MFC 18. Frątczak, Gołębiowski, Kacieja – to był ich wieczór!

Panowie w sobotę opuścili zielonogórską halę CRS z tytułami mistrzowskimi. – Być mistrzem MFC i mieć na biodrach pas to rewelacyjne uczucie – przyznaje Kacper Frątczak z Akademii Sportów Walki Knockout Zielona Góra. Prawdziwym potworem w ringu był też nowosolanin Michał Gołębiowski

W walce wieczoru Kacper Frątczak z ASW Knockout Zielona Góra w drugiej rundzie odprawił z kwitkiem Przemysława Biniendę, fightera Polonii 1912 Leszno. Dzięki temu zdobył pas MFC w kat. 84 kg! Potwierdził swoją klasę, ale o niej fanów organizacji Tomasza Makowskiego nie musi przekonywać już od dawna!

Foto: DB TEAM Aleksandra Łupkowska&Dariusz Biczyński

Frątczak podkreśla, że do walki o pas MFC był gotowy już w marcu. Wtedy gala w Łagowie została odwołana przez pandemię. – Ciężko przygotowywałem się do pierwszych startów w tym roku – mówi „Tygodnikowi Krąg”. – Po dziewięciomiesięcznym przestoju wreszcie pierwsze pojedynki stoczyłem dwa tygodnie temu na mistrzostwach Polski low kick seniorów – po trzech walkach obroniłem tytuł, z czego jestem dumny. W walce o pas MFC byłem bardzo dobrze przygotowany pod każdym aspektem. Przemysław Binienda to bardzo doświadczony, solidny zawodnik.

Nowy mistrz MFC ocenia, że zrealizował game plan w stu procentach: – Pierwsza runda to proste ciosy i mocny lowkick, który miał zabrać mojemu rywalowi mobilność na resztę walki. Udało mi się trafić go mocnym kopnięciem w udo, czego efektem w drugiej rundzie było skończenie walki przed czasem mocnym lewym sierpowym. Być mistrzem MFC i mieć na biodrach pas to rewelacyjne uczucie.

JEŚLI CHCESZ PRZECZYTAĆ WIĘCEJ, KUP E-WYDANIE „TYGODNIKA KRĄG”

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media