Ratajczak: Zacznij biegać, ciesz się życiem [ROZMOWA]

Wracamy do biegacza Mariusza Ratajczaka. Dwa tygodnie temu pisaliśmy, że startował w Nowym Jorku na największym maratonie świata. O swoim klubie mówi: – Wikon to pewien symbol: filozofia myślenia o życiu, o zdrowym życiu, przyjaźni i odpowiedzialności za siebie

Monika Owczarek: Kilka lat temu zaczął pan biegać. To stało się pana pasją. Pamięta Pan początki?

Mariusz Ratajczak: Pamiętam – i to bardzo dobrze. Zacząłem cztery-pięć lat temu. Niektórzy pamiętają, że nie wyglądałem na sportowca – grubo ponad 100 kg wagi. Postanowiłem, że coś trzeba zmienić.

No i się zaczęło. Początki były dramatyczne, nie potrafiłem przebiec truchcikiem 100-200 m: zadyszka potworna, sucho w buzi, serce chciało wyskoczyć przez płuca. Ale nie odpuściłem. Determinacja i konsekwencja. W zasadzie codziennie próbowałem coś przebiec, pomaszerować, wyjść z domu. Nieważne czy padało, wiało, czy był upał, czy byłem w pracy 10, 12 i więcej godzin. Wychodzę i koniec. I tak dzień za dniem. W końcu przebiegłem ciurkiem pierwszy kilometr. Była radość, eksplozja endorfin i tak zacząłem się uzależniać od biegania. Pamiętam, jak po paru miesiącach przebiegłem pierwszy raz bez zatrzymania 10 km. Byłem tak zajechany, że nie miałem siły otworzyć drzwi do domu. Ale satysfakcja była ogromna. A potem już z górki i z wiatrem (uśmiech).

Dzisiaj można pana spotkać biegającego po nowosolskich ulicach, czasem nawet daleko za miastem. Startuje pan w wielu prestiżowych biegach. Które z nich były wyjątkowe?

Biegam pięć razy w tygodniu. Dwa dni przeznaczam na regenerację, która – niektórzy biegacze o tym zapominają – też jest treningiem. Opiekę trenerską zapewnia mi Adam Draczyński.

Mam ulubione ścieżki biegowe. Wiem, gdzie biec i ile wyjdzie kilometrów, nie patrząc na mapę. Szczególnie mogę polecić trasy na Studzieniec przy lesie, też zachęcam do pobiegania czy pospacerowania po Bukowej Górze. Jest tam kilka świetnych, urozmaiconych tras, które pokazali mi Artur Lawrenc i Andrzej Bandurowski, znani i wytrawni nowosolscy biegacze.

Bieg, który nie ma sobie równych, to na pewno TCS New York City Marathon. Magiczny. Każdy maratończyk powinien tam pobiec. To największy maraton na świecie. No i na dodatek w Nowym Jorku.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *