Kiedy „Hanka” kaprysi

– W tym roku skupiamy się na startach w sześciu rajdach cyklu Tarmac Masters, który obecnie jest uważany za najlepszy cykl rajdowy w kraju – mówi nowosolanin Maciej Zając. Jego załoga jest zakochana w ściganiu. Ale co zrobić, kiedy „Hanka”, ich samochód, kaprysi?

Za nami kolejne dwie rundy Tarmac Masters. Następna odsłona tegorocznego cyklu odbyła się w Stroniu Śląskim. Nie zabrakło na niej rzecz jasna naszej ekipy Zając Team. – Na początku mieliśmy małe problemy z wstrzeleniem się w tempo, pierwsza pętla nie do końca poszła po naszej myśli, a nasza „Hanka” zaczęła kaprysić i przegrzewać hamulce – wspomina Maciej Zając, nowosolski rajdowiec. – Na drugiej pętli problem delikatnie się nasilił, przez co mieliśmy dwie małe przygody w okolicznych rowach, jednak udało nam się wyjść z opresji.

Załoga poprawiła kilka rzeczy w aucie, przemyślała swoje błędy i ruszyła na trzecią pętlę. A tam…: – Udało nam się znacznie poprawić czasy na odcinkach, ale konkurencja była bardzo mocna. Naciskaliśmy, ile mogliśmy, na zaprzyjaźnione załogi, jednak nie poddały się presji. Wszyscy walczyli o cenne ułamki sekundy i to jest piękne – podkreśla Zając.

Kolejne ściganie odbyło się w Mirsku na Dolnym Śląsku. Nowosolski team zaznacza, że trasa była wymagająca. – Jej odcinki to esencja wszystkich aspektów rajdowych: wąskie uliczki, podbicia, partie zakręt w zakręt, możliwość nabrania prędkości – opowiada Maciej Zając.

I dodaje: – Wyjeżdżając na pierwszą pętle składającą się z dwóch odcinków specjalnych dobrze trafiliśmy z oponami. Doskonale wygląda również współpraca z pilotem (nic dziwnego, od tego roku jest nim narzeczona Maćka Paulina Kopeć – red.). Mimo przesychającej już po opadach drogi opona deszczowa dość dobrze się sprawiła. Samochód trochę uciekał, ale dawało się jakoś go okiełznać. Przełamaliśmy naszą manię zbyt asekuracyjnej jazdy na pierwszej pętli i to się opłaciło. Mimo że przestrzeliliśmy zakręt z wygrodzeniem i musieliśmy zrobić szybki nawrót na ręcznym, żeby wrócić na trasę i mimo kary za dotknięcie szykany, po dwóch odcinkach prowadziliśmy ex aequo z inną załogą.

Na trzecim oesie zrobiło się gorąco. Pięć aut, w tym Zając Team, dojechało na metę w jednej sekundzie. To zwiastowało megaemocje dalej. – I właśnie wtedy, gdy walka zapowiadała się najciekawiej, nasz samochód uległ awarii, skrzynia biegów wyrzuciła olej. Dalsza jazda skutkowałaby poważnymi uszkodzeniami skrzyni, więc musieliśmy podjąć decyzję o wycofaniu się – żałuje Zając.

Nasi dziękują rodzinie, sponsorom i partnerom za wsparcie: – Bez was nie dalibyśmy rady!

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *