Tak rodziła się miłość [ROZMOWA Z AGATĄ PAŁKĄ]

– Jeżeli stanę kiedyś na najwyższym stopniu podium jako kadrowiczka i usłyszę Mazurka Dąbrowskiego, na pewno się rozpłaczę – mówi Agata Pałka z Olimpu. Jest na dobrej drodze, bo ostatnio zdobyła brąz na Pucharze Europy w Hiszpanii. Ma 16 lat i piękną przyszłość przed sobą. Opowiada nam, jak zakochała się w judo

Agata Pałka to judoczka Olimpu Nowa Sól, m.in. czterokrotna Mistrzyni Polski – raz zdobyła tytuł w młodziczkach, trzy razy w kadetkach. W Pucharze Europy w Győr na Węgrzech była piąta. Ostatnio zajęła trzecie miejsce w PE w Hiszpanii w swojej kategorii wiekowej. To największy sukces naszego judo od lat.

***

Mateusz Pojnar: Spodziewałaś się brązowego medalu?

Agata Pałka: Od dłuższego czasu na pucharach Europy zajmowałam wysokie lokaty, byłam piąta czy siódma. Zawsze trochę brakowało do medalu. Na zawody jeżdżę z pozytywną myślą, że jestem w stanie stanąć na podium, że to jest w moim zasięgu.

Szczerze mówiąc tego dnia byłam trochę zmęczona i wydawało mi się, że jestem gorzej przygotowana. Miałam też bardzo trudne losowanie, trudne przeciwniczki. Nie spodziewałam się, że pójdzie mi aż tak dobrze.

Jak wspominasz poszczególne walki?

Zawsze mam problem z pierwszym pojedynkiem, żeby się przełamać. Na szczęście poszło mi bardzo dobrze. Rywalka była, można powiedzieć, bardzo szalona, rzucała się w trakcie walki i to było trochę uciążliwe, ale poradziłam sobie z tym. W drugiej walce miałam Brazylijkę, a z nimi się ciężko walczy. Z nią też wygrałam.

W trzeciej walczyłam z Rosjanką – również zwyciężyłam. Czwarty pojedynek to moja porażka z Hiszpanką, a piąty – walka z dziewczyną z Holandii. Jak spotykamy się na różnych campach, idziemy bardzo równo, ale na zawodach mocno ją zdominowałam i wyraźnie wygrałam.

O trzecie miejsce walczyłam z Włoszką, z którą miałam pewne przygody (śmiech). W ostatnich sekundach zdobyłam punkt i już myślałam, że to jest koniec walki, byłam szczęśliwa. Ale sędziowie go jednak odwołali i musiałyśmy stoczyć dogrywkę. Potem w ogóle rozważali, czy mnie nie wykluczyć, bo podobno zrobiłam dźwignię w stójce, czego nie wolno. Na szczęście nie wykluczyli, bo tak naprawdę jej nie zrobiłam. Później rzuciłam Włoszkę i zdobyłam trzecie miejsce.

Pierwszy moment, jak doszło do ciebie, że wygrałaś?

Rozpłakałam się. Już przy tym punkcie, który mi odebrano, płakałam ze szczęścia. Poczułam się spełniona, że w końcu uzyskałam to, na co tak ciężko pracowałam przez lata.

Przygotowywałaś się konkretnie pod te przeciwniczki? Znasz je z różnych zawodów.

Tak, przed każdą walką telefonicznie rozmawiałam z trenerem Giedziunem. Mówił, co mam robić, jak się zachowywać w każdym pojedynku. To bardzo pomaga – wiedzieć, na którą stronę walczy rywalka, co najczęściej wykonuje.

Győr byłaś piąta na Pucharze Europy. Czego tam zabrakło, a co miałaś już w Hiszpanii?

Trudno konkretnie coś takiego wskazać. Przede wszystkim chyba chodzi o głowę. Dwie ostatnie walki na Węgrzech przegrałam w zasadzie w psychice. Pamiętam też, że byłam chora, chodziłam z gorączką. Zabrakło pewności siebie, a w Hiszpanii już jej nie zabrakło

Twój trener Darek Giedziun mówił mi, że medal na imprezie międzynarodowej to dla ciebie przełamanie pewnej bariery psychicznej. Potwierdzenie, że możesz tego dokonać. Rzeczywiście tak jest?

Trochę tak, bo wcześniej ocierałam się o medal. To, że teraz mam ten wymarzony krążek, dużo mi daje, jeśli chodzi o głowę. Jestem świadoma tego, że mogę osiągać wysokie lokaty.

Jak zaczęła się twoja przygoda z judo. Twój tata, trener Washi Konotop, miał na ten początek wpływ?

(uśmiech) Poszłam do pierwszej klasy podstawówki i zobaczyłam plakat zapraszający na treningi. Był ładny, kolorowy i jako małe dziecko powiedziałam, że chcę iść. Tata chyba trochę się ucieszył, bo znał trenera Giedziuna, wcześniej trenował judo. Zabrał mnie na pierwszy trening i tak zaiskrzyło. Na początku były tylko zabawy – jakieś przewroty itd., a potem z treningu na trening to była coraz większa miłość.

Jak miałam 12-13 lat, rodzice spytali mnie, czy chcę to robić na poważnie. To już ten wiek, kiedy trzeba się w to mocno zaangażować, poświęcić się. Jest coraz więcej treningów, dalsze wyjazdy, coraz większe koszty. Rodzice powiedzieli: potem nie będzie już odwrotu.

Odpowiedziałam, że tak, chcę w to iść. Na początku chyba nie zdawałam sobie sprawy, jak poważne będą konsekwencje tej decyzji. Z zawodów na zawody judo było inne, coraz bardziej dorosłe, ale i coraz piękniejsze.

Na czym polega istota tego piękna?

Chyba najbardziej chodzi o nieprzewidywalność judo. Ktoś może być większy, silniejszy, a inny lepszy technicznie. I o wyniku decyduje forma dnia, to, jak się przygotowałeś, prócz tego nastawienie.

Mój kolega mówił mi często: tak, ten chłopak był ode mnie lepszy, ale to ja z nim wygrałem, bo byłem pewny siebie.

I bywało tak, że wygrywałaś walki tą pewnością siebie?

Kwestia psychologiczna w judo jest naprawdę ważna. Sama mam psychologa sportowego. To bardzo pomaga.

Bo jak wchodzisz na matę i mówisz: to Mistrzyni Europy, robi superwyniki, jest na pewno ode mnie lepsza, nie poradzę sobie – to na pewno sobie nie poradzisz. Można złapać odpowiedni moment i nawet Mistrza Olimpijskiego położyć na łopatki.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *