Czy jest spadek? [OPINIA]

Sportowo spadamy. Organizacyjnie? Czuję, że awansowaliśmy ligę wyżej i dlatego jasno określam cel na przyszły sezon – to powrót do IV ligi ze zdrowym i dobrze poukładanym klubem*

Długo zastanawiałem się nad napisaniem tego tekstu, w którym miałem zamiar przybliżyć ostatni okres mojej pracy na rzecz Odry i to, jak aktualnie wygląda nasz klub. „Spadamy” – to słowo, które padało w ostatnim okresie chyba najczęściej. Za każdym razem, kiedy je słyszę w różnych odmianach, zastanawiam się nad jego znaczeniem. Znaczeniem dla naszego klubu.

Fakt jest jeden, z którym polemizować nie mogę: sportowo nie obroniliśmy tego klubu przed spadkiem ligę niżej. Jako wiceprezes dużą część winy biorę na siebie.

Kiedy zimą przychodziłem do klubu jeszcze jako zawodnik, widziałem, że kadra pierwszego zespołu to bardzo duży problem, a narybek z grup juniorskich nie jest jeszcze gotowy do wejścia do kadry seniorów. Wiedziałem, że to będzie najtrudniejszy problem, z jakim przyjdzie mi się zmierzyć i niestety w tej kwestii zawiodłem, a już na pewno mogłem zrobić więcej. Przyznaję się i biorę to całkowicie na klatę, ale na swoje usprawiedliwienie wezmę fakt, iż bardzo trudno było namówić kogoś na granie w Bytomiu Odrzańskim. Zwyczajnie brakowało na to argumentów.

Przyczyny

Jedno mogę obiecać już teraz: będę bardziej skuteczny w nowym sezonie. Za każdym razem, kiedy myślę o minionej rundzie, gdzieś w głowie kłębi mi się słowo „pech”. Pechowe końcówki meczów, brak boiskowego cwaniactwa w kluczowych momentach czy plaga kontuzji. Śmiało powiem, że gdyby tego pecha było mniej, to nasza pozycja w tabeli i ilość punktów byłyby znacznie wyższe. Wąska kadra strasznie ograniczała nasze możliwości, jeśli chodzi o treningi, a trener czasami nie mógł pracować, bo zwyczajnie brakowało ludzi.

Ktoś mnie ostatnio pytał, dlaczego winę za wynik biorę na siebie, bo przecież to trener trenuje, wystawia skład, ustala taktykę etc. – że to jego wina. Nigdy tak nie pomyślałem, bo ani przez chwilę nie miałem wątpliwości, że ten rodowity bytomianin robił, co mógł, by ratować wynik sportowy i w każdym jego słowie czułem, jak bardzo zależy mu na klubie. Pracował z materiałem ludzkim, jaki stworzył mu zarząd. I w mojej ocenie ze swojej pracy wywiązał się dobrze. Sportowo nie obroniliśmy IV ligi i bardzo tego żałuję, ale na szczęście ten klub to nie tylko pierwszy zespół i nie tylko IV liga…

Wyniki były różne, ale od początku układałem sobie w głowie, że ani przez chwilę rezultaty pierwszego zespołu nie mogą mnie powstrzymać w działaniu. Były momenty, kiedy po słabym meczu mi – jako prezesowi i zawodnikowi – brakowało pary do działania, ale ten stan trwał tylko chwilę i już na drugi dzień myślałem o tym, jak wydostać klub z impasu i kryzysu, w którym się znajdował.

Od początku założyłem, że chcę poprawić warunki w klubie dla wszystkich zawodników – od seniorów po naszych najmłodszych adeptów. Czuję, że właśnie w tym aspekcie organizacyjno-ekonomicznym udało nam się odnieść sukces. Pobiliśmy rekord frekwencji na stadionie w Bytomiu Odrzańskim, sprowadziliśmy na nasz mecz jednego z najlepszych żużlowców świata, kupiliśmy bramki za pieniądze zarobione na meczu. Organizowaliśmy wyjazdy na mecze Falubazu dla zawodników i ich rodziców, kupiliśmy nowe komplety strojów dla grup młodzieżowych, wyremontowaliśmy szatnię pierwszego zespołu, pozyskaliśmy dotację na remont budynku klubowego, zaczęliśmy renowację drugiej płyty, przeprowadziliśmy skuteczną akcję crowdfundingową, która była ewenementem w skali Polski i na sam koniec zostawię fakt sprowadzenia poprzez działania w klubie inwestora – firmy PKM Zachód, która już niedługo wybuduje tak wyczekiwane bloki dla mieszkańców.

Organizacyjnie wskakujemy ligę wyżej

Właśnie ze względu na to, co udało się zrobić tylko przez cztery miesiące, uznaję, że w tej materii odnieśliśmy sukces, który trzeba pielęgnować i rozwijać dalej, bo właśnie teraz czuję, że klub się rozwija i tworzy zdrowy fundament pod dalsze funkcjonowanie.

Sportowo spadamy. Organizacyjnie? Czuję, że awansowaliśmy ligę wyżej i dlatego jasno określam cel na przyszły sezon – to powrót do IV ligi ze zdrowym i dobrze poukładanym klubem.

Jestem sportowcem i nie zamierzam odpuścić, choć wielu sądziło, że mój projekt jest na chwilę, że zaraz przejdzie mi zapał i pewnie zostawię Odrę, gdy zacznie robić się źle…

W tej rundzie sportowo i zawodowo przeżyłem najtrudniejsze momenty w swoim życiu, ale wiem, jak bardzo te sytuacje umocniły zarówno mnie, jak i klub. Dlatego wiem też, że nie odpuszczę i nie poddam się, dopóki nie zrealizuję mojej misji. Wiem też doskonale, że moje działania w dalszym ciągu mogą nie podobać się wielu osobom, ale w przeciwieństwie do nich postanowiłem coś zrobić – i to robię. Psy szczekają, a karawana jedzie dalej, bo przecież gdzie nie spojrzeć – w każdym klubie znajdziemy tych wszystkich mądrych za klawiaturą komputera, którzy tylko tam potrafią wyrazić swoje niezadowolenie i życiową frustrację.

Obiecuję, że przed Odrą i jej Kibicami w następnym sezonie będzie wiele fantastycznych momentów piłkarskich i nie tylko. Zrobimy wszystko w tym kierunku.

*lead od redakcji

Piotr Michalewicz, wiceprezes Odry Bytom Odrzański

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *