Siłka siedzi we krwi

– Jeżeli chodzi o budowanie mięśni, na pewno trzeba dużo cierpliwości, bo nic samo nie urośnie. Najpierw długo są krew, pot i łzy i dopiero przychodzi jakiś efekt – mówi nowosolanka Wioleta Bendowska w przededniu Dnia Kultu Masy Mięśniowej. A że dzień święty trzeba święcić, zachęcamy wszystkich – nawet tych, którzy do tej pory siłownię omijali szerokim łukiem – żeby poszli „zrobić pompę”

W piątek 28 lipca obchodzimy Dzień Kultu Masy Mięśniowej. „Nie oszukujmy się, niemal każdy facet chciałby wyglądać jak siłacz. To wymaga jednak ciężkich treningów, ale kiedy je zacząć, jeśli nie dziś?” – pytają autorzy kalendarza świąt nietypowych.
Odwiedzając siłownie pytałem moich rozmówców, dlaczego mięśnie i wyrzeźbiona sylwetka są tak w życiu istotne. Czy siłownia może być sposobem na życie? I wreszcie – czy udaje się burzyć stereotyp, że siłownia to miejsce tylko dla mitycznych karków, którzy noszą telewizory pod pachami?

„Ćwiczę dla hormonu szczęścia”

Na nowosolskiej siłowni Gym4you spotykam Krzysztofa Leszkiewicza z Bytomia Odrzańskiego, który z przerwami trenuje od ok. 15 lat. – Jak człowiek był młodszy, ćwiczył po to, żeby być duży, żeby był splendor wśród rówieśników. Oczywistym jest, że na przypakowanych facetów inaczej patrzyły dziewczyny – uśmiecha się mój rozmówca. Przyznaje, że dziś, już jako dojrzały mężczyzna, ma do tego zupełnie inne podejście. – Dziś ćwiczę dla zdrowia, dla hormonu szczęścia, który po treningu wydziela się w ogromnych ilościach. Jak poćwiczę, to po prostu jestem szczęśliwszy – podkreśla Leszkiewicz.

Ale nie ma co się oszukiwać – trening siłowy rządzi się swoimi prawami, których należy przestrzegać. – Po pierwsze, trzeba się oczywiście zdrowo odżywiać. Jeść bardzo dużo białka, węglowodanów, unikać mocno nasyconych tłuszczów i jeść niewiele smażonego, chociaż ja osobiście nie mam do tego aż tak radykalnego podejścia. Jak pójdę do mamy, to zjem, co mi ugotuje. Nie wybrzydzam, nawet do McDonalds’a czasami się pojedzie – śmieje się bytomianin, który siłownię odwiedza cztery razy w tygodniu.

– Musi być czas na regenerację. Rośniemy wtedy, kiedy śpimy. Czyli trzeba się dobrze wysypiać, zdrowo odżywiać, no i przede wszystkim dużo ćwiczyć. Wtedy sukces murowany.
– Trening siłowy to dla ciebie sposób na życie? – pytam go na koniec, w przerwie między kolejnymi seriami. – Lubię różne formy aktywności, ale to na pewno bardzo ważne dla mnie hobby. To jest coś, co wchodzi w krew – to na pewno. Jak ktoś zbiera znaczki pocztowe całe życie, to też ma to pod skórą. Tak samo jest z siłownią. Chyba faktycznie to sposób na życie – odpowiada Leszkiewicz. Nadmienię, że biceps ma pewnie z trzy razy większy niż ja.
Dariusz Wawrzyniak trening na siłowni zaczynał jeszcze w połowie lat 80. Dwudziestolatków, których dziś nie brakuje na siłowni, nie było jeszcze na świecie.

– Jak pierwszy raz poszedłem na trening, miałem chyba z 18-19 lat, a w tym roku kończę pięćdziesiątkę – uśmiecha się Wawrzyniak, z którym spotkałem się po treningu, kiedy uzupełniał energię koktajlem białkowym.
Do szkoły średniej chodził nie tylko chłonąć wiedzę. Również po to, by… przerzucać ciężary.
– Z inicjatywy naszego nauczyciela, pana Olechnowskiego, siłownię zrobiliśmy w jednej z klas. On ją wymyślił, ale wyposażaliśmy ją sami. Pamiętam, że ja załatwiałem na pewno linki do przyrządów – wspomina Dariusz Wawrzyniak.

„Piotrek zaczął nam tłumaczyć”

W latach 80. trening siłowy nie był tak popularny jak dziś. Nie było żadnej wiedzy na temat sportów sylwetkowych.
– Ktoś np. nam nagadał, że na treningu w ogóle nie wolno pić wody. Niby jak można nie pić? Przecież człowiek od razu się odwadnia. Dlatego każdy z nas był suchy jak wiór (śmiech). Na samym początku mówiło się, że trzeba ćwiczyć osiem godzin dziennie. Przecież to parodia. Ale wtedy nie było internetu, nie było za dużo wiedzy z gazet specjalistycznych, więc człowiek błądził – i to strasznie. Kroczyliśmy metodą prób i błędów. Z tym że na pewno było więcej błędów – przyznaje Wawrzyniak. I od razu dodaje: – Dopiero śp. Piotrek Płonka, który miał specjalistyczną wiedzę o kulturystyce, zaczął nam wszystkim ćwiczącym tłumaczyć, na czym polegają sporty sylwetkowe. To była chyba połowa lat 90. Piotrek był fajnie zbudowany, jego zdjęcia były nawet przedrukowywane w czasopismach kulturystycznych. Mało tego, był przymierzany do kadry Polski w kulturystyce, ale coś tam nie wyszło. Dziś w tym miejscu warto go wspomnieć, bo to był kozak… – wspomina nieżyjącego już nowosolskiego kulturystę D. Wawrzyniak.
On sam w treningu na siłowni miał dość długą przerwę.

– Trwała blisko 20 lat. Nie mogłem ćwiczyć, trochę chorowałem, miałem operację i przez to odpuściłem. Dokładnie 5 października miną cztery lata, jak wróciłem na siłownię. Żeby się odbudować, potrzebowałem pół roku. Jak ktoś zaczyna, jest trudniej. Przez miesiąc, dwa, trzy jeszcze jakoś idzie, a później zaczynają się schody i dużo ludzi odpada, rezygnuje. Ważne, żeby w treningu cały czas coś zmieniać, bo jak się tego nie robi, to nie ma postępów. Znam takich, są w Nowej Soli, którzy ćwiczą dziesięć lat i nic nie widać. Cały czas trzeba szokować mięśnie i dobrze się odżywiać – zaznacza pan Dariusz.

– Jaki rygor trzeba sobie jeszcze narzucić?
– Ważny jest długi sen. Ze mnie się śmieją, że o 22.00 idę spać, ale wstaję za to o 4:45. Codziennie. Z własnej woli, bo przed treningiem muszę zjeść dwa śniadania. Ja nie mam jakiejś tam wielkiej diety. Jem wszystko, ale co trzy godziny. Wtedy organizm pamięta, że regularnie dostaje pokarm i niczego nie odkłada – mówi Wawrzyniak, który na siłowni jest codziennie, a odpoczywa tylko w niedzielę.
– Dlaczego mięśnie, ładna sylwetka, są dla ciebie tak ważne?
– Trening siłowy daje fajny wygląd, a chyba każdy chce, żeby ta sylwetka jakoś wyglądała. Kiedyś był taki stereotyp, że musiała być jak największa masa, czyli im większy był człowiek, tym było lepiej. Teraz ważniejsza jest rzeźba, wymodelowane ciało. Jak teraz idzie potężny facet, a z boku wyżyłowany, to każdy spojrzy się na tego wyżyłowanego – uważa nasz rozmówca.

Siłka nie tylko dla panów

Co ciekawe, z siłowni chętnie korzysta coraz więcej kobiet. – U nas jest ich więcej, być może dlatego, że w ofercie siłowni są rożne zajęcia grupowe typu fitness, które pozwalają paniom dbać o sylwetkę. Zachęcam mężczyzn do uczestnictwa w tego typu zajęciach, bo to, że nie są one dla męskiej części, jest takim samym stereotypem jak to, że siłownia nie jest dla pań. Dziś to jest miejsce dla wszystkich, miejsce, gdzie możemy po prostu zadbać o swój wygląd – mówi Igor Kędzierski, instruktor z siłowni Xfit w Sławie.
Jedną z najbardziej rozpoznawalnych nowosolanek, która trenuje na siłowni, jest Wioleta Bendowska.

– Na siłownię po raz pierwszy poszłam w wieku 19 lat. Byłam bardzo szczupła, miałam swoje problemy życiowe, które o tym zdecydowały. Stąd decyzja, żeby pójść na siłkę i w końcu przytyć. I się udało. W pewnym momencie dobiłam nawet do 75 kg, więc to był kawał masy (śmiech). Dużo ćwiczyłam i siadły mi kolana. Musiałam odpuścić, zresztą po drodze były dwie ciąże i do treningu wróciłam dopiero trzy lata temu – opowiada Bendowska, która siłownię łączy z bieganiem i crossfitem.

– Trzeba sobie urozmaicać trening, trzeba go zmieniać – żeby nie było stagnacji. Jeżeli chodzi o budowanie mięśni, to na pewno trzeba dużo cierpliwości, bo nic samo nie urośnie. To krew, pot i łzy i dopiero wtedy przychodzi jakiś efekt – mówi nowosolanka.

Dlaczego akurat siłownia? – Żeby dobrze wyglądać, żeby mieć dobrą kondycję. No i serducho ci lepiej pracuje, kiedy uprawiasz sport. Każdy człowiek zna swój organizm i wie, czego on potrzebuje. Ja potrzebuje czuć się fit, mi się podoba, jak u kobiety są lekko zarysowane mięśnie – triceps, biceps, ale żeby nie było też w tym przegięcia. U mężczyzn nie podoba mi się, jak są za wielcy – podkreśla W. Bendowska. Ale jest coś jeszcze: – Jak wyjdę na plażę, to nie chcę się wstydzić tego, jak wyglądam. Wiadomo, nikt nie jest idealny, ale chcę wyglądać dobrze. Mnie się to podoba, jak ja wyglądam. Dziesięciu osobom może się to nie podobać. Okej. Różne już rzeczy słyszałam, np. jak jakieś panie między sobą rozmawiały na siłowni, żeby nie przesadzić z treningiem, bo będą wyglądać jak Bendowska (śmiech). Ja nie mam z tym problemu. Przecież tak naprawdę na co dzień wyglądam normalnie – dodaje.

Zarażony kulturystyką przez ojca

Są też tacy, którzy swoją sylwetkę weryfikowali z innymi startując w zawodach kulturystycznych. Taką osobą jest Tomasz Kosiński, który dziś prowadzi siłownię Powerbeck Gym&Fitness w Kożuchowie.
Treningiem na siłowni 20 lat temu zaraził go tata. – Miałem wtedy z 7-8 lat. Razem z nim schodziłem do piwnicy, żeby trenować. Pamiętam, że na samym początku miałem drewniane hantle, którymi machałem. Potem były trochę większe, później jeszcze większe, żeby jakiś ciężar już był odczuwalny w tym moim treningu – wspomina zajęcia siłowe z dzieciństwa Kosiński.

Historia jego taty jest zresztą ciekawa. Kiedy sporty siłowe nie były jeszcze tak popularne jak dziś, on już wtedy startował w zawodach kulturystycznych.

– Pamiętam, że tata debiutował w Nowym Miasteczku, gdzie zawody odbywały się chyba w domu kultury. I tak się złożyło, że mój pierwszy start kulturystyczny też był właśnie tam. Miałem wtedy 15 lat – opowiada kożuchowianin. Jednocześnie dodaje, że debiut w zawodach kulturystycznych był dla niego dość stresującą sprawą. – Najgorsze było przełamanie, że trzeba wyjść do ludzi i w małych majtkach prężyć się, pokazywać swoje mięśnie. Trema wynikająca z tego, że nie wygląda się tak, jakby się chciało, była duża. Ja byłem tam jednym z mniejszych, więc tym bardziej było trudno to zaakceptować. Jak człowiek będąc na backstage’u patrzył na tych naprawdę wielkich kulturystów, to wpadał w kompleksy – śmieje się Kosiński, który po debiucie startował jeszcze kilka razy w Polsce, m.in. na zawodach w Nowej Soli.

Przez długą część swojego życia mieszkał i pracował na Wyspach. Tam też próbował swoich sił w zawodach kulturystycznych. – Łącznie uzbierało się tych startów sześć albo siedem. Od mojego ostatniego startu w Anglii minęły trzy lata. Nawet na Fejsie ostatnio wyświetliły mi się zdjęcia z tamtego okresu. Gdzieś to w głowie siedzi, żeby jeszcze wystartować, ale na razie skupiam się na pracy w siłowni – podkreśla.

Mówi, że z biegiem czasu siłownia stała się dla niego czymś naturalnym. – Człowiek nie myślał specjalnie, że musi iść na trening. Tak jak idzie się do sklepu po bułki, tak ja chodziłem na siłownię. I do dziś tak zostało. Człowiek ma swoje założenia, które realizuje. W to wpisuje się styl żywienia, sposób aktywnego spędzania czasu. Nie siedzę przed telewizorem i nie piję piwa, choć też mi się to zdarza. Nie można się cały czas umartwiać (śmiech). Też zdarza mi się obejrzeć jakiś mecz i wypić piwo. Nie można się odciąć od wszystkich i tylko trenować, ale tak to się staje, że ten trening jest niesamowicie ważny. Dbam o zdrowie, o swój wizerunek, kondycję fizyczną – mówi T. Kosiński.

– Co trzeba zrobić, żeby wyglądać jak pan?
– Będę dosadnym i powiem otwarcie: trzeba zapie…ć na siłowni. Bez tego nie będzie żadnego efektu. Jeśli ktoś zaczyna, na początek musi trenować przynajmniej trzy razy w tygodniu, żeby pokazać mięśniom, że mają pracować. Żeby rozruszać ciało od stóp do głowy, dać mięśniom czas na odpoczynek, na regenerację, akceptację ciężarów. Ludzie myślą, że przerzucanie ciężarów jest takie proste. Jest proste, jeśli to się robi z głową. Na początku trzeba się nauczyć techniki, a później odpowiednio dobierać obciążenia, żeby odnotowywać jakiś progres. Bo nie sztuką jest chodzić np. rok na siłownię i nie widzieć żadnego postępu – odpowiada kożuchowianin z 20-letnim stażem treningowym.

Siłownia. Miejsce dla wszystkich

Mimo że wakacje to dla wszystkich siłowni okres martwy, to zainteresowanie budowaniem sylwetki wykazuje generalnie coraz większa grupa ludzi.
– W okresie letnim trenuje mniej niż 70 proc. tych osób, które budują formę zimą. Trend jest jednak taki, że liczba trenujących na siłowni na pewno wzrasta – twierdzi Kosiński.
W podobnym tonie wypowiada się Lidia Marcinkiewicz z nowosolskiego Gym4you: – Stale rośnie liczba tych, którzy chcą dobrze wyglądać. Ale są też tacy, którzy traktują siłownię jako formę terapii. Mają różne choroby układu krążenia i zamiast do lekarza, przychodzą do nas. Mówią, że po siłowni czują się lepiej – mówi Marcinkiewicz.
Cały czas pokutuje myślenie, że siłownia to miejsce dla koksów z miasta.

– Kiedyś, jeszcze 10-15 lat wstecz, słowo siłownia miało negatywną konotację, brzmiało dla wielu ludzi podejrzanie. W tym sensie, że kojarzyło się z właśnie z karkami, którzy noszą pod pachami telewizory. Ale ten stereotyp udaje się przełamywać, chociaż to na pewno długotrwały proces. Dziś samo słowo „siłownia” zastępuje się np. wyrażeniami typu fabryka siły, fitnessowy box itd. To wbrew pozorom ma ogromne znaczenie, bo na coś takiego ludzie łatwiej się otwierają – tłumaczy Kędzierski.

Potwierdza to Andrzej Rzeźnik, właściciel niedawno otwartej w Nowej Soli siłowni Ultra Gym.
– Faktycznie, panował stereotyp wielkich facetów, którzy nabijali masę w nieskończoność, co zresztą nie godzi się z moim spojrzeniem na sporty sylwetkowe. Ale ten mit, że trzeba mieć telewizory pod pachami, mija. Dziś każdy chciałby się zbliżyć do sylwetki idealnej, nieprzerośniętej, którą możemy zobaczyć np. na pokazach kulturystyki klasycznej, charakteryzującej się zgrabną, umięśnioną, ale jednocześnie nieprzesadzoną sylwetką – mówi Rzeźnik, który na początku września zorganizuje w swojej siłowni seminarium z Hubertem Kulczyńskim, wielokrotnym zwycięzcą zawodów w kraju i na świecie. Kulczyński sporo opowie o tej odmianie kulturystyki.

***

Przed ostatnim łykiem koktajlu białkowego pytam Dariusza Wawrzyniaka: – Umiałbyś żyć bez siłowni?
– Chyba nie. Nawet jak mam urlop, to biorę hotel z siłownią. Wydaje mi się, że gdyby nie ta siłownia w moim życiu, to mógłbym się pogubić, jakoś zbłądzić. Bo co, siedziałbym z pilotem przed telewizorem? Ile można? Dzień, dwa, trzy? Trzeba mieć jakąś drogę życia, jakąś pasję. Jak się jej nie ma, to człowiek jest pusty. Jak człowiek nie ma nic, to nic go nie cieszy i na pewno nie może być szczęśliwy.

Mariusz Pojnar

Mariusz Pojnar

Mariusz Pojnar

Tel. 502 433 019 at m.pojnar@tygodnikkrag.pl
Aktualności, kronika
Mariusz Pojnar

Latest posts by Mariusz Pojnar (see all)

Facebooktwittergoogle_plusmailFacebooktwittergoogle_plusmail

Mariusz Pojnar

Aktualności, kronika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *