Grzegorz Potęga o dobrym turnieju koszykarzy: Zwycięstwa budują drużynę [ROZMOWA]

– Pierwsza ósemka jest dla wszystkich niespodzianką, ale bardzo pozytywną. Planem minimum było wyjście z grupy – mówi Grzegorz Potęga, szef LZKosz i członek zarządu Polskiego Związku Koszykówki, po Mistrzostwach Świata*

Mateusz Pojnar: Spodziewałeś się tak dobrego występu Polski w Chinach?

Grzegorz Potęga: Odpowiadając, podzieliłbym to na dwa okresy. Pierwszy to czas euforii, kiedy udało nam się awansować na MŚ. Trenerowi Mike’owi Taylorowi jako związek daliśmy kolejną carte blanche, szansę na dalszą pracę. Zagwarantowaliśmy mu, że przez następne dwa lata będzie prowadził kadrę. Podobnie postąpiliśmy wcześniej i to przyniosło korzyść. Pierwsza ósemka jest dla wszystkich niespodzianką, ale bardzo pozytywną. Planem minimum było wyjście z grupy. Super, że ograliśmy Rosję. Z kolei Argentyna pokazała, w jakim miejscu jesteśmy.

Okres przygotowawczy nie przebiegał dobrze. Gra w sparingach nie była zadowalająca, dużo przegrywaliśmy. Ale widzisz: w meczu kontrolnym Niemcy nas pokonali, a na MŚ odpadli w pierwszej fazie. Czyli wypalił plan na przygotowania, żeby wstrzelić się z formą na sam turniej i to trzeba oddać trenerom – Taylor stoi na ich czele, ale w sztabie jest np. Arek Miłoszewski z Zielonej Góry. W tym sztabie każdy wiedział, co ma do zrobienia.

Ale Taylor to jednak indywidualność, która potrafi natchnąć zawodników.

Polscy trenerzy, którzy od niego się uczą, biorą sobie te sprawy do serca. On potrafi przekuć to, co się dzieje na boisku, na jakąś wartość dodaną. Cały czas szuka pozytywów, nawet w przegranym meczu. Kilka razy rozmawiałem z nim dłużej i to jest człowiek bardzo pozytywnie nastawiony do życia, czego w Polsce jednak nam czasami brakuje.

Miałeś stany przedzawałowe na tym turnieju?

Właśnie nie, podchodziłem na spokoju (śmiech). Oczywiście emocje były duże, ale aż tak to nie. Właściwie już pierwszy mecz z Wenezuelą mocno mnie przekonał. Nasi się postawili, zagrali na własnych warunkach. To spotkanie pokazało też, że mamy lepsze drugie połowy, co potwierdziło się potem np. z Czechami.

A Czechów dało się ograć czy byli poza zasięgiem?

żnicę robił im np. Satoransky. Oni nas ostrzelali za trzy punkty. Gdyby mieli troszkę niższą skuteczność, a Łukaszowi Koszarkowi więcej wpadało, to ten mecz wyglądałby inaczej. Ale to było 38 minut niesamowitej, wyrównanej walki. Niestety, samą końcówkę przegraliśmy.

A ostatni mecz z USA pokazał, że Amerykanie w trzecim garniturze to są jednak dalej Amerykanie z NBA.

W październiku ruszy polska liga i prestiżowe rozgrywki VTB. Jaki to będzie sezon dla Stelmetu?

Na dzisiaj cały czas czekamy na odpowiedź, jaki będzie skład Stelmetu. Te dwa dotychczasowe sparingi wypadły nadzwyczaj korzystnie. Jestem ciekawy tej kadry, bo to jest zupełnie nowa drużyna. I nowy trener, który przychodzi do nas potwierdzić swoją wartość, bo dwa lata nigdzie nie trenował. Wstrzymałbym się z oceną, czy to będzie skład na czwórkę, czy raczej na to, by się bić o tytuł Mistrza Polski. Duża część składu jest niewiadomą. Sercem jestem oczywiście za tym, żebyśmy wygrywali.

Jeśli chodzi o VTB, jeśli mam być szczery, mam odmienne zdanie niż zarządzający drużyną, którzy zdecydowali się na grę w tych rozgrywkach w kolejnym sezonie. To jest bardzo wyczerpująca liga, mamy w niej najwięcej kilometrów do przejechania/przelecenia, by grać mecze. To nas potem kosztuje sportowo w PLK. O tym mówili zawodnicy: te obciążenia były jedną z głównych przyczyn czwartego miejsca w polskiej lidze. Trudno połączyć PLK i VTB. Tam są bardzo dobre ekipy – koszykówka rosyjska jest dużo bogatsza od naszej. No i dochodzi najważniejsze: jak człowiek przegrywa któryś mecz z rzędu, to zaczyna mieć dość. To zwycięstwa dodają animuszu i budują drużynę, co pokazali Polacy w Chinach.

Ostatni rok był dobry dla LZKosz i w ogóle lubuskiej koszykówki?

Myślę, że tak, to był naprawdę ciekawy sezon. Seniorki z Gorzowa zdobyły srebro. Nikt nie spodziewał się, że Gorzów zagra o medale, a tu proszę – świetnie wypadły dziewczyny Darka Maciejewskiego. Stelmet niestety po raz drugi zajął czwarte miejsce. Przypomina się często koszmarna porażka z Arką Gdynia, gdzie brąz mieliśmy już na wyciągnięcie ręki. Ten sezon był dziwny pod tym względem, często czegoś Stelmetowi brakowało.

Fajnie pokazali się młodzieżowcy. W Gorzowie kadetki zdobyły złoty medal broniąc tytułu Mistrzyń Polski, juniorki zaś zajęły czwarte miejsce w kraju. Zielonogórscy kadeci też zagrali w finałach, zajęli co prawda siódme miejsce, ale po raz pierwszy od 30 lat w Zielonej Górze odbyła się impreza mistrzowska. To buduje siłę Lubuskiego w koszykówce młodzieżowej.

Chłopcy z 2005 rocznika z BC Swiss Krono Żary zajęli trzecie miejsce w kraju, nawiązali do świetnych wyników rocznika 1999 sprzed sześciu lat. W Żarach ten sztab ludzi udowadnia, że wie, co robi. Chłopcy nadrabiali braki wzrostu sercem i walecznością na boisku, chęcią do gry.

Siódmy rok szefujesz LZKoszowi. Nie nudzi ci się ta praca? Są kolejne wyzwania?

Ta praca mnie bardzo mocno kręci, dlatego że jestem blisko różnych okoliczności formalnych, regulaminowych czy personalnych. Poza tym z każdym rokiem człowiek czegoś się uczy, dowiaduje się o nowościach, podpytuje, jak robią to inni. I to pomaga w kolejnych sezonach.

Cieszę się, że w Zielonej Górze jest duża liga amatorskiego kosza pod skrzydłami związku – atrakcyjna rywalizacja, z emocjami i kibicami, to się naprawdę świetnie ogląda. Zrobiło nam się przez nią dużo więcej pracy, ale absolutnie nie narzekamy.

Jestem zadowolony też z ludzi, z którymi pracuję. To bardzo różne charaktery – raz cholerycy, innym razem sangwinicy – i z każdym trzeba umieć rozmawiać. Traktuję to też jako bardzo dobrą szkołę kontaktów interpersonalnych dla siebie.

Dalej jesteś członkiem zarządu PZKosz. To pomaga w rozwoju lubuskiej koszykówki?

Na sto procent. Jestem – można powiedzieć – takim małym ambasadorem lubuskich spraw w Warszawie. Myślę, że bez tego kilku tematów moglibyśmy nie załatwić, nie wykreować. Przykładem choćby imprezy mistrzowskie na naszym terenie. Ważny jest dobry kontakt z ludźmi, którzy podejmują ostateczne decyzje. Jednocześnie nasze kluby nauczyły się, że trzeba wypełniać określone wymagania, przygotowują dobre oferty, które są rozpatrywane po naszej myśli przez władze krajowe.

Jak się ma koszykówka w Nowej Soli?

Po pierwsze – dobrze, że jest. Trzeba docenić to, co robi Piotrek Dziug w UKS SKM. Jego drużyny młodzieżowe to z jednej strony spora „orka”, z drugiej pozostaje satysfakcja z wychowanków. A kilku już się dochował. Druga strona to koszykarze-amatorzy, z którymi zorganizowaliśmy turniej w koszykówce 3×3, czyli popularnego streetballa. Rok temu wymyślili Męskie Granie i pomyślałem, że ta impreza ma bardzo pozytywny odbiór i że chciałbym w to wejść jako LZKosz. Połączyliśmy siły, zorganizowaliśmy kolejne Mistrzostwa Województwa Lubuskiego w koszykówce 3×3, zgłosiło się 16 drużyn, chłopaki zapewnili wiele ze swej strony, my zadbaliśmy o sędziów czy nagrody i wyszło naprawdę fajnie. Spotkały się dwie siły, które chciały zrobić wspólnie coś dobrego. Na pewno chciałbym to kontynuować.

Sigmapit-Elko, nowosolska drużyna, gra też w lidze niezrzeszonych – raz spadli z najwyższej, ale teraz znowu awansowali. Na czele są bracia Sadrakułowie, gra tam m.in. Michał Prałat i widać, że chłopaków to kręci. To mnie cieszy, że są 20-, 30-, 40-latkowie, którzy dalej żyją basketem i są pewnego rodzaju wzorem dla młodszych.

W przyszłym roku ponownie włączysz się w Memoriał im. Romana Terlikowskiego w Nowej Soli?

Chcemy wrócić tutaj z tym turniejem. W tym roku LZKosz zrobił memoriał we Wschowie ze względu na dotację z Ministerstwa Sportu, którą dostaliśmy po raz pierwszy w historii. Nadaliśmy temu rangę międzywojewódzką. Z Piotrem Dziugiem zrobiliśmy zresztą w Nowej Soli turniej ku pamięci Romka, ale w innej formie – finału młodszej minikoszykówki.

Dodam również, że w ub. roku był w Nowej Soli turniej „W biało-czerwonych barwach” na sto lat niepodległości. Teraz robimy coś podobnego, z akcentem patriotycznym, ale w Zielonej Górze z tamtejszą Akademią MiniBasket. Oczywiście mam nadzieję, że zagrają tam też najmłodsi koszykarze z Nowej Soli.

*ARTYKUŁ SPONSOROWANY

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Skip to content