Jest dobrze, może być lepiej. Październik był ważny dla Arki Nowa Sól

Comiesięcznej dawki wieści z Arki część druga. Październik był pod wieloma względami miesiącem dla nas ważnym

Dzieje się u nas sporo zarówno w kwestiach sportowych, jak i organizacyjnych. Zapraszam na krótkie podsumowanie października w Arce Nowa Sól.

Rajtuzy przymierzamy bardzo ostrożnie

Cieszy pierwsze miejsce w tabeli seniorów Arki? Oczywiście. Nas na pewno. W październiku wygraliśmy wszystko, dodatkowo z bardzo dobrym bilansem bramkowym: 16 bramek strzelonych przy jednej straconej.

Na dwie kolejki przed końcem rundy jesiennej, fakt, liderujemy w zielonogórskiej okręgówce, ale rajtuzy awansu należy przymierzać bardzo ostrożnie. My je mamy na jednej nodze i to nie do końca.

Nie popadliśmy w szaleństwo snucia wizji awansu przed startem sezonu – zbyt pewne siebie i ochocze przymierzanie rajtuz kończy się zazwyczaj tym, że materiał się drze, stopa wyłazi dołem, a w palcach zostaje porozdzierany rant z gumką. I finalnie nie wyglądasz elegancko w czwartoligowych rajtuzach, tylko jak baba co się przewróciła na rowerze.

Nie popadamy w szaleństwo pewności awansu, choć to jest główny cel sportowy pierwszego zespołu Arki Nowa Sól. Na dwie kolejki przed końcem rundy jesiennej mamy cztery punkty przewagi nad dwoma kolejnymi zespołami, ale przed nami jeszcze dwa mecze, dwa trudne mecze. A potem jeszcze 15 wiosennych.

Rozgrywki w okręgówce są przedziwne, nie ma tu żadnej przewidywalności, wyniki są jak z kapelusza, jak z bębna maszyny losującej.

Ta nieprzewidywalność klasy okręgowej z pewnością ma jeden ogromny atut – chce się z niej jak najszybciej uciekać. Tu jest jak w lesie – są piłkarskie czerwone kapturki, ale też boiskowe złe licha, wilki pola karnego, dziki ofensywy, ambitne żubry i śliskie węże, co to ledwo pełzają w trawie przez 90 minut, a potem gryzą cię w nogę. Rywale jeden mecz grają jakby właśnie zebrali się pod sklepem, a tydzień później wstępuje w nich amok i wychodzi im wszystko. Są w tym lesie piłkarsko słoneczne polanki, ale też mokre i ciemne grzęzawiska, gdzie sowa huczy, coś straszy, gdzie baba Jaga zabiera do wora.

Dobrze byłoby tę piłkarską jesień zakończyć z mianem lidera. Z kilku powodów: żeby oficjalnie na półmetku być mocnym kandydatem do awansu, jako lider grać wiosenne mecze i tym troszkę rywali spinać, ale też z czystej piłkarskiej psychologii – skoro jesteśmy całkiem blisko, łatwiej jest sięgnąć upragnionego, tylko trzeba się jeszcze trochę postarać.

Trenerowi Sobczakowi udało się stworzyć jakość, są mecze, w których to widać, kiedy wszystko się układa tak, jak było zaplanowane. Choć oczywiście nie zawsze.

Ale co bardzo istotne, Sobczakowi udało się stworzyć zespół, wymagać od zawodników, by robili to, co jest ważne dla drużyny, a nie dla zawodnika indywidualnie. Dzieją się niesamowite rzeczy, jak np. to, że decyzję o obsadzie tej czy tej pozycji wespół z trenerem podejmuje zespół mając na uwadze aktualną dyspozycję kolegów, a nawet podejmuje ją dwóch rywalizujących o tę pozycję piłkarzy.

Zrobiło się tłoczniej na trybunach, dostajemy oznaki wsparcia, bardzo za to dziękujemy. Staramy się, żeby kibic wyszedł ze stadionu w Nowej Soli z ciepłym sercem, rozgrzanym radością oglądania wielu bramek, podbudowanym lokalnym patriotyzmem dzięki wygranej swoich. O to chyba w piłkarskich meczach chodzi. W dwóch październikowych spotkaniach w Nowej Soli strzeliliśmy 10 bramek, nie straciliśmy żadnej. Trudno liczyć na więcej.

Udaje się

Na zapleczu też dzieje się sporo. Poświęcamy kawał czasu, by spotykać się z ludźmi, namawiać ich na Arkę, rozmawiać o naszych planach i prosić o wsparcie. Jak zapewne zauważyli kibice, ilość banerów reklamowych z meczu na mecz rośnie. Staramy się na różnych frontach co tydzień kogoś złapać, chodzimy jak domokrążcy z kapeluszem, ale też składamy całkiem fajne oferty wdzięczności.

Na pewno szykują się zmiany w zarządzie. Część sztabu nie może kontynuować misji, część się gdzieś zgubiła, a dziś najbardziej potrzeba nam ludzi do działania. Namawiamy parę osób, by na pokład weszli mocniej, pomogli wiosłować, bo rąk nam nie starcza, a chcielibyśmy robić o wiele więcej.

Co chyba istotne, ustaliliśmy, że zarząd klubu powinien być wolny od trenerów i zawodników, nie powinna mieć miejsca sytuacja, kiedy ktoś związany w jakiś sposób finansowo z klubem wpływa na klubowe decyzje. Zawsze może paść tu cień pewnej stronniczości, a tego chcemy unikać. Członkowie zarządu powinni naszym zdaniem robić wszystko, by szukać pieniędzy i do klubowej skarbonki je wkładać, a nie z niej w jakikolwiek sposób czerpać.

Nie da się ukryć, sami też wielu rzeczy się uczymy. Sami zgodziliśmy się na to, by podziałać, by tę piłeczkę w Nowej Soli odbudować. Codzienną pracą, bo nie siedzimy w kółku w głębokich skórzanych fotelach czekając, aż sekretarka zrobi nam herbatę, a my będziemy sobie mogli wtedy podkręcić wąs i debatować, wspominać, jak to było za Dozemetu i nucić partyzanckie piosenki.

W tym klubie prezes taszczy w siatach ze sklepu kiełbasę na pomeczowego grilla, a wiceprezes co dwa tygodnie ma czarne ręce, bo podczas meczu działa w grillowym węglu. Czy to dla nas ujma? Czy nam to uwłacza? Nie, te małe, proste rzeczy też ktoś musi robić.

Jest za to fajna zapłata, a jest tą zapłatą pewne uczucie.

Kiedy stoimy w kółku po wygranym meczu, zarząd, trenerzy, zawodnicy i ich dziewczyny, żony, dzieci, przyjaciele Arki, którzy nas wspierają, myślisz sobie: jest dobrze, jesteśmy razem, jesteśmy blisko, mamy wspólne cele, chcemy je realizować i wychodzi na to, że całkiem całkiem się nam to udaje.

Zapraszamy na ostatni jesienny mecz u siebie. Sobota 2 listopada, stadion MOSiR, godz. 14.00. Przyjeżdżają do nas Budowlani Lubsko.

Marek Grzelka

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *