Biec do końca. Nagrodzimy Romana Terlikowskiego, legendę [PLEBISCYT]

– Kiedyś mu powiedziałem, że w pełnym zdrowiu powinien zakończyć na 30. Półmaratonie Solan. Ale tata odparł, że nie, że będzie biegał do końca życia – mówi o Romanie Terlikowskim jego syn Arkadiusz. I to właśnie Roman Terlikowski, legenda lokalnego sportu, od naszej redakcji dostanie pośmiertnie nagrodę specjalną na 2. Gali Mistrzów Nowosolskiego Sportu

Siedzimy przy stole z Arkadiuszem Terlikowskim, pijemy herbatę i oglądamy film z 2013 r., w którym jego ojciec odbiera Odrzanę, najbardziej prestiżową nagrodę dla nowosolan. Statuetka leży na stole. Na filmie Roman Terlikowski mówi parę zdań i urywa, jest zbyt wzruszony, by powiedzieć więcej. Pan Arkadiusz mówi, że ten film ogląda po raz pierwszy.

Mateusz Pojnar: Wcześniej brakowało odwagi, żeby go obejrzeć?

Arkadiusz Terlikowski: Chyba trochę tak. Zawsze zostawiałem obejrzenie tego filmu na jakąś wyjątkową chwilę. Teraz tata dostanie kolejną nagrodę i dzisiaj ta chwila nadeszła. Doskonale to się wkomponowało w nasze spotkanie.

Jak to było: tata bardziej kochał koszykówkę czy lekką?

Trudne pytanie. Uprawiał lekką atletykę, przebiegł setki kilometrów, ale trenował też koszykówkę. To były jego dwie wielkie pasje. Wydaje mi się, że dla niego mimo wszystko koszykówka była, że tak powiem, bliższa ciału. Najpierw ja chciałem grać w kosza, po ósmej klasie staraliśmy się o angaż w Zastalu, ale mój rocznik ‘76 to – kto wie – może najlepszy rocznik w historii zielonogórskiej koszykówki. Albo musiałbym być wybitnym rozgrywającym, albo mierzyć ponad 2 metry – ani to, ani to nie miało miejsca [uśmiech]. Tata zaproponował, żebym tak jak on zaczął sędziować koszykówkę.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media