Kolarka Maja Masiowska: To dyskryminujące [ROZMOWA]

Świetna kolarka z Lubieszowa opowiada o tym, jak zaczęła się jej przygoda z tym sportem i jak się rozwija. Mówi też o swoich medalach Mistrzostw Polski. Ale zwraca też uwagę na inną ważną kwestię: – W telewizji widzimy teraz męski Tour de France, w mediach jest o tym mnóstwo wiadomości. A z drugiej strony trwa Giro dla kobiet, najważniejszy tego typu wyścig dla elity – i tego w telewizji nie pokazują. Ten fakt jest znaczący

Mateusz Pojnar: Nie trenujesz u nas w mieście i niektórzy nowosolanie cię nie znają. Jak przedstawiłabyś się kibicom? Nazywam się Maja Masiowska…

Maja Masiowska: … mam 18 lat, pochodzę z Lubieszowa. Teraz idę do klasy maturalnej, do trzeciej liceum. Uczę się w Zielonej Górze. Interesuję się sportem, przede wszystkim kolarstwem, ale też lubię się uczyć. Jestem w klasie o profilu biologiczno-chemicznym.

Czyli nie zaniedbujesz nauki przez sport?

Staram się to równoważyć, żeby nauka nie ucierpiała.

Pamiętasz swój pierwszy trening?

Zaczęłam jeździć razem z przyjaciółką i razem pojechałyśmy na pierwszy trening w nowosolskim gimnazjum nr 2. Pamiętam, że miałyśmy zabrać kaski, a wstydziłyśmy się w nich jechać (śmiech). Jechałyśmy przez miasto, a kaski postawiłyśmy na kierownicy.

Na treningu zrobiłyśmy 10 km, pamiętam, że byłam strasznie zmęczona i już mi się robiło słabo od tego kolarstwa.

Czyli zaczęłaś u trenera Rafała Nowaka w Peletonie. A skąd wzięło się u ciebie zainteresowanie kolarstwem?

Mój tata zawsze lubił jeździć na rowerze. Startował w maratonach typu Kaczmarek Electric MTB czy Bike Maraton. Tak naprawdę to się wzięło znikąd, po prostu poszłam na trening, żeby zobaczyć, czy to mi się spodoba. To było w trzeciej gimnazjum.

I jak to się u ciebie rozwijało?

W Peletonie jeździłam przez rok, później przeszłam do Trasy Zielona Góra i tam trenowałam pod okiem Kazimierza Prokopyszyna. A teraz jeżdżę w Klubie Kolarskim Ziemia Darłowska.

Zmieniałam teamy, bo chciałam cały czas rozwijać siebie, robić kolejne kroki do przodu. Zielonogórska Trasa dysponowała sprzętem, regularnie jeździliśmy na zawody. Kolarstwo jest tak naprawdę sportem drużynowym, a ja byłam jedyną trenującą dziewczyną w klubie. Chciałam pójść gdzieś, gdzie będę miała koleżanki. I wybrałam Ziemię Darłowską.

Dlaczego bardziej lubisz startować w kolarstwie torowym niż szosowym?

Bo lepiej mi idzie na torze, ale jeżdżę też na szosie. Myślę, że szosa jest o wiele trudniejsza niż tor – na szosie wchodzą takie czynniki, jak wiatr, deszcz, pogoda. Patrząc po wynikach lepiej mi idzie ściganie na torze. Tam się lepiej czuję.

Jaki powinien być dobry kolarz?

Na pewno powinien być zorganizowany. Musi być wytrwały, jeśli chodzi o dążenie do celu. Do tego cierpliwy. Zresztą tak jak w każdym sporcie.

I ty to wszystko masz?

(uśmiech) Może nie wszystko, ale dążę do tego, by mieć.

A czego czasami ci brakuje?

Cierpliwości i takiego samozaparcia. Jak trenuję sama w domu, to sama muszę mobilizować się do treningu. Bo zazwyczaj zawodnicy są u siebie w mieście, tam mieszkają i mają swój klub, trenują z innymi. A ja trenuję sama, mam rozpiski treningowe i się do nich stosuję.

Znasz kogoś z powiatu nowosolskiego, kto jeszcze uprawia kolarstwo torowe?

U nas to jest niszowe. Są tacy zawodnicy w Zielonej Górze.

Czyli jesteś przez to wyjątkowa.

W pewien sposób tak, jestem jedyna.

A jak wygląda sytuacja z nakładami na kolarstwo?

Jest z tym duży problem. Jak jeździłam w Nowej Soli czy w Zielonej Górze, miałam swój sprzęt. Inaczej jest w Darłowie, tam mam wszystko: darmowe zgrupowania, sprzęt, odżywki. Różni się też sposób trenowania – niebo a ziemia.

To jest drogi sport?

Bardzo.

A jak bardzo? Opowiadaj.

Wszystko zawdzięczam rodzicom. Sam rower – taki w miarę – kosztuje 10 tys. zł. Takich rowerów muszę mieć kilka: na szosę, na tor, specjalny na zimę, do tego tzw. koza na czas. Plus odżywki, serwisy, kaski, buty. Koszta idą w kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Zwróci się to kiedyś?

Kobiece kolarstwo to trudna sprawa pod względem finansowym. Na mężczyzn idą większe nakłady.

Zwracasz uwagę na problem, o którym teraz głośno po Mistrzostwach Świata kobiet w piłce nożnej.

Jest duża różnica, kiedy spojrzy się na wypłaty kolarza i kolarki. Nie mam pojęcia, z czego to wynika. W telewizji widzimy teraz męski Tour de France, w mediach jest o tym mnóstwo wiadomości. A z drugiej strony trwa Giro dla kobiet, najważniejszy tego typu wyścig dla elity – i tego w telewizji nie pokazują. Ten fakt jest znaczący.

Jest złość, jak o tym myślisz?

Na pewno. To jest według mnie dyskryminujące.

Miejmy nadzieję, że to się zmieni. Jak przyjaciele reagują na twoją pasję?

Moi przyjaciele zazwyczaj to też są kolarze, bo poświęcam kolarstwu swoje życie. Otaczam się ludźmi, którzy też trenują, więc nawzajem się dopingujemy.

Twoje największe sukcesy do tej pory?

Złoty medal Mistrzostw Polski w jeździe drużynowej na dochodzenie, złoto w madisonie i czwarte miejsce w sprincie w drużynówce.

Indywidualnie zajęłam szóste miejsce w omnium, takim wieloboju kolarskim, ale tam pomagałam mojej koleżance, która lepiej się czuje w tej dyscyplinie, żeby ten start wygrała. Kolarstwo to drużynowy sport i wzajemnie na siebie pracujemy. Byłam szósta, ale jestem szczęśliwa z tego wyniku.

W domu pewnie za tobą tęsknią, bo rzadko w nim bywasz?

W ciągu roku rzeczywiście jest dużo zawodów i zgrupowań. W marcu byliśmy dwa tygodnie we Włoszech, jesteśmy często na torze w Pruszkowie. W czerwcu skończyłam dwutygodniowe zgrupowanie w Zieleńcu. 20 lipca znowu tam jadę, później we wrześniu. Można powiedzieć, że częściej jestem poza domem.

Gdzie w najbliższym czasie będzie można ci kibicować?

Przede mną górskie Mistrzostwa Polski pod koniec sierpnia. Teraz mam troszkę wolnego czasu, skończyłam właśnie taki reset od roweru. I zaraz znowu wracam do treningów.

Czego nauczyło cię kolarstwo do tej pory?

Organizacji czasu. Wcześniej tego mi brakowało i nadal się tego uczę, jeszcze nie wszystko jest w tym względzie tak, jak chciałabym. Też nauczyło mnie mobilizacji do pracy, bo bez niej niczego się nie osiągnie. Odpowiedzialności, bo przecież musimy dbać o siebie i swój sprzęt.

Jakie są twoje cele, marzenia?

Chcę pokazać się z dobrej strony na sierpniowych MP. A tak generalnie chcę stawać się coraz lepsza. Nie mam określonych celów: zdobędę to, to czy tamto, żeby później się nie zawieść, kiedy tego nie osiągnę. Ale byłoby fajnie zdobyć medal na Mistrzostwach Świata czy Europy. Do takiego poziomu trzeba dochodzić powoli.

Czego ci życzyć na przyszłość?

Zdrowia, to podstawa. I cierpliwości do sportu.

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *