Koszela halowym wicemistrzem Polski i w sprincie

– Te zawody były wyjątkowe, bo za miesiąc w tym samym miejscu odbędą się Halowe Mistrzostwa Świata Masters więc to był świetny sprawdzian przed nimi – podkreśla Maciej Koszela, za którego będziemy trzymali kciuki podczas marcowych MŚ

Blisko rok temu na naszych łamach w obszernym tekście odnotowaliśmy powrót Macieja Koszeli do Królowej Sportu, a konkretnie do spintu, który uprwiał ponad 20 lat temu.

– Wszystko, co robisz podczas przygotowań, ta ciężka praca, codzienne treningi, długa lista wyrzeczeń, dieta – wszystko to jest przygotowaniem masy tortowej, a zawody to wisienka na już gotowym torcie. Tylko że dla mnie ta wisienka nie jest aż tak ważna jak szykowanie masy tortowej, chociaż wiadomo, że jeśli wisienka jest równoznaczna z dobrą lokatą, medalem, to jest to wielka radość – mówił wtedy na naszych łamach świeżo upieczony wicemistrz Polski w sprincie w kategorii masters.

Rok temu rywalizacja odbywała się w ramach 27. edycji Halowych Mistrzostw Polski w Lekkiej Atletyce Masters, które odbyły się 24 lutego w Arenie Toruń. Zawody przeznaczone są dla osób, które ukończyły 35. rok życia. Łącznie w tej lekkoatletycznej imprezie wystartowało 460 zawodników, w tym ponad 50 z zagranicy.

I na tych zmaganiach sportowców 35+ Koszela został wicemistrzem Polski w sprincie 60-metrowców. Jego wynik osiągnięty na tym dystansie to 7,58 sekundy.

W ubiegłą sobotę Maciek do rywalizacji masters w sprincie przystąpił po raz drugi.

– I co? – zapytacie.

Odpowiadam.

Podczas Halowych Mistrzostwa Polski w Lekkiej Atletyce Masters Maciek powtórzył sukces sprzed roku uzyskując czas jeszcze lepszy, bo 7,43 sekundy. Tym samym Maciek poprawił się o 0,15 sekundy, co w sprincie jest dużym sukcesem.

– Te zawody były wyjątkowe, bo za miesiąc w tym samym miejscu odbędą się Halowe Mistrzostwa Świata Masters, więc to był świetny sprawdzian przed nimi. Cóż, jestem szczęśliwy, że pomimo upływu lat, a mam już ich 41 nadal biegam i potrafię robić rekordy – podsumowuje M. Koszela, który podkreśla, że podczas zawodów konkurencja była bardzo duża.

– Moi rówieśnicy naprawdę szybko biegają, a mam wrażenie, że z roku na rok coraz szybciej. Radość nie będzie trwała długo bo już od poniedziałku wracam do ciężkiej pracy, żeby wystartować 25 marca w Toruniu i jeśli uzyskam lepszy czas niż dziś na zawodach to będzie moje indywidualne Mistrzostwo Galaktyki w robieniu rzeczy niemożliwych – uśmiecha się M. Koszela.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *