MFC 16: Koronacja Bodnara. Przypis zabił demony [GALERIA GIGANT]

Pasy mistrzowskie MFC dla Sławomira Przypisa i Marcina Bodnara, pasy PZKB dla „Kacieja” i Kacpra Frątczaka, superwalki Bartosza i Kacpra Muszyńskich czy wygrane młodzieży z Maku Gym – tak w skrócie wyglądała gala MFC 16. Kibice dostali to, co chcieli – kickboxing na rewelacyjnym poziomie

Należy zacząć od tego, że gala MFC 16 w zielonogórskim CRS była równocześnie 3. Memoriałem Dawida Mory. Zawodnik organizacji Tomasza Makowskiego trzy lata temu popełnił samobójstwo. Kiedy pisałem o tym tekst do „Gazety Wyborczej”, Marek Grzelka, dziennikarz, który przeprowadził z Morą ostatni wywiad, mówił: – Zapamiętam Dawida jako wesołego, otwartego człowieka, oczytanego, chętnego do pomocy innym. Kupował paczki, jedzenie dla potrzebujących, dla zwierząt ze schroniska. A przy tym będę go pamiętał jako świetnego zawodnika. Te wszystkie jego cechy – na pozór mogłoby się wydawać – mogły się gryźć. Z wyglądu silny, twardy gość, wewnątrz bardzo wrażliwy.

Podczas gali w CRS była prowadzona zbiórka dla zwierzaków z przytuliska w Bytomiu Odrzańskim. To był też swoisty hołd dla Mory, który zwierzęta uwielbiał.

Na rozgrzewkę młodzież

Wróćmy do sportu. Sobotnią galę otworzył pokaz 9-latka Bartka Naranowicza z trenerem Tomaszem Makowskim. To był piękny, symboliczny obrazek: bardzo zdolne dziecko i wielokrotny Mistrz Świata w jednym ringu. Dwa różne pokolenia. Bartek dostał owację od publiki, widać, że był szczęśliwy. Może on też za kilkanaście lat sięgnie po najwyższe laury w kickboxingu?

Po pokazowym treningu wystartowaliśmy z kartą wstępną MFC 16. W niej „Maku” zapisał dwie walki: Michał Gołębiowski z Maku Gym bił się z Krzysztofem Włodarczykiem (nazwisko ma idealne do robienia kariery w sportach walki, prawda?), a kolejny podopieczny Makowskiego – Jakub Kiesiak – stoczył bitwę z Marcinem Piętem z Boksera Kożuchów.

Pierwsza runda walki Gołębiowskiego była wyrównana, w drugiej Michał coraz śmielej zaznaczał swoją przewagę. Kiedy było trzeba, schodził na boki, nie wdawał się z Włodarczykiem w bezrozumną młóckę. Nowosolanin dobrze wykorzystywał podpowiedzi z narożnika. Gołębiowski bodaj po raz pierwszy walczył z zawodnikiem, który miał porównywalne do niego warunki fizyczne. Wcześniej bił się z powodzeniem z rywalami wyższymi, z większym zasięgiem ramion. Ostatecznie tę walkę reprezentant Maku Gym wygrał jednogłośnie. Po tym, co zobaczyliśmy, innej decyzji być nie mogło.

W drugiej walce Kiesiak i Pięt rozgrzali kibiców do czerwoności. „Pamiętam dzień, w którym przyszedł. Był wielkim drewnianym klockiem, który kompletnie nie pasował mojemu wzorowi zawodnika sportów walki – pisał o Pięcie dzień przed walką jego trener na profilu FB Boksera Kożuchów. – Ruszał się jak żelbetonowy słup i wiedziałem, że długa praca nas czeka. Marcin jest pierwszym «moim» zawodnikiem. To od niego i jego kolegi, który początkowo uczęszczał na zajęcia ze mną, wszystko się zaczęło. Po przebyciu długiej drogi jutro «Cinek» staje do największej bitwy w swoim życiu”.

I w tej największej bitwie od początku poszedł na żywioł! Zawodnik Boksera rzucał obszernymi cepami, jednym z nich trafił i podłączył Kiesiaka, potem poszła seria ciosów. Ale Jakub ten kryzys przetrwał.

Przed drugą rundą kluczowym pytaniem było to, czy Pięt będzie miał jeszcze siły postawić się „Kiesiowi”, bo w pierwszą część włożył mnóstwo energii. Odpowiedź przyszła szybko. Zawodnikowi Boksera brakowało tlenu, podopieczny „Maka” go podłapał, mimo że ambicji Piętowi odmówić nie można. Kiesiak parę razy ściągnął jego głowę na kolano, w końcu w trzeciej rundzie sędzia przerwał walkę po trzecim liczeniu. Dla obu panów wielkie brawa za tę wojnę!

Kacper Muszyński. Teraz walka o pas?

Kartę główną gali otworzył pojedynek Emilii Czerwińskiej, ulubienicy fanów MFC z Boksingu Zielona Góra. Stanęła oko w oko z Terezą Dvořákovą. Pierwsza runda była spokojna, obie panie badały to, na co stać rywalkę. W drugiej wszedł cios prosty Czerwińskiej, a wcześniej kopnięcie frontalne. Na twarzy Dvořákovej pojawiły się zniszczenia. W trzeciej części stroną przeważającą ponownie była Czerwińska. Efekt? Jednogłośna decyzja na korzyść Mistrzyni MFC.

Grzegorz Czerny vs. Tomasz Konieczny – tę walkę zobaczyliśmy później. Czerny wyszedł z prostym założeniem: urwać głowę rywalowi, najlepiej już na początku. Konieczny walczył rozsądniej, stosował różne kombinacje. Zielonogórzaninowi szwankowała potem kondycja, Konieczny był świeższy i to on wypunktował rywala. Ostatecznie na jego konto powędrowała decyzja sędziowska.

– Wcześniej Kacper Muszyński wygrał kilka walk z dobrymi przeciwnikami i chciałbym rzeczywiście, żeby jego kolejną walką [po MFC 16] był pojedynek mistrzowski – mówił kilka tygodni temu na łamach „Tygodnika Krąg” Tomasz Makowski. Kluczem, przepustką do potencjalnej walki o pas Kacpra Muszyńskiego była oczywiście jego wygrana w sobotę z Angelo Urrutią z Fox Gym Team Henry Bannert. Kolumbijczyk postawił naszemu człowiekowi poprzeczkę wysoko, ale Kacper zawalczył wzorowo. Niósł go na pewno doping licznie zgromadzonych kibiców Armii Polkowice. Muszyński stosował różne kombinacje kickbokserskie, był w tym metodyczny i konsekwentny. Po pierwszej, nieco badawczej rundzie w drugiej i trzeciej dodał do swoich działań w ringu efektowny repertuar.

Ta walka była najlepszą promocją K-1. Werdykt sędziów jednomyślny: Muszyński zwyciężył 3:0 w rundach. Brawo! „Prowadziłem walkę od początku i utrzymałem to do końca pojedynku – napisał jeszcze w sobotni wieczór na FB żołnierz Armii. – Dziękuję wszystkim, którzy przyjechali, żeby nas wspierać. Jesteście najlepszymi kibicami!”. To co, teraz przed nami walka Kacpra Muszyńskiego o mistrzostwo MFC? Czekamy na to!

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *