Pas MFC jedzie do Austrii [RELACJA]

Łącznie zobaczyliśmy 11 fascynujących pojedynków, w których nie zabrakło nokautów. Gala MFC 15 była rewelacyjna. Pas Międzynarodowej Mistrzyni PZKB zdobyła Emilia Czerwińska. W walce wieczoru Sławomir Przypis przegrał po pięciorundowej wojnie z Karimem Mabroukiem. Austriak został nowym mistrzem organizacji Tomasza Makowskiego

Przedsmak tego, co czekało nas w karcie głównej 15. odsłony Makowski Fighting Championship (po raz 10. gala odbyła się w Nowej Soli), zobaczyliśmy w karcie wstępnej. Szansę zaprezentowania swoich umiejętności przed własną publicznością miało trzech reprezentantów Maku Gym – Jakub Kiesiak, Adrian Tomala i Michał Gołębiowski.

Rywalem Kiesiaka w jego debiucie w MFC był Dionizy Warszczuk z Zielonej Góry. – Czuję się dobrze przygotowany. Wszystko jest tak, jak powinno być. Przede mną na pewno wymagający pojedynek, ale jak trener Makowski powiedział, że damy radę, to tak musi być (uśmiech). Dam z siebie wszystko i zobaczymy, jak to będzie. Mam nadzieję, że to ja wygram. Walka przed własną publicznością to zupełnie coś innego, moi rodzice też będą na gali – mówił Jakub Kiesiak tuż przed piątkowym ważeniem.

Warszczuk był dla niego trudnym, nieprzyjemnym rywalem. Już w pierwszej rundzie zawodnik z Nowego Miasteczka był liczony, ale szybko wstał po ciosie. Kiesiak pokazał hart ducha w tej walce, tego wieczoru był jednak od rywala słabszy. Przegrał przez jednogłośną decyzję sędziowską.

W drugim pojedynku 15-letni Adrian Tomala bił się z Łukaszem Majchrzakiem z Łodzi. Tomala znowu pokazał się z jak najlepszej strony. Już w pierwszej rundzie jego rywal dwukrotnie zapoznał się z deskami. Było widać w jego poczynaniach ogień, ma gość smykałkę do tego sportu. Po raz trzeci i ostatni Majchrzaka policzył sędzia w drugiej rundzie i to był koniec tego pojedynku. „Maku” może być zadowolony z występu swojego zawodnika.

Kolejny raz w ringu MFC zameldował się Michał Gołębiowski, kolejny duży talent z Maku Gym. Przed własną publiką chciał odnieść trzecią wygraną w organizacji. Przed galą mówił: – Mam przeciwnika z Wrocławia, jego poziom sportowy jest wysoki. Mówi o tym też oczywiście sam fakt, że wystąpi na tak prestiżowej gali. Będzie dobra walka, bardzo chcę ją wygrać i zrobię wszystko, by tak się stało.

I zrobił wszystko.

W pierwszej rundzie musiał poradzić sobie z presją, jaką wywierał na nim rywal. Miałem obawy o jego kondycję, bo walczył niedawno – dwa tygodnie temu. W pierwszym starciu wyglądał trochę, jakby go przytkało. Ale on w tej wale się rozkręcał. W drugiej rundzie był coraz lepszy, na koniec zaakcentował ją kopnięciem na korpus, którym zabrał oddech Jakubowi Żuchowskiemu. A trzecia runda? Popis Gołębiowskiego – dobry boks, wchodziły też efektowne wysokie kopnięcia. W efekcie młody gniewny zwyciężył jednogłośnie w tej walce.

Pierwsza krew

Po raz drugi na zawodowym ringu walczył Przemysław Kacieja z SKF Boksing Zielona Góra, sześciokrotny Mistrz Polski. Mierzył się z Dominikiem Antlem. Kacieja wykazał się mądrością w ringu i poza nim – do swojego narożnika zaprosił Mistrza Makowskiego i to był dobry ruch. „Kaciej” dał superwalkę, w pierwszej rundzie najbardziej w pamięć zapisała się akcja: kombinacja bokserska zakończona high kickiem. Kacieja często trafiał Antla lewym prostym, wycofywał się, był niby na wstecznym, a nagle przechodził do ofensywy. Stopował rywala front kickami, jeden z nich wszedł na twarz. Przez trzy rundy miażdżył Antla i wygrał jednogłośnie.

Kacper Frątczak w swoją walkę z Pavlem Šachem wszedł mocno agresywnie, wywierał presję, prowokował Czecha do bójki. Ale nie była to dla niego łatwa walka, bo zawodnik z Pragi postawił poprzeczkę wysoko. W trzeciej rundzie na głowie Šacha pojawiło się rozcięcie, a w ringu pokazała się pierwsza krew. Sędziowie byli jednomyślni – zielonogórzanin wygrał na punkty.

Kolejny fighter z Zielonej Góry do ringu wszedł tuż po Frątczaku – mowa o Marcinie Bodnarze. Stanął oko w oko z Ivanem Bartkiem. Styl Bartka był dla niego niewygodny, na początku Bodnar nie mógł znaleźć na niego sposobu, nie wiedział, jak go napocząć. W drugiej rundzie było lepiej, Ivan Bartek był liczony po jednym z ciosów. Bez wątpienia najbardziej efektowną akcję na MFC 15 zobaczyliśmy w trzeciej rundzie: Bodnar wyprowadził kopnięcie z przewrotem w przód, trafił rywala w nos, a że wcześniej już go naruszył, polała się krew. Arbitrzy po trzech rundach dali tę walkę jednogłośnie Marcinowi Bodnarowi.

Muszyński coraz lepszy

Kacper Muszyński, bytomianin z Armii Polkowice, walczył w MFC trzeci raz. Wymieniał ciosy i kopnięcia z Vahitem Ipkiem. – Oglądaliśmy pojedynki Ipka, szczególnie ten ostatni. On dużo powiedział nam, jakiej dyspozycji przeciwnika możemy się spodziewać. Jest doświadczony, poobijał się na fajnych galach. Skonfrontujemy się jutro, nie mogę się doczekać – mówił przed ważeniem Muszyński. Duma Bytomia Odrzańskiego kolejny raz pokazała klasę. Od początku Kacper zdominował Ipka, dawał mu lekcję K-1. W drugiej rundzie było dużo walki w półdystansie, Muszyński cały czas szedł do przodu i pokazywał cały arsenał kickboxerskich technik. Vahit był bezradny, zapamięta nazwisko Kacpra Muszyńskiego na długo. Zawodnik polkowickiej Armii wygrał 3:0 w rundach!

Po nim do ringu weszli Maciej Zembik i Hubert Dylewski. „Zembol”, Mistrz MFC w muay thai, po raz pierwszy w organizacji „Maka” stoczył pojedynek na zasadach K-1. Poradził sobie rewelacyjnie, wyglądał nawet lepiej niż w walce mistrzowskiej z września. Zembik znokautował Dylewskiego w drugiej rundzie.

Walki o pas

Emilia Czerwińska miała szansę zdobyć pas Międzynarodowej Mistrzyni PZKB w konfrontacji z Kamilą Eliášovą z Pragi. Umiejętnie, w swoim stylu stopowała przez trzy rundy zapędy rywalki kopnięciami frontalnymi. To starcie było bardzo, bardzo wyrównane, panie nie szczędziły sobie wymian. Sędziowie orzekli, że lepsza była zielonogórzanka, choć Eliášova kręciła nosem po tej decyzji, kompletnie się z nią nie zgadzała…

Tym samym Czerwińska z Nowej Soli wyjechała z pasem PZKB!

Później przyszedł czas na walkę ulubieńca publiczności Michała Szmajdy. We wrześniu Szmajda został Mistrzem MFC, ale w tej walce pas nie był położony na szali. Michał od pierwszego gongu był nieswój, szybko został trafiony dewastującym kopnięciem. Hamid Rezaiee z Berlina zasypywał go gradem ciosów, świstały też kolana. To wszystko odłożyło się na zdrowiu zawodnika Maku Gym, w końcu napór Niemca zakończył się nokautem. Po przegranej Michała w hali nastała cisza. Pamiętajmy o jednym: porażki są czymś normalnym w sporcie i trzymajmy kciuki za szybki i zwycięski powrót Michała. Wrócisz silniejszy, mistrzu!

Pas w kategorii 83 kg był stawką walki wieczoru Sławomir Przypis – Karim Mabrouk. Po tej bitce duży szacunek należy oddać zawodnikowi Żytkiewicz Team. Polakowi już pod koniec drugiej rundy zaczęło brakować sił, zbierał liczne, silne ciosy od Mabrouka, ale cały czas stał na nogach, cały czas próbował odmienić oblicze tego pojedynku. Pokazał niesamowitą wolę walki i odporność na ciosy. Karim był zdecydowanie lepszy, to on lepiej wytrzymał trudy pojedynku i wyprowadzał dużo więcej ciosów i kopnięć. Obaj dali pięciorundowe show, za które czapki z głów! Decyzja sędziowska nie mogła być inna – Karim Mabrouk został nowym Mistrzem MFC.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *