Maciej Kazieczko przed szansą zdobycia pasa KSW. „Zawsze szukam nokautu”

Związany z Nową Solą Maciej Kazieczko ma szansę zapisać się w historii KSW, największej federacji MMA w Europie. W walce o pas wagi lekkiej zmierzy się z obecnym mistrzem Marianem Ziółkowskim. – O taki pojedynek zabiegałem kilka lat i udało się – mówi pretendent w ekskluzywnej rozmowie z „Tygodnikiem Krąg”

Mateusz Pojnar: Gala KSW 60 już 24 kwietnia. W jakiej jesteś formie?

Maciej Kazieczko: Na tym etapie forma jest już dawno zbudowana. Przygotowuję się ciężko od paru miesięcy. Zostały niespełna trzy tygodnie i nadal obciążenie jest spore, ale już uważam, żeby nie złapać jakiejś kontuzji. Można powiedzieć, że trochę schodzę z obrotów, ale do ostatniego tygodnia przed walką będę ciężko pracował.

W Ankosie MMA Poznań, gdzie trenujesz, masz świetnych sparingpartnerów.

Głównie sparuję z wysokimi zawodnikami, żeby pasowali mi pod mojego rywala. M.in. z Dawidem Śmiełowskim, który ostatnio wygrał przez piękny nokaut walkę na Babilon MMA. Ćwiczę też z Gamou, kolegą, który walczy dla Fame MMA z tego tytułu, że jest też modelem. Gamou u nas trenuje bardzo długo, jest dobrym zawodnikiem.

Do tego sparuję z Arturem Szotem, też wysokim fighterem, a wcześniej z Kamilem Oniszczukiem, który akurat złapał kontuzję pod koniec moich przygotowań.

Nie mogę narzekać, sparingpartnerów mam w sali pod dostatkiem.

fot. mat. prywatne

Kiedy usłyszałeś, że dostajesz walkę o pas KSW, jak zareagowałeś? To jest spełnienie marzeń po tym, jak kilka lat temu wróciłeś do sportów walki?

Jeśli chodzi o uczucia związane z tą informacją, to nie było tak, że jakoś podskoczyłem z radości. Bo uważałem już wcześniej, że zasługuję na walkę o pas. Kiedy dowiedziałem się, że ta walka została zestawiona, powiedziałem raczej: no, w końcu to się stało [uśmiech].

Pewnie inaczej bym zareagował, gdybym nie miał większych ambicji, toczył swoje pojedynki i ni stąd, ni zowąd dostałbym taką propozycję. Wtedy byłbym zdziwiony.

Ale od kilku walk do tego pasa próbuję się dostać. Miałem z włodarzami KSW rozmowy na ten temat. Zostały mi przedstawione konkretne warunki. I finalnie, gdy to się udało dopiąć, odetchnąłem z ulgą. „Okej, dotrzymali słowa, mamy to”.

Jestem bardzo szczęśliwy, bo dążyłem do tego, by taką walkę dostać i ją wygrać.

Walka o pas trochę cię paraliżuje czy wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej mobilizuje?

Zdecydowanie mobilizuje! Powiem tak: gdy nie walczę o pas, jest pewien stres z tego powodu, że ewentualna porażka oddali mnie od pojedynku o mistrzostwo KSW. A teraz, kiedy już tę walkę o pas dostałem, jest tylko szczęście i motywacja. O to walczyłem kilka lat i udało się.

Będę walczył z mistrzem organizacji i to będzie trudna walka, ale czekałem na nią.

Pierwszy raz z Marianem Ziółkowskim stanęliście naprzeciwko siebie na gali KSW 59, kiedy wasz pojedynek został ogłoszony. Co wyczytałeś z jego spojrzenia?

Ze spojrzenia trudno wyczytać za wiele, ale wcześniej byłem przekonany, że Marian jest ode mnie wyższy o kilka centymetrów czy nawet pół głowy, a gdy stanęliśmy oko w oko, okazało się, że jesteśmy praktycznie tego samego wzrostu. To najbardziej zapamiętałem z tego face to face.

fot. mat. KSW

Jakie są mocne atuty Ziółkowskiego?

Z pewnością taktyczne prowadzenie walki. Jest konsekwentny w realizowaniu schematu, nie podpala się. Ma bardzo dobrą stójkę i parter, potrafi dobrze wykorzystywać swój zasięg i pracować na nogach.

To są jego najmocniejsze strony, ale w trakcie przygotowań skupiałem się na tym, żeby je zniwelować i sobie z nimi poradzić.

Jak oceniasz jego ostatnią walkę? W grudniu na KSW 57 wygrał z Romanem Szymańskim i zdobył pas kategorii lekkiej po tym, jak Mateusz Gamrot przeszedł do UFC.

Bardzo ładnie zawalczył. Skończył to nokautem. Tylko było trochę tak, że przeciwnik pozwolił Marianowi na to, co ten z nim zrobił. Dał mu się rozpędzić, a ja inaczej podszedłbym do tej walki.

Obawiasz się jiu jitsu Ziółkowskiego czy nie robi na tobie większego wrażenia? Jesteś przede wszystkim stójkowiczem, ale i w parterze nieźle sobie radzisz, co już udowodniłeś.

Nie obawiam się parteru, bo miałem już walki z zawodnikami, którzy byli typowymi parterowcami i zawsze dążyli do sprowadzenia. W tych walkach znalazłem się z nimi w parterze i potrafiłem te pojedynki rozstrzygnąć na swoją korzyść.

Wiadomo, wolę walczyć w płaszczyźnie kickboxerskiej, ale parteru się nie boję. Potrafię się w nim odnaleźć, absolutnie nie jest mi obcy.

fot. Ankos MMA Poznań

Po raz pierwszy potencjalnie możesz przewalczyć pięć rund w MMA, bo to jest walka mistrzowska. Mocno szlifujesz kondycję?

Oczywiście. W zasadzie zawsze ją szlifuję, zawsze to jest taka baza przygotowań: siłowo-wytrzymałościowe treningi są pewną podstawą. Teraz skupiłem się na nich jeszcze bardziej. Na sparingach też robię co najmniej pięć rund, o ile nie więcej. Myślę, że jestem dobrze przygotowany na ten dystans.

Z Ziółkowskim mieliście zawalczyć już w sierpniu ub. roku na KSW 54. Wtedy z zestawienia Gamrot – Szamil Musajew wypadł Rosjanin i Ziółkowski zawalczył z „Gamerem” w zastępstwie. Ty z kolei na tej gali znokautowałeś Karlo Caputa. Byłeś wtedy mocno rozczarowany, że do pojedynku z Marianem nie doszło?

Zdecydowanie, bo to już wtedy miał być eliminator do walki o pas. Te roszady nastąpiły tydzień przed walką, a miałem za sobą trzy miesiące przygotowań pod konkretnego zawodnika. I nagle dostałem nowego rywala, który nijak nie przypominał stylu walki Mariana. To było wkurzające.

Wtedy czułem się pominięty w tym całym zamieszaniu. Ale wyszło dobrze, wygrałem i w zasadzie okazało się, że ta walka też okazała się eliminacyjną do pojedynku o pas i wreszcie spotkamy się w klatce z Marianem.

W grudniu 2019 r. w 24 sekundy brutalnie rozprawiłeś się z Michaelem Dubois. To był jeden z najlepszych nokautów w historii KSW. Teraz też będziesz chciał rozstrzygnąć walkę przed czasem?

Zawsze dążę do nokautu. Każdy cios, który wyprowadzam, wcześniej był ćwiczony jako ten mający trafić w punkt i znokautować. Mój styl walki zmierza do wygrania przed czasem, ale nie będę się przy tym upierał. Jeżeli zobaczę, że trudno będzie wchodzić w Mariana z nokautującymi ciosami, mam też inne możliwości.

Ale tak, zawsze szukam nokautu. Czuję, że to moja mocna strona. Nie każdy potrafi wygenerować w uderzeniu taką moc, by znokautować. Nie wiem, może pomogło mi to, że kiedyś przez trzy lata grałem w tenisa? Pamiętam, że wtedy moja prawa ręka była dwa razy większa niż lewa [śmiech].

fot. KSW

Jeśli mówimy o przeszłości, widzę, ile osób z Nowej Soli i Zielonej Góry wspiera cię podczas twoich walk. Czujesz to wsparcie koleżanek i kolegów z dawnych lat?

Jasne, że tak. To też mi pomaga. Zawsze jest mi bardzo miło, gdy przed walkami piszą do mnie nowosolanie, których znam od kilkunastu lat albo dłużej. To jest też miłe, że śledzą moją karierę i mnie dopingują.

Najpierw uczyłem się w „ósemce”, gdzie się poznaliśmy, a później w gimnazjum nr 1. Dopiero w liceum trafiłem do Zielonej Góry.

Czyli można powiedzieć, że cały czas jesteś nowosolskim swojakiem.

To prawda [uśmiech].

Już na koniec: będziemy mieli nowego mistrza KSW w wadze lekkiej?

Oczywiście, że tak. Po to jadę na galę do Łodzi.

E-WYDANIE TYGODNIKA KRĄG

FacebooktwittermailFacebooktwittermail

Mateusz Pojnar

Aktualności, sport

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Skip to content