idolem od czasów dzieciństwa. Higgins to wielokrotny Mistrz Świata. – Pytał, jak się czuję, sugerował, że ten pierwszy rok na tym poziomie jest zawsze najtrudniejszy dla większości zawodników, również dla niego w przeszłości – sprzęt jest troszkę inny, tak samo sukno, to trzeba wyczuć. Mówił, żebym ciężko trenował i ogrywał się. Sam podkreślał, że przeprowadzka do Anglii to świetny krok, bo tutaj będę grał z zawodnikami z Main Touru. Dał mi parę cennych wskazówek, które wziąłem do siebie: trzeba iść do przodu i nie poddawać się – mówi kożuchowianin.

Do końca roku Adam Stefanów rozegra jeszcze cztery turnieje – Northern Ireland Open w Belfaście, potem UK Championship, jedna z największych imprez w sezonie, Scottish Open i kwalifikacje German Masters.

– Wrócił do ciebie głód snookera?

– Zdecydowanie wrócił, bo kiedy robię parę wygrywających podejść, to czerpię z tego przyjemność. Był wcześniej trudniejszy okres, w którym grać się nie chciało, bo gra się nie układała, ale to trzeba było po prostu przejść – jak w życiu. Udało mi się i wyciągnąłem z tego wnioski.

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media