Bieganie z Jezusem [REPORTAŻ]

PRZYPOMINAMY TEKST Z 2019 R. – Fajnie w tej radości zmartwychwstania robić to, co się kocha. Z wiarą i nadzieją, że Jezus biegnie obok ciebie – mówi Julia Kasprzak, uczestniczka 7. Biegu do Pustego Grobu

10-kilometrowy bieg w poniedziałek wielkanocny stał się w Nowej Soli tradycją. Za nami siódma edycja. Wzięło w niej udział ok. 900 zawodników, którzy przebiegli głównymi ulicami miasta. Jednocześnie wsparli bezdomnych, podopiecznych Dzieła Pomocy św. Ojca Pio. To do nich powędruje część z wpisowego.

Wygrał Jacek Stadnik, wykręcił świetny czas 32:49. Drugi był Kamil Makos – 33:23, trzeci Michał Domowicz – 33:29. Jak spytacie o nowosolan, Michał Fedorczak był czwarty z czasem 34:46. W pierwszej dziesiątce zameldował się też Jakub Wawrzykowski (35:05), który zajął szóste miejsce.

Startowali weterani i debiutanci. Wśród debiutantów był Jacek Milewski, wiceprezydent Nowej Soli. „Emocje po biegu już nieco opadły. Nogi bolą, ale to jest całkiem przyjemny ból – napisał na FB dzień po biegu Milewski. – Bardzo dziękuję wszystkim wspierającym mnie w tej mojej dziesięciomiesięcznej walce o «odrdzewienie» mięśni i stawów. Te moje przebiegnięte 10 kilometrów w Biegu do Pustego Grobu to także Państwa zasługa. (…) To zawsze dodaje skrzydeł”.

Mariusz Ratajczak od kilku lat jest w komitecie organizacyjnym Biegu do Pustego Grobu. – Z roku na rok jesteśmy bogatsi o nowe doświadczenia. W tym roku organizacyjnie wypadło, nie boję się tego powiedzieć, świetnie! – ocenia Ratajczak. – Wszyscy współorganizatorzy spisali się na medal. Bieg nie odbyłby się bez naszych dobrodziejów, wolontariuszy, sponsorów, bez mecenasa biegu, czyli Zielonogórskiej Izby Adwokackiej, bez pomocy miasta i powiatu. W tym miejscu chciałbym wszystkim serdecznie jeszcze raz podziękować.

W tym roku w ramach BdPG odbyły się mistrzostwa prawników. Mogli w nich startować sędziowie, notariusze, prokuratorzy, radcy prawni czy adwokaci. Pierwszy raz pojawiła się też osobna kategoria dla lekarzy. – Uważamy, że to był dobry pomysł i przyciągnął do Nowej Soli na bieg kilkadziesiąt osób w tych kategoriach – podkreśla Mariusz Ratajczak.

Jedno jest pewne: największymi bohaterkami i bohaterami byli sami biegacze. Po prostu oddajmy im głos.

***

Jacek Stadnik: Zdecydowałem się na udział w tych zawodach, bo bieganie w Nowej Soli to sama przyjemność i radość, zwłaszcza w okresie Świąt Wielkanocnych. Pobiegłem w BdPG już czwarty raz. Religijny cel też jest ważny, możliwość biegu z Panem Jezusem w sercu uskrzydla i dodaje dodatkowych pokładów energii podczas świąt.

Jestem bardzo zadowolony ze startu, w końcu udało mi się wygrać w tym wyjątkowym i pięknym biegu. On z każdym rokiem jest coraz bardziej popularny i prowadzony na coraz wyższym poziomie organizacyjnym. Większych kryzysów na trasie nie doświadczyłem dzięki właściwemu przygotowaniu i Bożej łasce. Kibice w Nowej Soli są najlepsi, stwarzają unikalną atmosferę. Rodzina zawsze mnie mocno wspiera i dopinguje na trasie i poza nią. Polecam ten bieg każdemu, wierzącemu czy niewierzącemu, miłośnikowi biegania. Atmosfera powoduje, że każdy z nas przeżyje tu piękne, niezapomniane chwile.

Agnieszka Adamów-Czaykowska: Startując chciałam zmierzyć się ze swoimi słabościami, ograniczeniami. Też udowodnić sobie, że potrafię dążyć do założonego celu i nie poddam się w trakcie. To mój drugi start w BdPG. Pierwszy raz biegłam z reprezentacją Fundacji Karolat w 2017. W ubiegłym roku nie zdecydowałam się na start, ale wspierałam rowerowo na trasie męża i koleżankę Patrycję, którzy pobiegli w barwach naszej organizacji. W tym roku postanowiłam znów spróbować, pobiegliśmy w pięcioosobowym składzie. Myślę, że idea tego biegu miała duży wpływ na mój start. Moja aktywność sportowa w ciągu roku jest bardzo słaba. Do startu zachęciło mnie ogłoszenie organizatorów: „Chcemy doświadczyć czegoś głębszego, odnaleźć odpowiedzi na nurtujące nas pytania”. To dodało mi odwagi, pomyślałam, że pobiegną tam tacy sami przypadkowi biegacze jak ja, którzy będą chcieli zmierzyć się ze swoimi słabościami. Poprzednim razem pobiegłam z ciekawości: czy dam radę, czy jestem w stanie przebiec taki dystans. Tym razem start był bardziej świadomy, wiedziałam, że będzie ciężko, że to dla mnie duże wyzwanie i z tym chciałam się zmierzyć. Kompletnie nie podchodziłam do tego w kategorii jakiejś rywalizacji. Nie biorę udziału w innych biegach, ten jest jedyny.

Dobiegłam do mety – i to nawet w zakładanym na starcie czasie, więc jest sukces. Sama organizacja: przygotowanie i wydawanie pakietów startowych, zabezpieczenie trasy, oprawa tej imprezy – to wszystko jest na bardzo wysokim poziomie i odbywało się sprawnie. Kryzys na trasie zdarzył się, tak jak się spodziewałam, na siódmym kilometrze. A skąd się wziął? Z pewnością z braku odpowiednich treningów.

Kibice bardzo pomagali. Właśnie to w tym biegu jest fajne, że nowosolanie bardzo wspierają biegaczy. Oprócz zapowiadanych przez organizatorów punktów z wodą były również inne, organizowane spontanicznie przez mieszkańców: dzieci rozdawały kubki i butelki. Na całej trasie były osoby, które motywowały do dalszej walki. Zachęcam tych, którzy chcą się zmierzyć ze swoimi ograniczeniami, słabościami, do udziału w BdPG. To impreza dla wszystkich, nie tylko systematycznie trenujących biegaczy. Na mecie każdy witany jest tak samo, bez względu na to czy przybiegnie pierwszy, czy ostatni, a atmosfera wsparcia i dopingu odczuwalna jest na całej trasie. Polecam!

Damian Słaboszewski: Obiecałem swojemu przyjacielowi Mariuszowi Pojnarowi, który uczestniczył w paru edycjach tego biegu, że wezmę udział w następnej i chciałem być słowny. To był mój pierwszy start i na pewno nie ostatni. W pewnym stopniu aspekt religijny na pewno był ważny, bo jak sama nazwa mówi – to bieg to pustego grobu, do tego to okres świąteczny.

Swój start oceniam bardzo pozytywnie, mimo że wystartowałem bez większego przygotowania, to mój wynik i tak był bardzo dobry jak na amatora. Przez cały bieg utrzymywałem jedno tempo, biegłem razem z przyjacielem i wzajemnie się motywowaliśmy. Nie miałem większych kryzysów, na co dzień uprawiam różne sporty i myślę, że to mi pomogło przebiec całą trasę. Dużą pomocą były wyznaczone punkty z wodą do picia. Kibice spisali się na medal, przez całą trasę kibicowali, to było bardzo motywujące. Rodzina również mnie wspierała i tym bardziej chciałem się pokazać z jak najlepszej strony. Uważam, że impreza była świetnie zorganizowana. Jest dobrą możliwością sprawdzenia wytrzymałości. Polecam ją każdemu: amatorom, ale i zawodowym biegaczom. Na trasie można było spotkać np. osoby niepełnosprawne czy biegnące z wózkiem dziecięcym – liczył się szczytny cel, a nie wygrana. To superprzygoda i megadoświadczenie. Zdobyty medal będzie fajną pamiątką.

Julia Kasprzak: Ten bieg to dla mnie już taka mała świąteczna tradycja. Trzy lata temu na początku mojej biegowej przygody pobiegłam po raz pierwszy. Religijny kontekst był dla mnie bardzo ważny. Fajnie w tej radości zmartwychwstania robić to, co się kocha. Z wiarą i nadzieją, że Jezus biegnie obok ciebie. Kolejną edycję biegu oceniam bardzo dobrze, drugi rok z rzędu pracowałam w biurze zawodów, wszystko poszło bardzo sprawnie, a zawodnicy byli bardzo zadowoleni.

W tym roku mój start potraktowałam bardzo treningowo, bo 28 kwietnia biegłam jeszcze maraton w Krakowie. Urokiem naszego nowosolskiego biegu są z pewnością kibice. To bardzo motywujące, kiedy na większości trasy słyszysz „dawaj, Julia!”. W tym roku nawet moi sąsiedzi wyszli mi kibicować. Myślę, że warto w ten świąteczny czas odejść od stołu i spędzić go aktywnie w gronie uśmiechniętych osób, jakimi z pewnością są biegacze. Zapraszamy na kolejne edycje!

Paweł Głowacki: Odkąd zacząłem trenować bieganie, udział w BdPG stał się u mnie tradycją. Moja przygoda z tą dyscypliną trwa już trzy lata i to był mój trzeci udział w tej imprezie. Jestem wierzący, ale zdecydowałem się kolejny raz pobiec przede wszystkim po to, żeby poprawić swój czas z zeszłego roku i porywalizować ze znajomymi. Jak zawsze organizacja była na najwyższym poziomie i wszystko przebiegło płynnie, bez żadnych problemów.

Mimo że udało mi się poprawić czas o 43 sekundy, to nie był to jednak mój dzień na bicie życiówki. Już po pierwszym kilometrze czułem się osłabiony i do głowy przychodziły różne myśli, ale widząc dookoła kibiców wiedziałem, że muszę skończyć ten bieg. To była moja pierwsza tak trudna walka z samym sobą, nie miałem po prostu sił. Kibice spisali się na sześć z plusem i towarzyszyli nam od samego początku aż po metę. To motywuje, kiedy znajomi, ale i obce osoby, widząc nas w koszulkach klubowych, wykrzykują nazwę klubu, biją brawo i dopingują do dalszej walki. Osoby, które jeszcze nie brały udziału w tym biegu, wierzące czy niewierzące, biegające rekreacyjnie czy ćwiczące inne sporty, zachęcam do zapisania się w następnej edycji. BdPG to naprawdę superimpreza.

Natalia Chorab: Nigdy wcześniej nie biegłam w biegu ulicznym. Chciałam się sprawdzić, poczuć atmosferę takiego biegu. Swój start oceniam dobrze. Tak jak mówiłam, to był mój pierwszy taki bieg, więc celem było dobiec do mety, co się udało (uśmiech).

Jeżeli chodzi o całą siódmą edycję, co prawda nie mam porównania z edycjami poprzednimi, ale uważam, że organizatorzy spisali się na medal. Zadbali o wszystko. Kryzys miałam mniej więcej w połowie trasy. Najpewniej wynikał ze złego rozłożenia sił w trakcie biegu. Pogoda w ten dzień, mimo że było słonecznie, też nie pomagała. Rodzina i przyjaciele spisali się na tysiąc procent! Kibice na trasie również. Z każdej strony dopingowali. Myślę, że to dzięki temu atmosfera biegu była super. BdPG mogę polecić każdemu – zarówno osobom, które biegają w różnego rodzaju biegach, jak i tym, którzy chcą spróbować swoich sił po raz pierwszy w takim wydarzeniu. Warto pobiec dla samej rodzinnej atmosfery.

Paweł Roszyk: Dla mnie coroczną tradycją stało się to, że prócz świątecznego biesiadowania z rodziną bierzemy udział w tym szczególnym biegu. Bez niego święta w pewien sposób uważałbym za przeżyte nie w pełni. To była już moja siódma edycja. Mam to szczęście, że mogę pochwalić się medalami z każdej z nich. To tutaj podczas pierwszej edycji pisała się moja historia pt. „Wyjść wreszcie z domu i zrobić coś dla siebie, to znaczy zacząć biegać”.

Wokół BdPG zawsze wytwarza się specyficzna aura, która towarzyszy aż do przekroczenia linii mety. Aspekt religijny jest bardzo ważny, pozwala spojrzeć z innej perspektywy, całe doświadczenie jest szczególne, wyjątkowe. Dla mnie to fenomen.

Decyzja zapadła na linii startu: wraz z kolegą biegniemy wspólnie na ok. 40 minut, może coś poniżej. Wyszło 41 minut, więc też nie ma powodu do narzekań. Zwaliłem swój kryzys na sernik zjedzony poprzedniego wieczoru (śmiech). Nie wyniki grały pierwsze skrzypce tego dnia, choć wiadomo: nutka rywalizacji zawsze każdemu się udziela.

Kolejne edycje biegu są coraz lepsze, do tego zostaliśmy przyzwyczajeni. Szacunek dla wszystkich osób, które biorą udział w organizacji. Wielkie brawa. Cieszy także fakt, że jest nas, biegaczy, z roku na rok coraz więcej. Uśmiechy osób dopingujących wynagradzają wszelki trud. Bądźmy szczerzy: w BdPG nie ma przegranych. Każdy jest tego dnia zwycięzcą własnych słabości. Z tego miejsca gorące podziękowania dla całej rodziny i znajomych, którzy wsparli mnie ciepłym słowem na trasie. Kto wie, może w następnej edycji postanowią stanąć w szranki po drugiej stronie barykady? Szczerze na to liczę. Polecam tę imprezę wszystkim, bo – jak głosi hasło – to bieg dla wierzących i wątpiących. A żeby uwierzyć, trzeba ujrzeć. To moim zdaniem spełniło się tego dnia.

Monika Bundziów: Znam ten bieg od lat i wiem, że to fajna impreza, dlatego wystartowałam już drugi raz. Biegło się bardzo fajnie, wszystko było świetnie zorganizowane. Kryzysów nie miałam, ponieważ mam dobrą kondycję. Kibice byli rewelacyjni, dużo znajomych, ale największym wsparciem byli dla mnie mąż i młodszy syn, którzy jechali przy mnie rowerami. Polecam tę imprezę. Warto odejść na chwilę od wielkanocnego stołu i spędzić aktywnie święta.

Jakub Bundziów: Wiem, że ten dystans jest w moim zasięgu, jeżeli tylko wcześniej odpowiednio się przygotuję. To najlepsza motywacja do wyjścia z domu na trening i do zrzucenia kilku kilogramów niepotrzebnego balastu od świąt. Pobiegłem drugi rok z rzędu.

Dobrze jest sobie uświadomić, że wysiłek związany z biegiem nie jest nawet w ułamku porównywalny z tym, co musiał przejść Pan Jezus. A i tak jest całkiem duży, jeśli chodzi o mnie. Moim jedynym celem było zmieszczenie się w wyznaczonym czasie i wyszło mi to bardzo dobrze – było jeszcze dużo zapasu. Organizacja na najwyższym poziomie, nie mam nic do zarzucenia. Trafiliśmy na idealną pogodę, jedyną przeszkodą były podmuchy wiatru w niektórych miejscach – szczególnie na ul. Wodnej. Kibice to najlepsza część tego biegu. Rzadko zdarza mi się widzieć taką życzliwość u ludzi na co dzień. Byli wszędzie, nawet na balkonach czy w oknach. Nie ma nic lepszego niż odrobina sportu dla zmęczonego świątecznym jedzeniem człowieka.

Damian Papis: BdPG wzbudził moje zainteresowanie siedem lat temu, bo żadne miasto nie oferowało biegu podczas Świąt Wielkiej Nocy, przynajmniej ja nie znałem takiej imprezy. To bieg bardzo popularny, przyjeżdża sporo uczestników spoza Nowej Soli. Na mecie jest fajna oprawa, ciekawy medal, superdoping na trasie, wcześniej w pakiecie startowym była nawet koszulka. W BdPG brałem udział piąty raz. W latach 2017-2018 z powodu służby niestety nie mogłem wystartować.

Bieg, wiele osób o tym mówi, jest dla wierzących i niewierzących. Często ludzie uczestniczą dla jakiejś intencji, modląc się o zdrowie, inne sprawy. Jeśli chodzi o sam start, nie nastawiałem się, żeby zrobić na mecie dobry wynik. W moim przebraniu naprawdę było gorąco (Damian Papis przebrał się za kurczaka! – red.) i już podczas drugiego podbiegu pod wiadukt czułem, że nie będzie lekko. Pomysł na przebranie wziął się z przypadku: kiedyś podczas spaceru zobaczyłem, że w sklepie z używaną odzieżą na wystawie wisi właśnie strój kurczaka. Po drobnych przeróbkach (ukłony dla pani z pogotowia krawieckiego z ul. Św. Barbary) postanowiłem wziąć właśnie w nim udział w biegu. Ludzie bardzo sympatycznie reagują na trasie na przebranych uczestników. W tym roku dodatkowo rozdawałem kibicom czekoladowe jajeczka.

Było dużo śmiechu, zabawy, sportu. Chyba o to w tym chodzi? Na trasie było bardzo gorąco, szczególnie w stroju wykonanym z polaru… Jak zwykle przeszkadzał wiatr na ul. Wodnej. Ogólnie dałem radę i jestem zadowolony. Oklaski dla pana, który pokonał ten dystans w garniturze.

Kibice w Nowej Soli są rewelacyjni. Widać to podczas BdPG i Półmaratonu Solan. Mieszkańcy biją brawo, wznoszą okrzyki, które jeszcze więcej siły dodają uczestnikom. Widziałem świetne transparenty przygotowane przez rodziny. Imprezę polecam wszystkim, którzy chcą się zmierzyć z dystansem 10 km. Kiedy masz dosyć świątecznego lenistwa i obżarstwa, weź udział w biegu!

Mariusz Ratajczak: Dla mnie religijny aspekt jest najważniejszy! Nie jest tajemnicą, że nie wstydzę się wiary i Jezusa. To mój Mistrz. Biegnąc, chcę się upewnić, że grób jest pusty. I był pusty. To wielka tajemnica wiary i wielka radość ze Zmartwychwstania Pańskiego. To daje wszystkim, wierzącym i niewierzącym, wątpiącym i pewnym wiary, nadzieję, że po zakończeniu ziemskiej pielgrzymki czeka na nas Wielki Przyjaciel; „W domu mego Ojca jest mieszkań wiele…”.

Mój start oceniam bardzo dobrze, na metę wpadłem jeszcze z małym zapasem i udało się wykręcić na tej niełatwej trasie nowy rekord życiowy. Pracowałem mocno przez całą zimę. Zaliczyłem miniobóz biegowy w górach. Trzymałem się ściśle treningów wyznaczonych przez Adama Draczyńskiego. W samym marcu przebiegłem ok. 360 km. Nie powiem, dostałem mocno w kość, ale się opłaciło i wskoczyłem na podium w kategorii prawnicy.

Postawiło mnie trochę na ul. Kamiennej. Mocny wiatr wytrącił mnie nieco z tempa i uciekło trochę sekund. Poza tym wziąłem kubek z wodą i przy mocnym podmuchu wiatru zamiast ustami napiłem się nosem. Każdy biegacz wie, że to nie jest przyjemne. Ale lubię taką walkę z samym sobą. Pokonywanie własnych słabości to dla mnie wielka satysfakcja i radość. Bieganie po prostu sprawia mi frajdę.

Kibice to wielka wartość tego biegu. Nowosolscy są najlepsi w Polsce. Cały czas doping na trasie, ciągle słyszałem „dajesz, Rataj” albo „lecisz, Mario”. To dodaje skrzydeł. Mocno się wzruszam, słysząc tak gorący doping. Nierzadko zdarza się, że i łezka popłynie. Ale to z radości.

Jeżeli chodzi o najbliższą rodzinę, to chyba wszyscy pobiegli. Nawet moja mama wystartowała i ukończyła z niezłym czasem. W tym miejscu jeszcze raz jej gratuluję zdobycia pierwszego medalu. Jeszcze raz bardzo dziękuję za doping na trasie wszystkim kibicom!

Jestem bardzo dumny z mojej żony, która się poświęciła i pobiegła z wózkiem z naszą córcią. To było niesamowite doświadczenie, łzy radości na mecie. Gratuluję jej siły i samozaparcia.

Start w tym biegu to rewelacyjna sprawa. Wszyscy startujący wiedzą, o czym mówię. Takiej atmosfery nie ma nigdzie indziej. Startujący mówią o „doskonałej organizacji, superatmosferze i wspaniałych kibicach na trasie, atrakcyjnych nagrodach do rozlosowania dla wszystkich finiszerów”. Poza tym trasa ma atest i można powalczyć o nowe rekordy życiowe. Naprawdę warto pobiec w tym biegu. Napawa każdego optymizmem i radością. Zapraszamy gorąco za rok!

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Skip to content